Conor McGregor już trzykrotnie ogłaszał koniec swojej kariery – w 2016, 2019 i 2020 roku. To oczywiście za każdym razem okazywało się chwilowe gadanie ze strony Irlandczyka. Już kilkanaście dni temu McGregor ogłosił, że stoczy walkę z Dustinem Poirierem. Początkowo nalegał, żeby starcie odbyło się jeszcze w tym roku, jednak ostatecznie dojdzie do tego 23 stycznia 2021 roku podczas gali UFC w Teksasie.

„Przyjmuję ofertę! Moim celem jest, aby ta walka odbyła się na stadionie Cowboy. Właściwy Styl! Jerry Jones jest moim przyjacielem, a stadion może pomieścić naszych widzów. Będę gotowy na Teksas i Teksas będzie gotowy na moich fanów! Potem Manny” – napisał Conor na Twitterze.

Walka początkowo miała mieć formę pokazową i zyski z niej trafiłyby na cele charytatywne. Jednak szybko zwęszono szanse i obaj zawodnicy dostali propozycję walki. I ją oczywiście przyjęli. McGregor zapewnił jednak, że zamierza wpłacić 500 tys. dolarów na The Good Fight Foundation.

Wspomniany wyżej Manny ze wpisu Conora to rzecz jasna Manny Pacquiao, który ma być rzekomo kolejnym rywalem Irlandczyka. Ten ruch ma oczywiście jak największy sens, bowiem na obu sportowców czekają potężne gaże, jeżeli dojdzie do walki między nimi.

Trzeba przyznać, że McGregor potrafi robić wokół siebie szum. Jego ogłaszanie końca kariery przynosiło mu do tej pory wymierne korzyści, bo każdy jego powrót do rywalizacji odbijał się szerokim echem w mediach i pozwalał na wynegocjowanie lepszych pieniędzy. Ciężko o bardziej barwną postać z kręgów MMA. 

Przypomnijmy, że McGregor do UFC trafił w 2014 roku.  Z 12 walk stoczonych przegrał tylko dwie. 

ELLE MAN POLECA: Conor McGregor pokazał bardzo rzadki zegarek z najwyższej półki. Jego cena to ponad 400 tys. zł

CZYTAJ: Mamed Chalidow powraca do MMA. „ Oczerniony i osądzony wrócę pewniejszy niż kiedykolwiek”

ZOBACZ: Rafael Nadal wyrównał niesamowity rekord Rogera Federera. Może skończyć jako tenisista wszech czasów