Bong Joon-ho od początku XXI wieku zadziwia kinomanów swoją unikalną mieszanką humoru, dramatu i suspensu. To autor, który ma niezwykłą smykałkę do kręcenia pełnego ciekawych podtekstów kina gatunkowego. W swojej karierze stworzył już thrillery, science fiction czy nawet horror. „Parasite” z ubiegłego roku jest papierkiem lakmusowym jego niezwykle kinetycznego stylu. Zatem jeśli podobał się tegoroczny zdobywca Oscara i chcecie dalej eksplorować filmografię Bonga, to postanowiłem wam ułatwić sprawę, ustawiając ją od pozycji najgorszej do najlepszej.

8. Tokyo!

Ten film postanowiłem wrzucić na zasadzie odnotowania, bowiem Bong Joon-ho jest jednym z jego trzech reżyserów. Każdy z segmentów (dwa inne stworzyli Michael Gondry oraz Leos Carax) jest w luźny sposób zainspirowany stolicą Japonii. Część Bonga nazywa się „Shaking Tokyo” i opowiada o mężczyźnie, który odciął się od społeczeństwa. To zjawisko określane jest słowem „hikikomori” i uznaje się je za jedną z chorób cywilizacyjnych. Osoby na nią cierpiące przez długi czas nie wychodzą ze swojego domu lub pokoju. I właśnie bohater segmentu Bonga żyje w ten sposób aż do czasu, gdy dostawczyni pizzy mdleje w jego mieszkaniu podczas trzęsienia ziemi. Mężczyzna zakochuje się w niej, co zmusza go do podjęcia decyzji, która odmieni jego życie.

Rzecz jest przyzwoicie wyreżyserowana (Bong nigdy nie zszedł poniżej dobrego poziomu), ale raczej można ją potraktować w ramach ciekawostki. Rzeczywistą wizję reżysera spotkamy w jego siedmiu pełnometrażowych filmach.

07. Okja

Przez dziesięć spokojnych lat położony w górach Korei Południowej dom Miji jest schronieniem dla wielkiego zwierzęcia o imieniu Okja, które staje się największym przyjacielem dziewczynki. Sielanka nagle się kończy, gdy Okja zostaje uprowadzona przez wielkie międzynarodowe konsorcjum Mirando Corporation.

Firma wywozi zwierzę do Nowego Jorku, gdzie – mająca obsesję na punkcie własnego wizerunku prezes korporacji Lucy Mirando (Tilda Swinton) – szykuje dla niego zupełnie inne plany. Mija, bez zastanowienia rusza swojemu przyjacielowi na odsiecz. Jej rozpaczliwa misja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że losem Okjy interesuje się wiele różnych środowisk walczących o swoje prawa, a Mija chce przecież tylko sprowadzić swojego przyjaciela do domu.

W tym filmie nakręconym dla Netflixa mamy generalnie typową dla Bonga szaloną mieszankę konwencji. Z jednej strony jest to tzw. heist film (fabuła związana z próbą kradzieży czegoś), z drugiej baśń w stylu Hayao Miyazakiego, a z trzeciej zjadliwa satyra. Zafascynowany ludzką manipulacją natury, która nieuchronnie prowadzi nas do zguby, reżyser Joon-ho wygłasza w tym filmie jedno ze swoich najbardziej otwartych politycznie stanowisk. I choć „Okja” na tle reszty jego dzieł wydaje się zbyt wygładzona, to jednak mimo wszystko pozostawia pozytywne wrażenie za sprawą empatycznego, proekologicznego i uroczo ekscentrycznego obrazu międzygatunkowej przyjaźni.

06. Snowpiercer: Arka przyszłości

Rok 2031. Świat przegrał walkę z globalnym ociepleniem. Na Ziemi zapanowała wieczna zima, a życie uległo zagładzie. Jedynymi, którzy przetrwali, są pasażerowie Snowpiercera – pędzącego przez śnieżną zamieć pociągu-miasta poruszającego się dookoła globu dzięki rewolucyjnemu silnikowi potrafiącemu generować napędzającą go energię. Wewnątrz pociągu panuje system klasowy. Bogaci pasażerowie luksusowych wagonów żyją na koszt biednej większości. Wystarczy iskra, by doszło do rewolucji.

Pierwszy anglojęzyczny film Bonga Joon-ho, zainspirowany francuską powieścią graficzną, mógł być wielkim kinem. Jest to naprawdę nieźle pomyślana satyra klasowa i zarazem efektywne kino postapokaliptyczne, ale reżyser nie wszystko zgrał jak należy. Narracja ma zbyt szarpany rytm i ekspozycja zbytnio się dłuży. Ale jak już film się rozkręca, to jest to jazda bez trzymanki. Mimo swoich wad, ta opowieść ostro sprzeciwiająca się władzy autorytarnej, wypełniona po brzegi znanymi nazwiskami (Chris Evans, Tilda Swinton, John Hurt, Ed Harris), daje dużo satysfakcji. Warto już obejrzeć dla pirotechnicznej reżyserii Bonga (wiele inscenizacji zapamiętacie na długo).

05. Szczekające psy nigdy nie gryzą

Głównym bohaterem filmu jest bezrobotny naukowiec Yun-ju. Wspólnie z ciężarną żoną mieszka w nowoczesnym bloku. Jedną z obsesji mężczyzny stają się odgłosy nieustannie szczekających na jego osiedlu psów, których pewnego dnia postanawia się pozbyć. Jednak jego działania nie pozostają niezauważone: tajemniczym zniknięciem jednego z czworonogów zaczyna interesować się mieszkająca nieopodal miłośniczka zwierząt – znudzona swoją pracą sekretarka Hyeon-nam. Dziewczyna marzy o tym, aby kiedyś za sprawą uratowania jakiegoś psa trafić do telewizji. Stąd zamierza zrobić wszystko, aby odkryć, co się stało z zaginionym psem.

Pełnometrażowy debiut Bonga od razu przedstawił większość atutów jego stylu. Z dużą pewnością skacze tu pomiędzy scenami o charakterze komediowym a szalenie efektywnym, hitchcockowskim suspensem. Ze zwinnością kota przechodzi z jednej starannie zaplanowanej i skomplikowanej logistycznie sceny w drugą. Udało mu się stworzyć dość niepokojący nastrój – sceny, w których główny bohater schodzi do piwnicy zahaczają już niemal o kino grozy. Bardzo dobra rzecz, która wydaje się wciąż niezbyt doceniana.