W rzeczywistości, w której jakość powietrza – zarówno w dużych miastach, gdzie występuje smog, jak i w mniejszych miejscowościach – pozostawia wiele do życzenia, a do tego nie można poruszać się swobodnie bez maski zasłaniającej nos i usta chyba nie ma nikogo, kto nie pragnąłby zaczerpnąć oddechem świeżego powietrza. Co w takiej sytuacji zrobić? Można wyjechać w miejsce oddalone od źródeł zanieczyszczeń. Albo zaopatrzyć się w powietrze w butelce.

Angielskie powietrze w butelce

Sprzedaż powietrza w pojemnikach nie jest rzecz jasna nowym pomysłem. To w formie sprężonej dobrze nadaje się do czyszczenia urządzeń elektronicznych, a niewielkie butle z tlenem to jeden z elementów wyposażenia alpinistów i himalaistów. Nie brakuje jednak firm, które w ofercie mają powietrze o nieco innym charakterze. Ostatnio dołączyła do nich brytyjska Coast Capture Air, która najwyraźniej wyszła z założenia, że powietrza w pojemniku jest niewiele, ale za to dużo kosztuje.

Zebrane przez brytyjską firmę powietrze pochodzi z różnych miejsc w Anglii. Pojawiły się informacje, że Coast Capture Air pozyskuje je z wybrzeży położonej na południowo-zachodnim krańcu wyspy Kornwalii, ale później doprecyzowano, że istnieją także partie pozyskane w okolicach Devon. Jednak nie miejsce pochodzenia ani nie jakość oferowanego powietrza jest najciekawsza, a cena, jaką oczekuje od klientów producent. Firma z Essex wysoko ceni swój produkt – półlitrowa butelka kosztuje 60 funtów (czyli około 320 złotych), a za 700 mililitrów mieszaniny tlenu, azotu i gazów szlachetnych z brytyjskiego wybrzeża trzeba zapłacić 75 funtów, a zatem ponad 400 złotych. Czy takie powietrze jest warte swojej ceny? Cóż, nie brakuje ludzi, którzy produkt Coast Capture Air kupili, a więc na zadane pytanie odpowiedzieli swoim działaniem twierdząco.

Co jeszcze można kupić za absurdalną kwotę?

Pomysł firmy z Essex wydaje się absurdalny, ale Coast Capture Air nie jest pierwszym podmiotem, który zdecydował się na sprzedaż podobnych dóbr. Od jakiegoś czasu swoje powietrze oferują też inne firmy, które twierdzą, że zebrały je w „zdrowo” kojarzących się rejonach, takich jak Alpy czy Góry Skaliste. Kilkanaście miesięcy temu furorę w Stanach Zjednoczonych robiła „surowa woda”, czyli niefiltrowana woda pobierana wprost ze strumieni. Założyciel sprzedającej ją firmy twierdził, że taka woda ma wyjątkowe właściwości zdrowotne – pod warunkiem, że wypije się ją w ciągu jednego cyklu księżyca. Butelka o pojemności 2,5 galona, czyli około 9,5 litra kosztowała około 130 złotych.