Muskularny, drapieżny, groźny

To, co od razu rzuca się w oczy, gdy spojrzymy na najnowsze BMW M3, są oczywiście monstrualne „nerki”, znak rozpoznawszy bawarskiej marki. Pastwiłem się już nad ich wyglądem przy okazji testu BMW 430i, więc dziś daruję sobie przytyki w tym kierunku, choć muszę powiedzieć, że w przypadku generacji G20-G21 nie są elementem dominującym. Mówimy przecież o ekstremalnej wersji niemieckiego sedana i tu każda część karoserii, każdy element stylistyczny aż krzyczy do przechodniów: Jestem zły, jestem silny, jestem nieobliczalny!

Zwiększony rozstaw kół względem „cywilnych” odmian najnowszej serii 3, wymusił znaczne wyoblenie błotników. Zmieniło to nieco proporcje zgrabnego nadwozia i przesunęło w kierunku HotWheels, ale przecież tak właśnie ma być i za to kochamy ekstremalne wersje samochodów. Olbrzymie wloty powietrza, szerokie listwy progowe i ogromny dyfuzor tylnego zderzaka, w który wkomponowano cztery końcówki układu wydechowego, każda o średnicy garnka do gotowania ziemniaków sprawiają, że ciężko oderwać od niego wzrok. Aż dziwnie mały w tym kontekście wydaje się spojler na tylnej klapie, którego zadaniem jest dociskanie tylnej osi do asfaltu przy wysokich prędkościach.

Producent położył szczególny nacisk na obniżenie masy i środka ciężkości, dlatego zastosował między innymi dach z włókna węglowego, który dodatkowo został wyprofilowany tak, by stabilizować pojazd podczas jazdy na wprost. Inżynieryjna doskonałość i zaawansowany pakiet aero nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z drogowym potworem. Dopełnieniem całości są oczywiście ogromne kute felgi (19 cali przód i 20 cali tył) z torowymi oponami Michelin.

Cywil w przebraniu

Wnętrze, choć dotknięte dłońmi inżynierów z BMW M GmbH, nie zdradza tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Kubełkowe fotele zachowały fantastyczny sportowy charakter, mięsista kierownica wydaje się odrobinę za duża, jedyne sportowe akcenty to czerwony przycisk START/STOP, czerwone przyciski M1 i M2 wychylające się nieśmiało zza kierownicy, gałka sportowej skrzyni biegów i … brak podłokietnika tylnej kanapy. Nie znajdziemy tu również przełącznika trybów jazdy, a ustawienia ECO i EFFICIENCY w ogóle nie istnieją. Zaskakuje także wielkość bagażnika. Inżynierowie tak pięknie poupychali elementy układu napędowego, że praktycznie nie tknęli przestrzeni bagażowej. Co prawda nie znajdziemy tu żadnego schowka pod podłogą, ale za to bagażnik pomieści dużą walizkę, dwie „kabinówki”, i kilka toreb z wakacyjnym ekwipunkiem!

Gdzie ta moc?

Najważniejsze jest jednak to, co znalazło się pod karoserią, a mamy tu do czynienia z iście diabelskimi czarami. BMW M3 Competition z 3-litrowego, doładowanego silnika krzesa 510 KM i 650 Nm momentu obrotowego, które za pośrednictwem sportowej 8-biegowej skrzyni biegów i wyczynowego mechanizmu różnicowego kieruje wyłącznie na tylne koła! Jaki jest tego efekt? Jeśli ktoś lubi zapach rozgrzanej gumy, będzie zachwycony. Przy mocniejszym wciśnięciu pedału przyspieszenia natychmiast zrywana jest przyczepność tylnej osi, ale M3 nie próbuje zabić swojego kierowcy. BMW zachowuje się jak kochanka, która w tańcu zmysłowo porusza biodrami i jakby płynąc w powietrzu, zachęca partnera, by wykonał kolejny krok.

M3 prowokuje w każdej chwili, by przycisnąć gaz mocniej, ale daje się opanować z dziecinną łatwością, podążając dokładnie tam, gdzie chce tego kierowca. Ta łatwość prowadzenia sprawia, że bawarski sedan wydaje się w tej chwili najlepszym „Daily” ze wszystkich podkręconych samochodów na rynku. Jest zwinny, poręczny i da się w nim wyłączyć sportowy wydech, dzięki czemu potrafi niemal niezauważenie przemknąć przez miasto. Na autostradzie jest oczywiście Krzysztofem Jarzyną ze Szczecina – Szefem Wszystkich Szefów i nawet jeśli nie przesadzasz z prędkością, nikt nie siada mu na zderzak i nie popędza, zaś jadący przodem, z należytym respektem ustępują mu drogi. Pokonanie nawet kilkugodzinnej trasy nie stanowi żadnego problemu i nie wysiadasz z niego jak po przejechaniu całego dystansu Le Mans 24 h.

Nie drażnij kotka

Wszystko zmienia się jednak, gdy ulegniemy pokusie i wciśniemy lewy przycisk na kierownicy z oznaczeniem M1. Komputer wrzuca ustawienia sport, wydech głośnym rykiem oznajmia, że właśnie przygotowuje się do okrążenia formującego wyścigu serii DTM, a zawieszenie i układ kierowniczy stają się czułe na każdy bodziec. Od tej chwili należy już skupić się na drodze, bo film przyspiesza i niepostrzeżenie już musicie hamować przed następnymi światłami. Bawarski sedan w wersji Competition złamał barierę 4 sekund i przyspiesza do 100 km/h w 3,9 sekundy, ale zaznaczyć trzeba, że napędzają go tylko tylne koła! Większość konkurentów korzysta z napędu na obie osie, a to duże ułatwienie. Ile można zyskać stosując napęd xDrive? BMW udowadnia, że M3 Competition z napędem na obie osie urywa ze sprintu 0,4 sekundy i osiąga 100 km/h w 3,5 sekundy! Prędkość maksymalna auta z wirującym śmigłem na masce ograniczona została do 250 km/h, ale testowany egzemplarz wyposażony został w pakiet M Driver, który popuszcza kolczatkę i pozwala rozpędzić się do 290 km/h.

A jednak wariat!

Jazda BMW M3 Competition zakłada jeszcze trzeci scenariusz, bo samochód przygotowany został przez fabrykę, by pojechać nim w weekend na Track Day. Z resztą nie trzeba ograniczać się do weekendów. Możecie zabrać go na tor po pracy, po zrobieniu, zakupów w Biedronce, wizycie u cioci, wegańskim lunchu z koleżanką, czy co tam lubicie robić w ciągu dnia…

Po wjechaniu na tor należy włączyć przycisk M2, błyszczący się po prawej stronie kierownicy. Komputer poprosi nas o potwierdzenie decyzji, co sprawia, że w mózgu natychmiast kiełkuje myśl: „Co ja tu robię?”. Auto staje się bardziej mechaniczne, silnik, zawieszenie i skrzynia przechodzą w trym Sport Plus, a za sprawą odłączenia kontroli trakcji auto staje się nerwowe jak partnerka, gdy zbyt wcześnie rano wrócimy ze spotkania z kolegami.

To jednak nie wszystko. Jest jeszcze Tryb TRACK, który wymaga podpisania zgody na kilku niezrozumiałych, pisanych prawniczym żargonem formularzy. Gdy jednak przebrniemy przez te wszystkie procedury, otwiera się przed nami świat nieskrępowanej wolności. Po potwierdzeniu ostatniej zgody komputer wyłącza wszystkie systemy bezpieczeństwa i wspomagające kierowcę, oraz… radio! Sugestia jest więc oznajmiona wprost: „Człowieku skup się teraz na jeździe, bo drugiej szansy może już nie być”. Podczas przyspieszania tył tańczy radośnie, a moment obrotowy potrafi zerwać przyczepność tylnej osi nawet przy 140 km/h! Istny dzikus w swoim naturalnym środowisku.

BMW 430i ze względu na wielkie „zęby z przodu” porównałem do sympatycznego Bobra. BMW M3 Competition jest Bobrem skrzyżowanym z Diabłem Tasmańskim chorym na wściekliznę. Tu naprawdę można się nieźle spocić za kierownicą, ale wykazując się łagodnością ruchów da się prowadzić „Bawarkę” jak po sznurku. Prawy zakręt, gaz, uślizg tylnej osi, kontra kierownicą i przejście w lewy zakręt.

Nagle okazuje się, że po 20 minutach jesteś mistrzem driftu i już chcesz pochwalić się kumplom, gdy odkrywasz, że ciemny ekran to jedynie podpucha, a po jego włączeniu zyskujesz dostęp do 10-stopniowej kontroli trakcji oraz, uwaga… ekranu oceny twoich umiejętności i driftu. Spocony, rozbieganym wzrokiem wpatrujesz się w te cyferki i stwierdzasz, że zostałeś oceniony na 3.5. To tak, jakby koń po Wielkiej Warszawskiej powiedział do Jokeya: „Było możliwie, ale następnym razem bardziej się postaraj, bo ja umiem lepiej”.

Bohater naszych czasów

Inżynierowie BMW M GmbH znów stworzyli drogowego potwora, który z jednej strony daje się prowadzić jedną ręką, by w kilka sekund przeistoczyć się w wariata, gotowego tę rękę odgryźć. M3 Competition z pewnością jest majstersztykiem inżynierii, wspomaganym czarodziejską różdżką cyfrowych czarów. Słyszałem zarzut, że przeistoczył się w bohatera gry komputerowej. Ja uważam, że nie ma w tym nic złego. Świat nie potrzebuje dziś maszyn gotowych odebrać ci życie. Świat potrzebuje bohaterów w rodzaju Iron Mana, który z jednej strony jest niezwykle skuteczny w walce, ale pod niezniszczalną zbroją kryje się Tony Stark, błyskotliwy, zabawny gość, zdolny do odczuwania miłości, a nawet strachu. BMW M3 Competition jest bohaterem naszych czasów, którym bez stresu pojedziecie do biura, zabierzecie ukochaną na weekend, ale potrafiącym wyznaczyć hierarchę w towarzystwie.