Blue Monday - co to?

Blue Monday to jeden z tych „amerykańskich dni”, które Europa do swojej pop-kultury zaadaptowała równie szybko jak Black Friday, Cyber Monday, Halloween czy Walentynki, mimo tego, że przy jego okazji niczego nie świętujemy. Wręcz przeciwnie! Blue Monday przypada obecnie na trzeci poniedziałek stycznia (do 2011 roku Blue Monday wypadał w poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia). W 2020 roku jest to dziś, 20 stycznia. Czy przy tej okazji jest się czego bać? I kto w ogóle wpadł na pomysł ogłoszenia Blue Monday?

Blue Monday - teoria

Przyjmuje się, że pojęcie Blue Monday wymyślił Cliff Arnal, brytyjski psycholog, wykładowca i były współpracownik Uniwersytetu w Cardiff. Datę „niebieskiego poniedziałku” miał rzekomo wyznaczyć w 2004 roku. A uczynił to podobno na podstawie stworzonego przez siebie wzoru matematycznego, który uwzględniał trzy typy czynników: meteorologiczne (krótki dzień, szara aura, mało promieni słonecznych), psychologiczne (niedotrzymanie postanowień noworocznych i związane z tym poczucie porażki oraz niski poziom motywacji) i ekonomicznych (mało pieniędzy po świętach Bożego Narodzenia oraz długi, w które wpadamy kupując na wyprzedażach). I choć na początku odkrycie Arnala mogło się wydać rewolucyjne - zarówno dla psychologii, jak i ekonomii - to jednak z czasem część naukowców postawiła w wątpliwość jego teorię, która już dziś uznawana jest za pseudonaukę.

Jak dowodzą niektórzy naukowcy, wzór na Blue Monday jest pozbawiony sensu z powodu niezgodności jednostek i niemierzalności niektórych składowych (szczególnie czynników psychologicznych), dlatego nie da się nim wiarygodnie wyznaczyć dnia, w którym ludzie mają się czuć najbardziej nieszczęśliwi w całym roku. Taką postawę środowiska akademickiego potwierdza psycholog Magdalena Pełkowska, która wyjaśnia nam, dlaczego - mimo niskiej wiarygodności teorii Arnala - tak chętnie wierzymy w istnienie Blue Monday:

Blue Monday fajna pseudoteoria. Dlaczego fajna? Bo bardzo byśmy chcieli wierzyć, że odkryliśmy wzór na złe samopoczucie. Zakładając, że go znamy, od razu robi nam się lepiej. Za tym idzie myślenie życzeniowe - skoro znamy przyczyny to zaraz odkryjemy antidotum, a jeśli nawet nie – to przynajmniej usprawiedliwimy swoje skłonności do marudzenia. Niestety, Blue Monday nie istnieje. Mimo iż założenia twórcy pojęcia brzmią przekonująco i są nad wyraz racjonalne, to jednak jeśli sięgniemy do statystyk, okaże się, że „niebieskiego poniedziałku” po prostu nie ma! 

Blue Monday - odkrycie "The Guardian"

O Blue Monday zrobiło się szczególnie głośno, kiedy to dziennikarze „The Guardian” odkryli oszustwo z nim związane. Reporterzy dziennika z Benem Goldacrem na czele ustalili bowiem, że samo pojęcie, jak i zbudowaną wokół niego teorię  w celach marketingowych wypompowała agencja reklamowa Porter Novelli. Agencja podczas prac nad rzeczoną teorią miała nawet kontaktować się z naukowcami uniwersyteckimi i oferować im sowite wynagrodzenia w zamian za umieszczenie ich nazwiska w ramach poparcia dla kontrowersyjnej teorii. Co ciekawe, celem agencji była sprzedaż... egzotycznych wycieczek jednego z biur podróży!

Przy okazji artykułu dziennik „The Guardian” opublikował też oświadczenie Uniwersytetu w Cardiff, według którego Cliff Arnall nie brał udziału w żadnym projekcie naukowym, a współpracę z nim zakończono 10 miesięcy przed pierwszą publikacją tekstu o Blue Monday. I choć gazeta z całą siłą argumentów obaliła teorię o szkodliwości „niebieskiego poniedziałku”, to jednak Blue Monday nadal funkcjonuje w społecznej świadomości jako dzień, podczas którego jesteśmy wyjątkowo mocno narażenie na złe samopoczucie, ale nie tylko. Co jeszcze „teoretycznie” może nas dziś spotkać? 

Blue Monday - co ci grozi?

Blue Monday jakimś cudem nadal uchodzi za najbardziej depresyjny dzień w roku. To właśnie wtedy ze zdwojoną siłą ma dopadać nas poczucie beznadziei i bezradności. To dziś mamy być wyjątkowo wrażliwi, drażliwi i podatni na stany depresyjne, a nawet myśli samobójcze. Jak jednak zapewniają psychologowie, zimą często nasze samopoczucie jest gorsze, co wynika z przygnębiającej pogody (a teraz także smogu za oknem). Eksperci nazywają to depresją sezonową.

Za ich głosem poszedł także sam Cliff Arnall. Siewca teorii o istnieniu Blue Monday zaczął ją ostatnio publicznie „odkręcać”. Już w 2018 roku Arnall rozpoczął kampanię #StopBlueMonday, której celem jest przekonanie opinii publicznej, że coś takiego, jak „najbardziej depresyjny dzień roku” jednak nie istnieje. Wygląda zatem na to, że nawet niektórzy pseudonaukowcy są w stanie przyznać się do swoich błędów.