Do czego ludziom potrzebny jest trening mentalny?

Do tego, żeby mieć większą świadomość samego siebie. To pozwala nam świadomie podejmować decyzje o zmianach. A także żeby uporządkować świat wartości, znaleźć balans między pracą, rodziną, zdrowiem, zabawą z dziećmi, nauką. Wszystkim, co wazne dla człowieka.

Przez kilka tysięcy lat ludzie obywali się bez coachingu, co się obecnie zmieniło?  

Pierwszym coachem był pewnie Chrystus, a jego metoda nie nazywała się coachingiem, ale uważnością na drugiego człowieka. Termin coaching jest oczywiście późniejszy i wiąże się z wypracowaniem know-how w marketingu czy zarządzaniu. Mój tata, starszy ode mnie o pół wieku prawnik z pokolenia Kolumbów, wychowywał mnie przez zadawanie pytań, choć słowa „coach” nie znał. Ale metoda, jaką stosował, była taka sama: poprzez odpowiednio zadawane pytania dotrzeć do zasobów, jakie posiadamy. Problemem jest często uświadomienie sobie własnych zasobów: wiedzy, umiejętności, zdolności, networkingu. W chaosie życia nasz mózg, porównajmy go do komputera, pracuje coraz wolniej i potrzebuje defragmentacji. I do tego potrzebny jest coaching.

Powiedziałeś, że chodzi o właściwe pytania.

Bo coach nie jest podpowiadaczem rozwiązań. Jest katalizatorem w poszukiwaniu rozwiązań w dotarciu do zasobów, które dany człowiek już ma. Nie należy tego procesu, który dokonuje się w relacji jeden na jeden, mylić z treningiem mentalnym czy procesem szkoleniowym. Trening mentalny czy szkolenie poprzedza badanie potrzeb danej grupy, może to następować za pomocą pytań, ale to nie jest proces coachingu. To zadanie realizowane na indywidualne potrzeby.

Jakiego rodzaju?

Bardzo różne, na przykład: czuję, że muszę zmienić pracę, ale nie wiem, na jaką; powinienem więcej zarabiać, ale nie umiem zmienić swojej sytuacji; albo: rozpada się mój związek, nie wiem, czy go ratować czy zakończyć. Tematem może być odblokowanie przekonań ograniczających - ktoś wie, ma poczucie, że żyłby lepiej, ale nie potrafi zidentyfikować własnych ograniczeń. 

I co wtedy? Od czego zaczynasz?

Stawiam proste pytanie: co byś zrobił, gdybyś się nie bał? Chodzi o to, żeby z nowej perspektywy ocenić rzeczywistość. Rolą coacha jest podążanie za myśleniem tego, z kim pracuje. Ja nie podsuwam gotowych rozwiązań, zadaję właściwe pytania. Chodzi o dotarcie do miejsca, w którym ktoś zaczyna rozumieć: dlaczego nie zadałem sobie tego pytania wcześniej. Często pracuję z kompleksami. Żeby zaszły realne zmiany, trzeba sobie określić zasoby i przekroczyć nabudowane ograniczenia. Najtrudniejsze są przypadki, w których ktoś ma na swój temat nieprawdziwe, nieekologiczne – czyli szkodliwe dla niego – przekonania i w dodatku nie są to przekonania własne.

Jak to?

Cudza, narzucona przez kogoś opinia: z tobą się nie da pracować; nie nadajesz się na to stanowisko; musisz się ogarnąć – może nas wpędzić w trudną sytuację. Związki, zwłaszcza bliskie relacje, często opierają się na autorytecie jednej ze stron. Kiedy relacja się kończy, ten porzucony człowiek naprawdę może być kłębkiem kompleksów i z cudownej, radosnej, twórczej osoby staje się wrakiem. Kimś, kto w siebie nie wierzy.

I co wtedy?

Zadaję pytania: co ceniłeś w sobie przedtem? Za co cenili cię inni ludzie? Opowiesz mi o swoich sukcesach? Dlaczego nie widzisz pozytywnych stron swojej relacji, może szklanka jest do połowy pełna? 

Co cię pchnęło do tej roboty?

Pasja. Wyniesiona z harcerstwa, rozwijana w marketingu czy korporacjach. Zaczynałem od samego dołu. Awansowałem dzięki temu, że zadawałem właściwe pytania. Ludzie, kiedy mieli problem, przychodzili do mnie po radę. A ja tylko moderowałem ich proces decyzyjny. Nie dawałem rozwiązań. Miałem w głowie słowa, które powtarzał mój przyjaciel Piotr Pilipczuk: miejsce Pana Boga jest zajęte. Ale ta moja pasja zaczęła się od postawy mojego taty. Nie miał lekko, był więziony przez Rosjan, ale pracował nad tym, żeby lubić ludzi. Powtarzał zawsze, że dyrektorem się bywa, człowiekiem się jest. Twoja funkcja to tylko epizod. Twoja postawa to twoje świadectwo. Trzeba mieć pokorę. Trzeba potrafić być wdzięcznym. Otwartym. Uważność, obecność i zaciekawienie to w mojej pracy trzy najważniejsze sprawy. Tego mnie nauczył ojciec.

Jakie były te jego pytania?

Kiedy przyniosłem dwóję, wtedy nie było jedynek, to mnie nie bił, nie zamykał, nie odbierał mi praw do rozrywki. Siadaliśmy i pytał: co zamierzasz z tym zrobić? I pozwalał mi poszukiwać rozwiązania. Aż do momentu, kiedy oceniał: znalazłeś rozwiązanie, więc teraz działaj. Nauczyłem się, że jeśli człowiek generuje rozwiązanie sam, to realizacja tego planu przychodzi mu dużo łatwiej, niż kiedy ktoś mu narzuci, co ma robić. 

Jest w tobie głębokie przekonanie, że każdy człowiek ma pozytywne zasoby.

Coaching stosujesz wtedy, kiedy rozpoznasz, że ktoś ma te zasoby. Jeśli ich nie ma – są inne metody: trening, consulting, nauka nowych umiejętności. Żeby gromadzić zasoby, trzeba na dysku twardym założyć najpierw katalogi. W moim słowniku nie ma słowa porażka. Jest tylko doświadczenie. 

Albo wygrywasz, albo się uczysz.

Dokładnie.

---------

Jakub Lewandowski - coach z Grupy dobrych Trenerów PASJA, trener biznesu, trener mentalny pracujący z przedsiębiorcami i sportowcami.