Przenieśmy się na chwilę do (mam nadzieję) alternatywnej rzeczywistości. Rynek pracy w wyniku zmian w gospodarce ewoluował w stronę zatrudniania niezwykle mobilnych pracowników, którzy każdego dnia muszą być gotowi do zmiany miejsca pracy. W efekcie większość swojego czasu spędzają w swoich samochodach, które pełnią rolę ich prywatnych gabinetów, w których nie tylko muszą wypełniać swoje zadania, ale też uczestniczyć w spotkaniach, a pomiędzy nimi znaleźć chwilę na odrobinę relaksu. Jesteście tam ze mną? Świetnie. Teraz opowiem wam, czemu moim zdaniem BMW 540d idealnie sprawdziłoby się w takiej roli. 

Cisza, spokój i skupienie

To pierwsze trzy rzeczy, o których myślę wybierając nowe miejsce do pracy. Wszystko po to, by mieć pewność, że gdy usiądę wygodnie i otworzę laptopa nic nie będzie odciągać mojej uwagi od zadań. Gdy po raz pierwszy wsiadłem do nowej serii 5 zaskoczyłem się jak dobrze wyciszone jest to auto. Teoretycznie modele diesla powinny być nieco głośniejsze od swoich benzynowych odpowiedników, a w tym wypadku nic nie zakłócało codziennej jazdy. Mamy jednak dobrą wiadomość także dla wszystkich kierowców, którzy cenią sobie kojące dźwięki dobrze pracującego silnika. W chwilach stresu polecamy lekko uchylić drzwi i docisnąć pedał gazu. Usłyszycie mruki i warknięcia, które „rozmasują" wszystkie nerwy. Ostatecznie to prawie dwutonowe auto, które pod maską ma trzylitrowy silnik o mocy 340 KM.  

Wygoda, która uzależnia

Kilka miesięcy pracy w domu doprowadziło do przewartościowania. W rankingu akcesoriów pierwszej potrzeby na pierwsze miejsce wyskoczyły dobre słuchawki do wideokonferencji i wygody, ergonomiczny fotel. Kto przepracował choćby kilkanaście dni na zwykłym krześle, którego używamy do posiłków, wie o czym mówię. Bolące plecy i spięty kark to ostatnie uczucia, z którymi chcecie witać nowy weekend. Tu pojawia się kolejna mocna strona nowej „piątki". Po przeczytaniu kilku opinii moich kolegów po fachu widzę, że nowe fotele BMW są różnie odbierane. Ja dopisuję się do listy wielkich zwolenników. Miałem wrażenie, że odpowiednio ustawione pozwalają jechać, jechać i jeszcze raz jechać bez bólu pleców. Za najlepsze potwierdzenie mojej tezy niech świadczy fakt, że w trakcie testów zdarzyło mi się przepracować (dosłownie, z laptopem na podkładce) w nich łącznie kilkanaście godzin i moje plecy tego nie odczuły. 

„Pozostańmy w kontakcie"

Czas na test. Z ręką na sercu – ile razy zdarzyło wam się obiecać oddzwonić za 15 minut i nigdy nie wykonać tego połączenia? Ja staram się nad tym panować, ale nawet w tym tygodniu zmusiłem jedną osobą do „wiecznego" oczekiwania. Wszystko dlatego, że nie znoszę rozmawiać przez telefon. Wyobrażenie tego, że przez kilkanaście minut będę musiał przyciskać swojego smartfona do ucha powoduje, że podświadomie odsuwam połączenie na koniec listy priorytetów. Raz jeszcze z wybawieniem przychodzi nasz jeżdżący gabinet. Prawdopodobnie w tym momencie wielu z was zaczyna się zastanawiać dlaczego zachwycam się systemem głośnomówiącym i czy zaraz nie okaże się, że rozpłynę się nad „ekscytującym" wynalazkiem tempomatu albo „nowoczesnej" klimatyzacji dwustrefowej. Już wyjaśniam. Od jakiegoś czasu prowadzę swoje własne testy sprawdzające nagłośnienie i system rozmów w samochodach. Pod tym względem BMW od zawsze było w czołówce. Nie inaczej jest z nową „piątką". Gdy mam na myśli wygodne rozmowy, biorę pod uwagę nie tylko system nagłośnienie, a także jak sprawnie łączy się on z telefonem, ale też cały system zabezpieczeń, które umożliwiają mi bezpieczne rozmawianie w czasie jazdy. Na pokładzie 540d jest to przede wszystkim tempomat, który potrafi dostosowywać prędkość jazdy do warunków, a także obserwuje trasę i zwalnia przed ostrzejszymi zakrętami. Świetnie sprawdza się także czytanie znaków przez auto i kontrola pasa ruchu. 

Czas na małe podsumowanie. Często, gdy jadę w ostatnią przejażdżkę danym autem w mojej głowie rodzą się dziwne wizje. Zwykle dotyczą tego w jakim celu zostało ono stworzone. W przypadku 540d widzę prezesa, który w drodze do szwajcarskiego kurortu prowadzi ostatnie interesy przed urlopem. I wiecie co? Mógłbym się z nim zamienić.