Boogie, Nowosad i Phunk’ill  - bohaterowie imprez

Jednym z bohaterów naszej opowieści o stylowych didżejach jest Boogiego. Boogie to twórca, którego szesnastoletnie doświadczenie nabierane w klubach takich jak stołeczne Platinium, MONO i Syreni Śpiew pozwala na muzyczny mash-up najwyższej jakości. Wychowywał się na hip-hopie i muzyce funky. Kiedy zauważył, że ten pierwszy skręcił mocno w stronę popu, nie załamywał rąk. Dlaczego miałby to robić, skoro wynikiem tego była np. świetna współpraca Timbalanda z Justinem Timberlake’iem? Zaczął więc mieszać style w tyglu urban music, by być tym „party rockerem”, każdemu pozwalającym się świetnie bawić, a kiedy trzeba - zaczerpnąć choćby z gitarowych brzmień. Bo dobra impreza dzieje się dla niego wtedy, gdy porywa się tłum, ludzie się cieszą, reagują na muzyką na parkiecie, a nie tylko stoją przy barze.

Fanem i propagatorem dobrego basu jest także inny polski didżej - Phunk’ill, który swoją przygodę z kręceniem płyt zaczynał 13 lat temu. A był wtedy zaledwie szesnastolatkiem! Swoimi imprezami wychował całe pokolenie, które przychodziło do jednej ze świątyń warszawskiego hip-hopu – The Fresh. Do tej pory jest duża szansa, że Phunk’ill będzie ulubionym didżejem twojego ulubionego rapera, zwłaszcza odkąd towarzyszy na koncertach gwieździe Asfalt Records – Otsochodzi. Phunk’ill wie, czym dudnił hip-hop i jak to jest, gdy fala niskich tonów zalewa trap, zdaje sobie sprawę, że inaczej tętni scena Baltimore, a inaczej ta londyńska. Z rozrzewnieniem wspomina surowość undergroundowych klubów, ale stawia ponad nią na rezydencję w eleganckim Sketch Nite.

Nie byłoby w Polsce tak dobrze rozbudowanej sceny show audio-wizualnych, gdyby nie jeszcze inny muzyk. Nowosad – bo o nim mowa - przebił się ze sceny lubelskiej do Warszawy. Obecnie większość imprez, które gra to te, które sam organizuje – w czasie jesienno-zimowym najlepiej sprawdza się Pryzmat, a w letnie upały - Splot Słoneczny czy Castle Rave. Jako że jest jednocześnie didżejem, promotorem i uczestnikiem wie, że dobry event to ludzie. Ekipa. Atmosfera, w której wytworzeniu pomaga scenografia, światło, technika. Najważniejsza jest oczywiście muzyka – w jego przypadku ta na styku techno i house’u. Nowosad nie lubi jednak szufladkowania, mówiąc wprost: To jest mój styl, który trzeba usłyszeć.

Boogie, Nowosad i Phunk’ill – każdy a nich gra nieco inaczej i rozgrzewa nieco inną publiczność. Te 3 muzyczne osobowości łączy jednak jedno. Spojrzenie na modę i styl, który znaleźli w kolejnych kolokacjach włoskie marki Armani Exchange. No bo kto inny jak nie sam Giorgi Armani wciąż może zaproponować w modzie coś nowego, a jednocześnie ponadczasowego i klasycznego?

Boogie, Nowosad i Phunk’ill  - trendsetterzy

To, że didżej musi dobrze grać to jedno. Okazuje się jednak, że ich wygląd i sceniczny wizerunek też nie pozostają bez znaczenia:

- Jesteśmy na imprezie w centrum wydarzeń. Ludzie zwracają na nas uwagę, zwłaszcza wtedy, gdy słyszą swój ulubiony numer. Wtedy odruchowo obracają się w kierunku didżeja z wyrazem aprobaty i radości. Widząc nas, widzą jak jesteśmy ubrani – czy są to bejsbolówki, czy są to kapelusze, jakie nosimy zegarki, czy mamy założone okulary – mówi Boogie, który w pełni zdaje sobie sprawę, że didżeje pełnią funkcję „nośników trendów”, prawdziwych trendsetterów. Wtóruje mi Phunk’ill, który również świadomie wybiera to, w czym pojawi się na kolejnych koncertach:

- Lubię się dobrze czuć za deckami lub na scenie podczas koncertu. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie przywiązuje do tego wagi. Obcuję ze słuchaczami rapu, dla którego wizerunek jest równie ważny, co muzyka. W tym świecie na patrzy się na metki. Na pewno jest to bardziej wyczuwalne w przypadku koncertów niż w przypadku imprez. Po zagranych sztukach zdarzają się DM-y na Instagramie o konkretne elementy ubioru, ale jako że rzecz jasna większą uwagę ludzie skupiają na moim raperze, to nie jest to zbyt częste zjawisko – opowiada didżej - przyznaje Phunk’ill.

O tym, jak ważny jest wizerunek didżeja nie tylko na scenie, ale też poza nią, opowiedział nam ostatnio Nowosad:

- Ta historia wydarzyła się podczas ostatniego płockiego festiwalu Audioriver. Kiedy razem z dziewczyną tańczyliśmy na jednej ze scen po jednym z setów podeszły do nas dwie imprezowiczki pogratulować nam super stylówek – wspomina. Didżej podchodzi do tego, w co jest ubrany na luzie. Ponad wszystkim stawia wygodę – Jest to dla mnie w stu procentach basic – wyjaśnia Nowosad. - Wcześniej kojarzyłem markę Armani z wielkim logiem na środku i brokatowymi wstawkami. Armani Exchange totalnie ujęło mnie prostotą. Bo to właśnie ponadczasowa prostota najlepiej sprawdzi się na scenie za wielkimi deckami.

Marka, którą zachwycają się Boogie, Nowosad i Phunk’ill to włoski brand Armani Exchange. W jej ofercie znajdziemy m.in. jeansy, T-shirty, bluzy i akcesoria, których fason zawiera się w dwóch słowach – miejski styl. A gdzie znajdziemy więcej świadomych współczesnego street-stylu fanów dobrego rapu czy housu niż właśnie w dużych miastach? Choć odmiany tegoż mogą się różnić nawet zależnie od dzielnicy:

 - Wygląd nas, didżejów, zależy od miejsca, w którym gramy. Albo chcemy pokazać w pełni ten swój swag, albo po prostu czuć się wygodnie. Bierzemy pod uwagę sytuację, klub i temperaturę w nim, rodzaj imprezy. To samo z miejskim stylem. Nawet dzielnica miasta ma wpływ na to, jak się ubierasz – czym innym miejski styl będzie na warszawskim Ursynowie, czym innym będzie w Śródmieściu. To mogą być zarówno spodnie chino, jak i proste dżinsy, koszule albo T-shirt. Mi najbliżej do miejskiego stylu w rozumieniu sportowej elegancji – mówi Boogie. Zdecydował się na współpracę z Armani Exchange, kiedy zauważył, że katalog to w 75 procentach to, co sam by sobie kupił. Podobnie na współpracę z marką patrzy dziś Phunk’ill: - Miejski styl to wypadkowa komfortu z szeroko pojętą elegancją. Właśnie taki styl najbardziej pasuje mi - czy to w życiu codziennym, czy na scenie.

Boogie, Nowosad i Phunk’ill  - zdobywcy świata

Boogie, Phunk’ill i Nowosad są świadomi, że sporo już osiągnęli. Wiedzą też doskonale, jakie to uczucie, gdy podchodzą do nich fani i mówią, że zagrana impreza zostaje w pamięci ludzi na lata. Muzycy nie spoczywają jednak na laurach.  Wciąż mają przed sobą nowe cele:

- Chciałbym rozwijać swoje horyzonty na płaszczyźnie managementu, co sprawia jednocześnie, że moim celem jest rozwój moich artystów. Na pewno równolegle będę starał się konsekwentnie podnosić swoje umiejętności czy to za deckami czy za „majkiem”, bo jednak bezpośredni kontakt z muzyką jest moim codziennym motorem napędowym - deklaruje Phunk’ill.

 - Chciałbym odpowiadać za jak największe wydarzenia, zapraszać coraz więcej ludzi, sprowadzać artystów z zagranicy i samemu tam wyjeżdżać - wyznaje Nowosad i zapewnia, że przed nim sporo wyjazdów do całej Europy. Wierzy jednak, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy niż poprzedni.

Liczne projekty muzyczce czekają też Boogiego. Nic dziwnego, że ubrania Armani Exchange tak dobrze na nich leżą. Projektowano je bowiem z myślą o ludziach, którzy sięgają po więcej, chcą czerpać z życia pełnymi garściami i zaznaczać swoją obecność w światowych metropoliach. Zaczynali od Polski, teraz pora na świat. Z przystankiem na Włochy. Armani Exchange wywodzi się właśnie stamtąd, choć dzięki swojemu uniwersalnemu stylowi pasuje absolutnie wszędzie.