Na początek przybliżę wam „kuchnię" swojej pracy. W zasadzie każde spotkanie z nowym autem do testów rozpoczynam w ten sam sposób. Odbieram kluczyki, wsiadam do samochodu i spędzam kilka minut rozglądając się po wnętrzu. Później odpalam silnik, jadę kilkanaście minut, wybieram ustronne miejsce do parkowania i powoli zabieram się do oglądania maszyny na zewnątrz.

Cały ten procem ma na celu „poznanie" się z autem. Oczywiście, przed odebraniem auta zwykle staram się przygotować do testów i przeczytać najważniejszej informacje o konkretnym modelu, ale staram się zachować obiektywność. Zmniejsza to ryzyko uprzedzenia się do modelu jeszcze przed odebraniem egzemplarza do testów. Po tych kilkunastu minutach zwykle mniej więcej wiem z jakim autem mam do czynienia.  A teraz ciekawostka. W przypadku M235i takie rozpoznanie mógłbym skrócić do 10 sekund. Dlaczego?

Auto, które bada swojego kierowcę

Słyszeliście kiedyś o teorii, że najwybitniejsze konie na rodeo potrafią jeszcze przed wyjściem z boksów ocenić kowboja, który ich dosiada? Te sprytne zwierzęta na podstawie zachowania swoich jeźdźców szybko kwalifikują ich do własnych kategorii. Nie mam pojęcia jak dokładnie one wyglądają, ale zawsze wyobrażałem sobie, że w ich głowach znajdują się dwie szufladki opatrzone napisami: „jesteś na mnie za cienki" i „z tobą będzie zabawa".

M235i robi ze swoimi kierowcami dokładnie to samo. Włączasz silnik i masz wrażenie, że rozpoczyna się obserwacja twoich zachowań. Jak ustawisz fotel, które ustawienia bezpieczeństwa włączysz, czy będziesz oglądał ile miejsca mają pasażerowie na tylnej kanapie. Każdy twój ruch jest starannie oglądany przez maszynę, która na postoju przypomina doświadczonego ogiera. Przed tobą ostatni test – pierwsze dotknięcie pedału gazu. Jeśli będzie za lekkie, wpadniesz do grupy leszczy. Jeśli za mocne, wyjdziesz na macho, który pręży muskuły, a tego nigdy nie chcecie zrobić przed przejażdżką na rodeo. Przekonanie do siebie tego auta wcale nie jest takie proste. Sam miałem wrażenie, że losy mojej końcowej oceny długo się wahały. Ostatecznie udało nam się zaprzyjaźnić, a metodę na naszą relację znalazłem razem z przyciskiem „Sport". 

Auto, które nie udaje kogoś innego

Czas wrócić na chwilę do zagadkowej tezy z samego początku tego tekstu. W ostatnich latach miałem okazję jeździć sporą liczbą bardzo różnych aut. Część z nich była lepsza, część gorsza. Jednak zauważyłem, że coraz częściej doceniam maszyny, które zostały stworzone w bardzo konkretnym celu i doskonale się do niego nadają. Mogłoby się wydawać, że nie jest to bardzo zaskakujące stwierdzenie, ale jeśli przyjrzycie się dokładniej rynkowi motoryzacyjnemu, zrozumiecie co mam na myśli. Gdy szukam rodzinnego auta, chce znaleźć rodzinne auto. Po prostu. Jednak często producenci oferują coś zupełnie odwrotnego. „Auto rodzinne ze sportową duszą" – gdybym dostawał złotówkę za każdą informację prasową z tym sloganem spokojnie starczyłoby na testowane w tym tekście auto. W tym tłumie wspaniale wybija się M235i. To nie jest auto rodzinne i jest mi niezmiernie miło to stwierdzić. To maszyna, która została stworzona do zabawy i wszystkie jej elementy zaprojektowano właśnie w tym celu. 

Pod maską testowanego egzemplarza znajdowało się czterocylindrowy silnik 2.0 o mocy 306 KM. Auto aż rwie się do zabawy i nie zna uczucia nudy. Maksymalny moment obrotowy dostępny jest już przy 1750 br/min i pozostaje z nami aż do wartości 4500 br/min. W optymalnych warunkach jezdnych auto korzysta w zasadzie tylko z przedniej osi, ale gdy tylko pojawia się ryzyko poślizgu automatycznie do pracy zabierają się tylne koła. Efekt tego wszystkiego? Będziecie szukać prostych dróg i stawianej na nich sygnalizacji świetlnej, bo ruszanie tym autem jest przeżyciem rodem z kina. Co ważne dla miłośników donośnych dźwięków i wbijania w fotel. możecie wystartować spod świateł, poczuć uwielbiane przez nas emocje i nie będziecie do tego musieli przekraczać dozwolonej prędkości. Wystarczy limit 80 km/h, żeby uśmiech pojawił się na waszej twarzy. 

Auto, które chce się bawić

Jak pisałem już wcześniej, jeżdżąc M235i miałem wrażenie, że po burzy mózgów niemieckich inżynierów BMW, w sali pozostała tablica z jednym napisem: Let's have fun. Udało im się stworzyć zabawkę, która powoduje, że już po kilku minutach jazdy zaczynacie sprawdzać jej cennik w sieci, a kilkanaście minut później negocjujecie ze swoim bankiem warunki leasingu. Na koniec mała podpowiedź dla osób, które w osobnej karcie mają już włączony konfigurator – wnętrze w pakiecie sportowym „M" jest koniecznością. Ostatecznie jak spadać na rodeo, to tylko z wysokiego konia.