Nonszalancja to coś, czego nie da się wyrobić. Pewni mężczyźni mają ją od urodzenia, dzięki czemu nie muszą się starać, by wyglądać „cool”. Ubierają się w pierwsze lepsze ubrania pod ręką i bez strachu wychodzą na zewnątrz, bo wiedzą, że wszystko jest na swoim miejscu. Jedną z takich osób jest zdecydowanie Brad Pitt.

Triumfalny powrót aktora do kina w ubiegłym roku wiązał się także z tym, że możemy go częściej oglądać na różnego rodzaju wydarzeniach i w mediach. Tym samym co chwilę dostajemy okazję, by podziwiać jego styl. A jest co. W końcu Pitt nie bez przyczyny został ostatnio wybrany drugim najlepiej ubranym mężczyzną na świecie według brytyjskiego „GQ”.

ZOBACZ TEŻ: Brad Pitt kończy 56 lat. Przypominamy jego najlepsze role: od „Podziemnego kręgu” po „Bękarty wojny”

Doskonałym potwierdzeniem na słuszność decyzji „GQ” jest stylizacja Pitta z Nowego Jorku sprzed kilku dni. Gdyby Big Lebowski akurat musiał jechać załatwić jakieś sprawy na Manhattanie w okresie zimowym, to można śmiało stawiać, że ubrałby się w podobny sposób. W wyglądzie odnajdziemy elementy, które są podstawą u Pitta – okulary przeciwsłoneczne i kapelusz. Ale w reszcie kreacji dzieją się prawdziwe cuda. Mamy szalik w stylu Lenny’ego Kravitza, pomarszczone warstwy t-shirtów, dość zajechane zamszowe buty oraz nie mniej spracowane jeansy.

Jednak najwspanialszym akcentem całości jest zestawienie świecącego w oczy, zielonego swetra z cudownym kardiganem w kolorze ziemnym. Pitt właściwie od niechcenia stworzył tutaj definicje miejskiego luzu. Ten luz podkreślany jest także przez fakt, że poza bluzą, reszta ubrań jest dość oversizowa, dzięki czemu sprawia wrażenie swobodnie wiszących na aktorze. To też dobra lekcja stylu, bowiem czasy, gdy ciuchy mają przylegać do skóry zbliżają się ku końcowi. Jedyne co nam pozostaje, to mieć nadzieję, że w wieku 56 lat również będziemy podobnie odważni i stylowi.