Jeśli chcecie poznać całą historię mojej niedawnej przygody z roadsterem od niemieckiej marki to musimy cofnąć się na początek września. To właśnie wtedy po raz pierwszy poczułem, że zbliża się zmiana pory roku. Za oknem pogoda nie zachęcała do aktywności, a popołudnia w biurze coraz częściej wymagały korzystania ze sztucznego oświetlenia. Już wiedziałem, że za kilka dni nastąpi ten dzień, w którym po raz pierwszy poziom witaminy D spadnie do odczuwalnie niskiego poziomu. Postanowiłem działać szybko! Podniosłem telefon i zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego biura prasowego BMW z prostym pytaniem: „Czy macie w parku auto, które sprawi mi dziecięcą radochę?". Po drugiej stronie usłyszałem zdanie, które wprawiło mnie w pozytywną ekscytację: „Przyjedź w czwartek".

Kochamy auta bez dachu

Co takiego sprawia, że tak bardzo kochamy modele cabrio? Czy to poczucie wolności, gdy wiesz, że od mijanych pól i łąk nie dzieli cię zupełnie nic? A może to ta prosta przyjemność z uczucia wiatru szalejącego we włosach? Czy też wreszcie fakt, że modele bez dachu kochają nie tylko mężczyźni, ale też kobiety? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – ludzie, którzy twierdzą, że kabriolety są przeżytkiem nigdy nie jechali BMW Z4 M40i. A powinni. 

Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę w tym aucie to bryła. Agresywna linia nadwozia aż prosi się o zabawę. To jedno z tych aut, które gdybyście spotkali je w ciemnej uliczce, mogłyby napędzić wam niezłego stracha. Widzę oczami wyobraźni taką scenę. Wychodzicie tylnym wyjściem z kina czy teatru. Sceneria zupełnie jak w filmach o przygodach Batmana. Ciemna uliczka, dalekie odgłosy miasta. Nagle na końcu alejki włączają się światła. Światła, które sprawiają, że dreszcz przechodzi wam po plecach. Światła, które mogą należeć tylko do auta, które nie boi się niczego. 

Wróćmy do bryły. Bardzo nisko zawieszona płyta podłogowa sprawia, że wsiadając do Z4 czujecie się zespoleni z maszyną, a mocno wysunięta ku przodowi maska przypomina klasyczne roadstery, czyli auta stworzone z myślą o zabawie. Świetnie prezentuje się też tył auta, który nie został pokracznie ścięty, jak to ma miejsce w wielu modelach, a zdaje się dopełniać całość projektu. Nawet dach, który od czasu do czasu trzeba zamknąć wykończono przyjemnym w dotyku i niezwykle wytrzymałym ciemnym materiałem. W efekcie nie mamy wrażenia, jakby Z4 z zamkniętym dachem było swoją własną gorszą wersją. Ten dach od samego początku mówi wprost: „Spokojnie, jestem tu tylko tymczasowo". 

Wejdźmy na chwilę do środka. Zapraszam. Testowany przeze mnie model poza klasycznym wykończeniem charakterystycznym dla modeli oznaczonych literką „M" miał też fotele M Sport obite pięknym połączeniem skóry Vernasca i Alkantary z kontrastującym niebieskim szwem. Niesamowite wrażenie robiło ich idealne wręcz dopasowanie do przestrzeni. Wsiadałeś i miałeś wrażenie, że fotele są nieodłącznym elementem samochodu i wyrastają z jego podwozia. Za przednimi (zupełnie jakby były jakieś tylne) siedzeniami znajduje się dokładnie tyle przestrzeni, żeby schować okulary słoneczne i butelkę wody, która bardzo się przyda po wrażeniach z jazdy. 

Najprzyjemniejszy dźwięk na świecie

Czas na opinię, która zmusiła was do przeczytania tego tekstu do końca. Jak jeździ się jednym z najmocniejszych roadsterów w ofercie niemieckiej marki? Cudownie. Tutaj mógłbym w zasadzie skończyć ten akapit, bo oddanie wrażeń z jazdy tym modelem będzie wyjątkowo trudne do opisania słowami. Jednak z myślą o najbardziej wytrwałych czytelnikach się postaram. 

Na pokładzie Z4 M40i znajdziemy trzylitrowy 6-cylindrowy, rzędowy silnik benzynowy z technologią BMW TwinPower Turbo. Charakteryzuje się on mocą 250 kW (340 KM) oraz maksymalnym momentem obrotowym wynoszącym 500 Nm, co daje konkretne wyniki. Cztery i pół sekundy do „setki" przekłada się na uczucie całkowitego panowania nad pedałem gazu. Wystarczy najmniejsze drgnięcie stopy, żeby auto najpierw wydało z siebie kilka mruknięć, a potem ruszyło przed siebie. Mam wrażenie, że mniej doświadczeni kierowcy mogliby poczuć się jak na klasycznym kowbojskim rodeo, kiedy to koń sprawdza swojego jeźdźca. Jeśli zdacie „test zaufania" „zetczwórki" czeka was naprawdę pierwszorzędna zabawa.

Auto na prostej drodze trzyma się asfaltu jak zaczarowane. Z jednej strony z pewnością wpływa na to bardzo nisko osadzony środek ciężkości, który w zasadzie uniemożliwia negatywne działanie podmuchów wiatru, ale nie bez znaczenia jest też twarde sportowe zawieszenie i świetnie zoptymalizowana skrzynia biegów Steptronic Sport. Auto w zasadzie nie potrzebuje podpowiedzi i samo bezbłędnie orientuje się w zmianie biegów. Przyjemność, przyjemność i jeszcze raz przyjemność.

Wspaniałe auto numer dwa

Właśnie takim określeniem sygnuję w mojej głowie specjalną grupę samochodów, które dają olbrzymią przyjemność z jazdy, ale coś sprawia, że nie mógłbym nimi jeździć na codzień. Czasem jest to mały bagażnik, w innym wypadku drobne niedociągnięcia w projektach, które w teorii nie przeszkadzają, ale na dłuższą metę byłyby nieznośne. W przypadku dynamicznego roadstera od BMW jest troszkę inaczej. W zasadzie nic mi w tym aucie nie przeszkadza, jednak wychodzę z założenia, że przyjemność trzeba sobie dawkować, tak żeby starczyła na dłużej. Za rok z pewnością znów będę chciał się przejechać Z4 i mam nadzieję, że uda mi się dorwać termin we wrześniu, gdy zaczyna się jesień i potrzeba solidnej dawki radości.