Ta historia wydarzyła się w Tajlandii, ale to nie jedyne tego typu zdarzenie. W 2012 roku Carl Ericsson ze Stanów Zjednoczonych pojawił się pod drzwiami domu Normana Johnsona. Zapukał do  nich. Kiedy Johnson otworzył, Ericsson upewnił się co do jego tożsamości. A potem zastrzelił mężczyznę. Motywem miało być to, że pięćdziesiąt lat wcześniej Johnson założył Ericssonowi ochraniacz na jądra na głowę. Również w Stanach Zjednoczonych głośno było o sprawie kobiety, która zmarła podczas zabiegu z zakresu chirurgii plastycznej. Podejrzewano, że pielęgniarka podała jej śmiertelną dawkę środków anestezjologicznych. Motywem miało być to, że pacjentka dwadzieścia lat wcześniej odbiła jej chłopaka. W tym wypadku prokuratura ostatecznie odstąpiła od zarzutu zabójstwa, a śmierć kobiety została uznana za wypadek. Chociaż zachowania pielęgniarki, która popełnił szereg dziwnych błędów, wydaje się być podejrzane.

Piszę o tym wszystkim dlatego, żeby dać jakiś szerszy kontekst dla powieści Jarosława Czechowicza „Gorsza”. Jej bohaterka jest ofiarą szkolnej przemocy. Pomimo tego, że sama nic nie zrobiła, była wielokrotnie prześladowana przez koleżanki. W rezultacie nawet po latach zmaga się ze własnymi wspomnieniami, brakiem poczucia własnej wartości, problemami z zaufaniem. Z tego powodu rozpadło się jej szczęśliwe małżeństwo, z tego powodu nie potrafi nawiązać bliższych kontaktów z innymi kobietami (z mężczyznami, z nielicznymi wyjątkami też ma problemy) i wreszcie, tak po ludzku, nie potrafi sobie ułożyć życia. Pracuje jako kierowczyni autobusu, bo to prosta, monotonna robota z minimalną ilości interakcji międzyludzkich. Wmawia sobie, że jest szczęśliwa. Przynajmniej o czasu, kiedy przypadkiem spotyka swoje dawne prześladowczynie. A wtedy w jej głowie pojawia się pomysł, żeby się zemścić.

Powieść Czechowicza to więc opowieść o nieprzepracowanej traumie i przeszłości, która nas więzi. Ale także, a może przede wszystkim o przemocy. O tym, jak się rodzi, z czego powstaje, jakie są jej skutki i jak zatruwa kolejne umysły. To, co jest szczególnie wartościowe w „Gorszej” to fakt, że spojrzał na ten problem z dwóch perspektyw - ofiary i sprawcy. Chociaż, o ile ta pierwsza jest wiarygodna, to w tej drugiej ulega trochę naiwności, próbując na siłę zrozumieć swoje bohaterki. Ale to w tym wątku zwraca uwagę na coś strasznie ważnego - na to, że problem prześladowania w szkole to przede wszystkim problem wywołany przez dorosłych. To oni albo napędzają przemoc, albo ją starannie ignorują. A nawet jeśli podejmują jakieś kroki, to są one pozorne. A ich celem nie jest pomoc ofierze czy rozwiązanie konfliktu, ale powrót świętego spokoju. Nic dziwnego, że w takich warunkach dzieci wolą mierzyć się samodzielnie ze swoimi problemami. Co nie może doprowadzić do niczego dobrego.

Wątek szkolnych prześladowań pojawia się w kulturze od dawna. Mam wrażenie, że najwięcej uwagi poświęcają mu Amerykanie. W końcu w niemal każdym filmie/serialu dla młodzieży pojawia się postać prześladowcy, tam nazywanego swojsko „bully”. Może to być chłopak, może to być dziewczyna. Najczęściej są popularnymi uczniami, gwiazdami drużyn futbolu czy cheerleaderek. Na końcu zaś zawsze zostają spektakularnie poniżeni na oczach całej szkolnej społeczności. Jest to dość typowa fantazja kompensacyjna, w której zło zawsze zostaje pokonane, a prześladowani mogą wreszcie chodzić po szkole z podniesioną głową. Zresztą, na podobnej fantazji opiera się też jako gatunek kryminał. To dlatego na końcu sprytny detektyw zawsze znajduje winnego i wsadza go do więzienia. I dlatego w Czechowicz do opowiedzenia o problemie szkolnej przemocy wybrał właśnie kryminał.

Wracając jednak do amerykańskich filmów. Bardziej serio niż komedie dla nastolatków potraktował ten temat Joel Edgerton w swoim thrillerze „Dar” z 2015 roku. Partnerowali mu tam (bo grał też tam jedną z głównych ról) Jason Bateman i Rebeccą Hall. To z kolei historia o parze, która przenosi się z Chicago do Los Angeles. Podczas zakupów Simon (Jason Bateman) przypadkowo spotyka swojego dawnego kolegę ze szkoły Gordona (Edgerton). Krok po kroku, mężczyzna zaczyna odgrywać coraz większą rolę w życiu małżeństwa. Przynosi im prezenty, odwiedza w domu, zaprzyjaźnia się żoną Simona. Cała ta sytuacja podszyta jest jednak wyraźnie wyczuwalnym napięciem, wręcz wrogością, pomiędzy mężczyznami.

Nie będę tutaj Państwu spoilerować fabuły filmu. Ale skoro ten tytuł pojawia się w tym felietonie i w takim kontekście to na pewno domyślacie się już, że w tle pojawia się temat szkolnej przemocy i zemsty po latach. W „Darze” największym zaskoczeniem jest rola Jasona Batemana. Okej, teraz dzięki „Ozark” znamy też inną twarz tego komediowego aktora. W 2015 ta niepokojąca, dwuznaczna rola zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Edgerton też daje radę, chociaż trzeba powiedzieć, że miał łatwiejszą aktorską robotę.

„Dar” i „Gorsza” poruszają więc tą samą tematykę, chociaż oczywiście w różny sposób. Mam wrażenie, że „Dar” jest bardziej stonowany, spokojniejszy, ale budzi trochę większy niepokój. Czechowicz w „Gorszej” idzie w większą dosłowność, zamyka wszystkie wątki, poddaje się gatunkowym regułom, co nieznacznie osłabia końcowy efekt. Ale to kawał dobrej, kryminalnej roboty. I „Dar”, i „Gorsza” zostawiają widza/czytelnika z jednym i tym samym pytaniem - czy na pewno w szkole byłem wobec wszystkich w porządku?