W inżynierii siła

Jednym z przedstawicieli tej elity jest samochód, który nawet w „zwykłych” wersjach budzi szacunek na drodze. BMW X5 zapoczątkowało modę na luksusowe „terenówki”. Choć dysponowało napędem na wszystkie koła, to wcale nie po to, by brudzić felgi błotem, a raczej by bezpiecznie dojechać zaśnieżoną drogą do kurortu we francuskich Alpach. BMW zbytnio nie chwali się własnościami terenowymi swoich SUV-ów, bo napęd 4x4 nazywany w Monachium „xdrive” ma dawać przewagę na asfalcie. Jak zatem sprawić, by samochód klasy premium stał się jeszcze bardziej luksusowy? Pod jego maskę powinien trafić duży i mocny silnik potrafiący zagonić do pracy wszystkie te skomplikowane układy jezdne, mechanizmy różnicowe, sprzęgła i wały napędowe. Tak powstał nasz bohater, czyli BMW X5M.

Najmocniejszy w historii SUV bawarskiej marki wygląda po prostu obłędnie. Ten samochód niczego nie udaje. Jest ostentacyjny i właśnie taki ma być. Prawie pięciometrowej długości nadwozie obute zostało w 22-calowe obręcze, których zadaniem jest przeniesienie na asfalt absurdalnej mocy generowanej przez silnik. Zderzak przedni został zaprojektowany w taki sposób, by jak najlepiej połykać powietrze potrzebne do chłodzenia silnika i ceramicznych hamulców. W grillu, zwanym potocznie nerkami, zastosowano układ aktywnych żaluzji, zamykających się i otwierających w razie potrzeby. Powietrze opływające ogromną karoserię trafia ostatecznie na tylny spojler, będący jednocześnie przedłużeniem linii dachu oraz specjalny dyfuzor w zderzaku, którego celem jest stabilizacja tyłu podczas bardzo szybkiej jazdy. Zwieńczeniem karoserii jest układ wydechowy z podwójnymi końcówkami po obu stronach zderzaka. Całość robi ogromne wrażenie i budzi respekt. BMW X5M to klasyczny odwracacz głów, więc za jego kierownicą z pewnością nie pozostaniecie anonimowi.

Tu jest jakby luksusowo…

Wnętrze jest elegancko wykończone i doskonale spasowane. Materiały są najwyższych lotów, a skóra na siedzeniach aż pachnie luksusem. Deska rozdzielcza wykończona została polerowanym włóknem węglowym, a efekt głębii hipnotyzuje. Kilka słów należy się multimediom. Na pokładzie znajduje się oczywiście łączność z internetem, nawigacja satelitarna i fantastyczny zestaw audio firmy Bowers & Wilkins. Na pasażerów tylnego rzędu czekają dwa ekrany, dzięki którym można podejrzeć parametry auta, surfować po sieci i obejrzeć telewizję. Zestaw gniazd USB i HDMI pozwala również na podłączenie konsoli do gier. Jednak kto chciałby grać w „Need For Speed” podczas podróży, jeśli może przeżyć dreszczyk emocji w realnym świecie? Pod maską nowego BMW X5M drzemie bowiem prawdziwa bestia, z którą nie ma żartów.

Kula ognia z lodami truskawkowymi

Testowany prze ze mnie egzemplarz to wersja X5M Competition, czyli w wolnym tłumaczeniu „Idź na całość i wybierz wszystkie bramki jednocześnie!”. Podwójnie doładowany cud techniki o pojemności 4,4 l, generuje moc 625 koni mechanicznych, a moment obrotowy o wartości 750 Nm dostępny jest już od 1800 obrotów. Tak dzika siła dostępna była niedawno jedynie w kilku modelach aut zaliczanych do grona „supersamochodów”! Po wciśnięciu czerwonego przycisku START na konsoli pomiędzy fotelami w okolicy rozlega się grzmot przechodzący w dźwięk rozrywanego granitu. Przechodnie przystają w bezruchu, skuleni w sobie, a ich wzrok panicznie szuka źródła tego wibrującego dźwięku. Spokojnie, to tylko rodzinny SUV i nie ma się czego obawiać… A może jednak?

Silnik bardzo chętnie wkręca się na obroty, a siła z jaką prze do przodu jest trudna do opisania. Nawet liczby nie są w stanie uzmysłowić tego, co dzieje się podczas jazdy. Pierwsze 100 km/h BMW X5M Competition uzyskuje po 3,8 sekundy, a 200 km/h pojawia się na prędkościomierzu po 13,4 sekundy! Przypominam, że mamy do czynienia z samochodem ważącym prawie 2400 kilogramów. To wielkie cielsko jest w stanie konkurować z każdym i jest na to gotowe w ułamku sekundy. Prędkość maksymalna nowego BMW została ograniczona do 250 km/h. Uważam, że to i tak bardzo dużo, ale skoro została ograniczona, to jaką wartość jest w stanie pokazać prędkościomierz? Jeśli dobrze pogadacie ze sprzedawcą, to istnieje możliwość przesunięcia granicy do wartości 290 km/h, ale samochód bez większych problemów jest w stanie przekroczyć granicę 300 km/h.

Trzeba przyznać, że X5M Competition ma klasę. Nawet start spod świateł realizuje w sposób wykwintny i elegancki, jakby ukrywając swoją brutalną siłę i bezwzględność. Jest niczym Robert Lewandowski wykonujący rzut karny. W pierwszym etapie podbiega do piłki, następnie zwalnia, by zmylić bramkarza i zadać ostateczny cios. BMW zachowuje się podobnie. Startuje dość łagodnie, nawet niepozornie, ale przy około 50 km/h następuje uderzenie, jakby wpadł na was rozpędzony zawodnik Rugby. Konsternacja miesza się wtedy z euforią, a pasażerowie zaczynają błagać o czas na oddech. Auto rozpędza się bez chwili zawahania, a próba złapania oddechu zmienia się w paniczny śmiech. Bez obaw, w Polsce można poruszać się autostradą z maksymalną prędkością 140 km/h, więc cała zabawa trwa może 6 sekund i to tylko wtedy, jeśli spokojnie ruszycie ze stacji benzynowej. 

Precyzja skropiona Tabasco

Jak na prawdziwe BMW M przystało, na kierownicy pojawiły się dwa czerwone przyciski oznaczone M1 i M2. Można je zaprogramować pod wasze preferencje, przy czym fabrycznie M2 przeznaczone jest dla odważnych kierowców. Moc uwalniana jest wtedy bardzo gwałtownie, a układ kontroli trakcji robi sobie przerwę. Aż dziwne, że inżynierowie nie zabezpieczyli tego przycisku czytnikiem linii papilarnych. Skrzynia biegów ma trzy tryby pracy od łagodnego, po agresywny. Samo prowadzenie tego łobuza nie sprawia żadnych kłopotów. Zawieszenie doskonale wie do jakiej pracy zostało stworzone i wywiązuje się z niej perfekcyjnie. Nie ważne, czy pędzicie autostradą u naszych zachodnich sąsiadów, czy może fantazja zaprowadziła was w okolice Giżycka – układ kierowniczy i zawieszenie zawsze pozostają precyzyjne i niewzruszone. Jedynym elementem, który pozwala sobie tu na dużą dozę nonszalancji, jest układ paliwowy. Ten jest jak sąsiad z góry, wracający do domu po wypłacie. I kto mu zabroni?

 

W czasach, gdy wszystko jest poprawne politycznie, a słowo ekologia odmieniane jest przez wszystkie przypadki, czasy i osoby, BMW pozwoliło sobie na niesubordynację i przekazało w ręce klientów samochód absolutny. Jest niesamowicie szybki, ostentacyjny i brutalny, a jednocześnie radosny i luksusowy. Być może to ostatni taki model. Skoro uśmiercone zostały silniki V12, podobny los czeka pewnie V8. BMW X5M Competition jest pokazem możliwości inżynierów i dzisiejszej technologii. Pokazem, który chce się oglądać bez przerwy. Znamy go na pamięć, a i tak chcemy więcej. To wspaniałe auto, które będę długo wspominać, bo w swej niedorzeczności pokazuje jak piękna potrafi być motoryzacja.

CZYTAJ TEŻ: Premiery motoryzacyjne w dobie pandemii. Cztery wyjątkowe auta, które możecie już mieć

ZOBACZ: Jeep Grand Cherokee SRT – paliwo, ogień i dym

ELLE MAN POLECA: Nowy motocykl Jamesa Bonda trafił do sprzedaży. Licencji na zabijanie nie ma w zestawie