Michał Janowski: Jak zmieniło się MMA od czasu Twojego debiutu w 1997 roku?

Josh Barnett: Przeogromnie. Czysta walka, którą pamiętam z początków mojej kariery, ustąpiła miejsca układom biznesowym i przemysłowi rozrywkowemu. Nowi zawodnicy chcą teraz być nie tylko wojownikami, ale zależy im też na sławie i wielkich pieniądzach. Jakkolwiek tego nie oceniać, MMA jest teraz tak duże, że można realizować tego typu plany. Sam nie uważam, aby to było coś bardzo złego. W końcu chodzi o to, aby odnieść sukces w tym sporcie.

Jesteś jak dotąd najmłodszym mistrzem wagi ciężkiej w historii. Jak myślisz, jak długo utrzymasz ten rekord?

Naprawdę nie wiem. Nie mam złudzeń, że pewnego dnia pojawi się jakiś nowy, jeszcze młodszy ode mnie wariat! Ten stan trwa jednak już jakiś czas i i zanim Jon Jones zdobył tytuł w wadze półciężkiej, byłem najmłodszym mistrzem UFC we wszystkich klasach wagowych.

Walka na gołe pięści to dla ciebie coś nowego. Dlaczego zdecydowałeś się na ten krok?

Bare Knuckle Fighting to dla mnie nowe doświadczenie, choć sam style nie jest odkrywczy i przypomina mi dawne czasy, kiedy walczyliśmy z MMA i No Holds Barred. Dlaczego teraz do tego wracam? A dlaczego nie! Jak pisał Nietzche: „Tajemnica, by zebrać żniwo największego urodzaju i największej rozkoszy z istnienia, zwie się: żyć niebezpiecznie! Budujcie miasta swe na Wezuwiuszu! Wysyłajcie swe statki na niezbadane morza! Żyjcie w wojnie z równymi sobie i z samymi sobą”.

Jaka jest zatem różnica między walkami w rękawicach, a na gołe pięści?

To przede wszystkim krzywda, którą możesz wyrządzić zarówno sobie, jak i przeciwnikowi. Choć skaleczenia i stłuczenia mogą brzmieć powierzchownie, kiedy się kumulują, dają o sobie znać. Trzeba być celnym, nie lądować bosą nogą na twardej części czaszki przeciwnika i oczywiście nie dać sobie połamać rąk. Wszystko jak zawsze zaczyna i kończy się na taktyce.

Znakomicie spisałeś się w walce z Marcinem Różalskim. A jak Ty oceniasz tę walkę?

Świetnie. Czułem, że radziłem sobie całkiem nieźle. Zawsze mogę znaleźć coś do poprawy, ale ta walka naprawdę poszła dobrze. Byłem również bardzo zadowolony, że mogłem być na ringu z Różalem, ponieważ czułem się, jakbym walczył z kimś podobnym do mnie. Opisałbym to tak, że razem staliśmy na ringu jak dwaj wojownicy we własnym kościele. To był nasz czas i nasza przestrzeń w bardzo metafizycznym znaczeniu. Trzeba być wojownikiem, aby tak to odbierać.

Jak zmieniło się życie wojowników podczas pandemii koronawirusa?

Z pewnością ograniczenie podróżowania i treningów były największym problemem. Żal mi jednak przede wszystkich moich przyjaciół artystów, którzy nie mogą grać koncertów ani tras koncertowych z powodu pandemii i nie mogą się doczekać aż uporamy się z pandemią.

Jakie są Twoje plany na przyszłość. Marcin Kawulski, właściciel federacji „Genesis”, wskazywałby na KSW. To możliwe?

Myślę, że byłoby to możliwe i chciałbym ponownie walczyć w Polsce. KSW to naprawdę niesamowity show, podobnie jak Genesis.

Czy masz cel sportowy, do którego nadal dążysz?

Naprawdę ma się niewielką część życia, aby być sportowcem, a jeszcze mniej czasu jest zawodowstwo. Mnie do klatki bez przerwy ciągnie.. Jeśli chodzi o jeden konkretny cel, być może byłoby to zdobycie jak największej liczby tytułów, zanim zostanie nazwany skończonym. Te wyróżnienia dobrze wyglądają na mojej półce.

Jesteś właścicielem własnej marki whisky w Kalifornii...

Od lat jestem miłośnikiem whisky, więc cieszę się, że jestem współwłaścicielem destylarni Sespe Creek i mogę tworzyć własny trunek. To naprawdę spełnienie moich marzeń. Mamy wspaniałą załogę, na czele której stoi master mistiller Dr. David Brandt, a Sespe Creek zdobyło całą masę medali za nasze whisky i wódki. Pierwsza partia bourbona z edycji Warmaster zdobyła złoty medal na Międzynarodowym Konkursie Spirytusowym w San Francisco. W tym roku sprzedaż była niesamowita i nie możemy się doczekać, aby nasza whisky trafiła do dystrybucji w Europie i Azji w przyszłym roku.

Tworzymy wyjątkowy bourbon, ponieważ używamy mesquite wędzonej kukurydzy i wykańczamy go w beczce po sherry, więc wyróżnia się dymnym aromatem z wyczuwalnym elementem owocowym, przyprawowym, kremowym i czekoladowym. Nasza whisky świetnie się komponuje z potrawami z grilla i cygarami.