Znaleźliście się kiedyś w sytuacji, gdy po włączeniu silnika swojego samochodu macie wrażenie, że spod maski dochodzą niepokojące dźwięki? Mi zdarzyło się to kilkukrotnie. Na początku mojej przygody z motoryzacją stawałem przed wyborem, w którym oba wyjścia nie były idealne. Mogłem zadzwonić do serwisu, ale to wiązało się w najlepszych wypadku z pełnym politowania głosem mechanika, a w najgorszym z naciągnięciem na niekoniecznie potrzebną naprawę. Często w związku z tym bagatelizowałem sprawę i jeździłem dalej. To rozwiązanie było wygodniejsze, ale na dłuższą metę bardziej kosztowne. 

Dzięki nowej aplikacji od Skody dylematy tego rodzaju na zawsze mogą przejść do lamusa. Po zainstalowaniu programu na smartfonie i przyznaniu odpowiednich uprawnień, aplikacja będzie „wsłuchiwać" się w dźwięki wydobywające się z samochodu i porównywać je ze znanymi wzorcami popularnych usterek. Kiedy podobieństwo dźwięków będzie wysokie, poinformuje nas o diagnozie. 

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że taka aplikacja nie powinna przypaść do gustu właścicielom serwisów samochodowych. Jednak po dłuższym zastanowieniu okazuje się, że ewentualne straty mogą ponieść tylko ci menedżerowie, którzy do tej pory naciągali swoich klientów. Wszyscy inni wciąż będą niezbędni do dostarczenia części i wykonania naprawy. Co więcej, klient będzie trafiał do nich z przeprowadzoną wstępną diagnozą usterki, co znacząco przyspieszy prace mechaników.  Na ten moment aplikacja jest testowana od roku przez 245 dealerów w 14 krajach. 

ZOBACZ: Audi e-tron Sportback – elektryczny wilk syty i sportowa owca cała?

CZYTAJ TEŻ: Skoda Superb iV Plug-in Hybrid – wyższy poziom ekologii?

TAKŻE O BMW: Albo grubo, albo wcale, czyli najpotężniejsze SUV-y na rynku