Pandemia koronawirusa postawiła tradycyjny kalendarz imprez sportowych na głowie. Wiele dyscyplin musiało przełożyć organizację tegorocznych mistrzostw na bezpieczniejsze czasu. Organizatrozy CrossFit Games, najważniejszej imprezy w sezonie dla fanów tego wymagającego sportu, znaleźli inne rozwiązanie. Tegoroczne „Gamesy" odbyły się w niezwykle elitarnym gronie. Na finałowe zawody rozgrywane na ranczu Aromas zaproszono zaledwie 10 uczestników: pięć kobiet i pięciu mężczyzn, którzy zostali wyłonieni w otwartych eliminacjach.

Formuła „Open", czyli przeprowadzanych internetowo otwartych eliminacji, w których wystartować może dosłownie każdy towarzyszy CrossFitowi od samego początku. Wielu miłośników tego sportu docenia możliwość porównania swoich wyników w poszczególnych konkurencjach z osiągnięciami najlepszych zawodników na świecie.

Tegoroczne CrossFit Games były wyjątkowo także z innego powodu. Organizatorzy uznali, że zmniejszona liczba uczestników jest doskonałą okazją do powrotu do korzeni sportu i zorganizowali zawody w miejscu, które jak żadne inne kojarzy się z tą dyscypliną. To właśnie na tym samym ranczu w Aromas odbywały się pierwsze edycji tych elitarnych zawodów kilkanaście lat temu. 

W kwestii zwycięzców byliśmy świadkami potwierdzenia teorii, że historia lubi się powtarzać. W ostatnich latach zawodowy CrossFit został całkowicie zdominowany przez dwójkę zawodników: Mata Frasera i Tię-Clair Toomey. Nie inaczej było w tym roku, oboje kolejny raz zwyciężyli w klasyfikacji mężczyzn i kobiet, zdobywają tytuł „The Fittest" odpowiednio piąty i czwarty raz. O dominacji Mata Frasera może świadczyć fakt, że w trakcie trzydniowych zawodów już po dwóch pierwszych matematycznie zapewnił sobie zwycięstwo. Oznacza to, że w teorii mógłby cały trzeci dzień rywalizacji przesiedzieć na kanapie w dresie, a i tak stanąłby na najwyższym stopniu podium.