Nie ma chyba osoby interesującej się tą bardziej sportową stroną motoryzacji, której tętno nie przyspiesza choć trochę na widok BMW ze znaczkiem „M” na klapie (oczywiście przy założeniu, że został tam umieszczony fabrycznie, a nie przez domorosłego tunera w ramach tuningu optycznego). Bawarskiej marce zawdzięczamy spopularyzowanie koncepcji sedana, który choć na pierwszy rzut oka niezbyt wyróżnia się z tłumu, to pod względem osiągów jest w stanie konkurować z prawdziwie sportowymi samochodami.

Przez lata pod podstawowych modeli „M” rosła. W 1985 roku sportowa odmiana modelu E28 miała pod maską silnik o mocy 286 koni mechanicznych. Ponad 30 lat później moc urosła, i to znacznie – w modelu G30, który zadebiutował w 2017 roku, wynosi ona równe 600 koni mechanicznych. BMW dwukrotnie podbiło ten wynik – najpierw do 625 KM w wariancie Competition, a teraz do 635 KM w wersji M5 CS.

BMW M5 CS – osiągi, przyspieszenie

BMW M5 CS, czyli Club Sport, stało się tym samym najmocniejszym przedstawicielem serii „M” w historii. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to działanie czysto marketingowe, bo przecież wzrost o zaledwie 10 KM względem wersji Competition to różnica wręcz niezauważalna. Należy jednak dodać, że M5 CS jest od Competition lżejsze o 70 kilogramów. Laik pewnie nie zauważy różnicy, ale ktoś zaznajomiony ze sportową jazdą już z pewnością tak. Oprócz tego nowy model ma na nowo zestrojone amortyzatory, a także sportowy napęd na cztery koła M xDrive.

Osiągi nowego wariantu M5 prezentują się, tak jak można się było spodziewać, rewelacyjnie. Sprint od zera do setki trwa około trzy sekundy, do 200 kilometrów na godzinę 10,3 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 305 km/h. Samochód zapewne byłby w stanie pojechać szybciej, ale wymieniona wartość została elektronicznie ograniczona.

BMW M5 CS trafi do sprzedaży wiosną 2021 roku. Cena na rynku niemieckim została określona na 180 400 euro, a w Polsce na 849 900 zł. Oczywiście bez dodatkowych opcji, dzięki którym można podbić cenę o kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych.