To nie jest mniej praktyczne X5

Po auto pojechałem skoro świt o 9:30, bo to wtedy warszawski „Mordor” budzi się do życia. Krótki sygnał, że już jestem i za chwilę z garażu wyjechał czerwony Mastodont na ogromnych 21-calowych felgach. Chociaż zaraz, nie powinienem nazywać czerwonym lakieru Flamenco Red mieniącego się w słońcu tysiącami błyszczących drobinek. Znam wiele osób, które widzą w SUV-ie Coupe po prostu model X5 ze ściętym tyłem, ale różnic jest o wiele więcej. Inny jest grill, i przednie reflektory, inaczej zaprojektowano zderzak i wloty powietrza, także te na błotnikach. Kompletnie inny jest tył, którego wąskie listwy świetlne nadają nieco smukłości przysadzistej sylwetce auta. BMW X6 mierzy prawie 5 metrów długości i na żywo wygląda niezwykle bojowo.

Zanim wejdziemy do wnętrza, wrócę jeszcze na chwilę do przedniej części samochodu. Przednie reflektory to sterowane laserowo projektory LED-owe, które swoim światłem dosłownie zamieniają noc w dzień. Specjalny radar wyłapuje samochody nadjeżdżające z przeciwka i te jadące przed nami i idealnie wycina je z wiązki świetlnej. Dzięki temu cały czas auto jedzie na długich światłach zapewniając kierowcy idealną wręcz widoczność, nie oślepiając przy tym nikogo. Wiem, że ta technologia używana jest również przez innych producentów, ale w BMW działa to niespodziewanie efektownie i sprawnie. I jeszcze jedno: przedni grill, tak zwane nerki, także są podświetlane! W tylnym lusterku wygląda to obłędnie, a „ofiara” dokładnie wie, przez kogo za chwilę zostanie wyprzedzona…

Terapia światłem i dotykiem

Teraz mogę już otworzyć drzwi i zacząć rozkoszować się wnętrzem. Jeśli chodzi o BMW X6, należy jednak przed „zwiedzaniem” udać się do kosmetyczki, by zrobić manicure i zabieg zmiękczający skórę dłoni, bo to wnętrze trzeba smakować organoleptycznie. Zapach, dotyk, mnogość faktur z jakimi mamy do czynienia i przede wszystkim jakość wykonania są tu na najwyższym poziomie. Jeśli chodzi o komfort podróżowania, to BMW w przypadku swoich największych SUV-ów nie uznaje kompromisów. Fotele przednie regulowane są we wszystkich możliwych płaszczyznach, a oparcie da się dopasować do pleców z najbardziej zaawansowaną skoliozą. Przykładem dbałości o dobre samopoczucie klienta niech będzie podgrzewanie elementów kabiny. Grzane fotele i kierownicę spotkacie już nawet w samochodach popularnych, ale cieplutkie podłokietniki (między fotelami i na drzwiach) występują już tylko w autach luksusowych. No, ale nie ma się co dziwić, bo firma z Monachium jako właściciel marki Rolls-Royce, ma dostęp do wszelkich know-how odpowiadających za dopieszczanie pasażerów.

Oświetlenie ambientowe rzuca na kolana, a jego subtelność przywodzi na myśl iluminacje wieżowców w Dubaju. Nawet obudowy głośników są podświetlane od środka, a za nastrój pasażerów z tyłu dba podświetlenie tylnej części fotela. Skóra foteli jest miękka i sprężysta zarazem, a jej zapach luksusowy. Wstawki z włókna węglowego świetnie korespondują z aluminiowymi listwami, a całość wygląda po prostu przepysznie. Jeśli chodzi o ekstra bajery, to w pleckach foteli przednich zamontowane jest gniazdo na akcesoryjny uchwyt do tabletu i gniazdo USB do ładowania. Bagażnik ma równe ściany i jak na coupe jest ponadprzeciętnie przestronny. Producent podaje, że jego pojemność to 580 litrów, ale BMW jest marka premium, więc odruchowo szukałem udogodnień, których nie ma nigdzie indziej. I znalazłem jedno. Pod podłogą znajduje się ogromna przestrzeń bagażowa, w której mogłoby się zmieścić pełnowymiarowe koło zapasowe, ja upchnąłem tam dwie walizki kabinowe i mnóstwo szpargałów. Dodatkowo podnoszenie podłogi ułatwiają teleskopy, bo przecież po co się przemęczać.

Jedźmy już do tego Gdańska

A teraz najważniejsze pytanie: Czy trzylitrowy silnik diesla o mocy jedynych 286 KM w ogóle nadaje się do napędzania tak wielkiego kolosa? Czy nie będzie zbyt słaby, by zapewnić nie tylko komfort podczas spokojnej jazdy, ale i bezpieczeństwo manewrów wyprzedzania? Wątpliwości było dużo, bo przecież 3-litrowy diesel jest najsłabszym agregatem dostępnym w modelu X6, a to oznaczać mogło, że będzie ledwo ruszać z miejsca. Wszelkie wątpliwości znikły jednak już po przejechaniu pierwszych kilometrów. Okazuje się bowiem, że 6-cylindrowa jednostka osiąga maksymalny moment obrotowy 650 Nm już przy 1500 obrotach, a więc ledwo po minięciu obrotów jałowych. Jak to ciągnie do przodu nie wyobraża sobie nikt, kto nie miał okazji przejechać się tym autem i żadne parametry katalogowe nie są w stanie oddać brutalnej siły wysokoprężnego silnika. No bo czy informacja, że BMW X6 30d osiąga „setkę” w 6,1 sekundy powie wam, z jaką siłą wzór tapicerki foteli odciskiwany jest na waszych plecach? Dodajesz gazu i zwyczajnie odjeżdżasz.

Silnik błyskawicznie wkręca się na obroty, a momentu obrotowego nie zabraknie mu nawet podczas szybkiej jazdy autostradą. 8-biegowa skrzynia automatyczna zmienia przełożenia praktycznie niezauważalnie i gdyby nie zmiana obrotów silnika, nie wiedziałbym, że komputer wbił kolejny bieg. To samo dzieje się w drugą stronę, gdy skrzynia redukuje biegi, więc możecie spokojni o swoje spodnie popijać beztłuszczowe Latte. Podróż BMW X6 30d jest tak bezstresowa, że niezwykle łatwo wypłynąć z portu o nazwie Rzeczywistość na szerokie wody Oceanu Wrażliwości. Jazz sączący się z głośników, fantastyczne fotele i subtelne dodatki wyglądające jak wycięte z kryształu balansują siłę drzemiącą pod maską. Jedynie pneumatyczne zawieszenie o regulowanej charakterystyce dba o to, żebyśmy zbyt daleko nie odpłynęli.

Powiem szczerze, tym samochodem warto pojechać do Gdańska dla samej przyjemności prowadzenia, bo tu wakacje zaczynają się tuż po zamknięciu drzwi. I nie dajcie się zwieść, że trzylitrowy diesel jest najsłabszym w gamie. To jednak wciąż 286 pełnokrwistych koni, które z radością spełnią z radością każde polecenie. Na koniec pozdrawiam oczywiście Kozaków z Trójmiasta, dzięki którym wizyta w Gdańsku mogła dojść do skutku i tradycyjnie już znów była czystą przyjemnością.