Czy wy też zauważyliście zjawisko, że wygoda podróżowania w samochodzie osobowym na jakimś etapie przestała być elementem, który chwalą się producenci? Z niewiadomych mi względów od jakiegoś czasu na rynku moto trwa wyścig o miano „najszybszego", „najbezpieczniejszego" i „najbardziej eko". Gdzie podziała się stara, dobra wygoda? Czy naprawdę komfort podróży zarezerwowany jest dla limuzyn? A może producenci uznają, że wszystkie samochody są jednakowo wygodne i nie powodu się tym chwalić? Otóż nie są. 

Samochód to nie taboret

Mam wrażenie, że jakiś czas temu uznaliśmy, że wygoda samochodów osobowych została osiągnięta i nie da się pójść już dalej. Symbolem takiego podejścia są skórzane podgrzewane fotele. Jeśli wybrany model je ma znaczy, że jest wygodny. By wyjaśnić absurd takiego podejścia posłużę się przykładem rodem z branży meblarskiej. Czy zgodzicie się ze stwierdzeniem, że projekt najprostszego taboretu wykonany z drogiego drzewa mahoniowego będzie najwygodniejszym siedzeniem na świecie? Rozwiązanie zagadki jest proste – nie będzie. Podobnie wygląda to w kategorii moto. Wygodny samochód to nie siedzenia, podłokietnik i rozkładane boczne lusterka. To masa pracy, którą muszę wykonać inżynierowie, by użytkownicy mieli ochotę spędzać czas w aucie. Praca, którą z pewnością wykonali twórcy BM X4.

Wszystkim zestresowanym miłośnikom motoryzacji życzę, by mieli okazję przeżyć taką chwilę, którą mi przyniósł ten model. Odbieracie kluczyki, wsiadacie, zamykacie za sobą drzwi i przechodzicie do zupełnie nowego świata. Tutaj nie ma problemów życia codziennego. Tu nie ma faktur, deadlinów i podatków. Wszystko, co irytujące zostało na zewnątrz. Kabina jest świetnie wyciszona, więc zamykając drzwi macie wrażenie, że ktoś wyłączył wszystkie dźwięki. Prawdziwy sensoryczny oddech.

Po raz pierwszy od dawna wymiernie poczułem, co oznacza popularne ostatnio stwierdzenie, że kokpit został skoncentrowany na kierowcy. Wystarczy rozsiąść się wygodnie w fotelu, a przy ustawionym odpowiednio oparciu cała obsługa auta znajduje się po palcem. Gdyby ktoś z tylnego siedzenia podał wam szklaneczkę Old Fashioned (nie zachęcamy i potępiamy ideę picia alkoholu w trakcie jazdy!), moglibyście poczuć się jak w brytyjskim klubie dla gentlemanów. Kokpit sprawia wrażenie tak obszernego, że zapraszając do niego swoją drugą połówkę nie musicie się martwić, że pogniecie sobie wieczorową kreację. Co więcej, jest szansa, że pierwszy raz usłyszycie „tu jest naprawdę wygodnie". Sprawdzone!

Włączacie silnik, wrzucacie tryb jazdy i zaczynacie sunąć. Zawieszenie zostało ustawione tak, że przez moment miałem wrażenie, że uczestniczę w testach poduszkowca, którego zadaniem jest wytłumić wszystkie nierówności. W X4 nie ma miejsca na przeniesienie wybojów na fotele i kierownice. To mogłoby spowodować zakłócenie relaksu, a tego niemieccy inżynierowie starają się unikać za wszelką cenę.

A co pod maską?

Tak wiem, wielu fanów motoryzacji od początku tego artykułu zadaje sobie to pytanie. Testowany przeze mnie egzemplarz wyposażony był w silnik xDrive20d o mocy 190KM. To pozwala maszynie na osiąganie pierwszej „setki" w 8 sekund. Tutaj jednak należy się wyjaśnienie. Choć wielu fanów wyższy prędkości będzie narzekać na kaliber silnika, mogę ich uspokoić. Auto prowadzi się naprawdę przyjemnie, a po wciśnięciu magicznego przycisku „Sport" dostaniecie wszystko, czego oczekujecie. 

Ku końcowi

Wszystko, co przyjemne, szybko się kończy. Moja przygoda z X4 też trwała krócej niż bym sobie marzył, ale coś mi mówi, że auto na długo zostanie w mojej pamięci. Jeśli miałbym opisać wrażenia z tych testów jednym zdaniem to brzmiało by ono: „Nie rezygnujmy z wygody!". Nie dajcie sobie wmówić, że współczesne auta muszą być twarde, ostre w prowadzeniu i pierwsze na światłach. Czasem warto być drugim, ale metę dojechać dostojnie i w pełni zrelaksowanym.