Sama koncepcja „black friday” jest pozytywna – chodzi przecież o to, aby nabyć produkty (głównie elektroniczne, ale promocje wprowadzają sklepy z praktycznie wszystkich branż) w o wiele niższej, niż obowiązującej zazwyczaj, cenie. W tym kontekście może trochę dziwić nazwa tego specyficznego święta – określanie dnia mianem „czarny” ma negatywne konotacje nie tylko w Polsce (nie jeden, a dwa „czarne czwartki” – z 1956 i 1970 roku), ale także w Stanach Zjednoczonych. Tak zapisał się w świadomości Amerykanów dzień krachu na nowojorskiej giełdzie w 1929 roku, którzy zapoczątkował Wielki Kryzys.

Black friday – historia

Data „czarnego piątku” jest ściśle związana z innym, typowo amerykańskim świętem, czyli Dniem Dziękczynienia. Dzień, który kojarzy się z tradycyjnym jedzeniem indyka jest obchodzony zawsze w czwarty czwartek listopada. Następnego dnia rozpoczyna się gorączka zakupowa, która trwa aż do Bożego Narodzenia. Początek tego czasu to właśnie Black friday – wówczas sklepy startują z różnego rodzaju promocjami, które mają za zadanie przyciągnąć klientów. Tylko skąd w takim razie ten przymiotnik „czarny”?

Istnieje kilka wersji powstania tego terminu, ale nie da się niestety z pełnym przekonaniem stwierdzić, która z nich jest prawdziwa. Jedna z nich twierdzi, że „czarny piątek” stał się takim dzięki policjantom z Filadelfii, którzy zaczęli używać tego określenia w latach sześćdziesiątych. Piątek po Dniu Dziękczynienia był dla nich jednym z najgorszych w roku – musieli pracować na dwunastogodzinnych zmianach i nie tylko pomagać w kontrolowaniu ruchu drogowego (co było sporym wyzwaniem szczególnie w okolicach centrów handlowych), ale także studzić emocje tłumu, przez co ten dzień w pracy miał się dla nich stać „czarnym piątkiem”.

Inna hipoteza pojawiła się w latach osiemdziesiątych i zgodnie z nią „Black friday” miał być terminem ukutym przez właścicieli sklepów. Wzrost odwiedzin w centrach handlowych i mniejszych sklepach wiązał się z lepszą sprzedażą, przez co straty (zapisywane w księgach rachunkowych czerwonym tuszem) ustępowały miejsca zyskom (do zaznaczania których służył czarny atrament). Jeszcze inne wytłumaczenie pochodzenia terminu pochodzi od pracodawców. Jako, że obchodzone zawsze w czwartek Święto Dziękczynienia jest jednym z kilku dni ustawowo wolnych od pracy, pracownicy brali wolne właśnie na piątek, aby przedłużyć sobie w ten sposób weekend do czterech dni (i zapewne zrobić zakupy). Z tego powodu wielu pracodawców miało mieć problemy z funkcjonowaniem swoich biznesów.

Niezależnie od tego, która z tych wersji jest prawdziwa, Black friday obecnie wygląda inaczej niż na początku. To już nie jest jeden dzień, w którym ceny spadają o 50% lub więcej, a cały festiwal wyprzedaży, który zaczyna się już na początku listopada. A skoro te promocje są, to warto z nich skorzystać. Oczywiście nie zapominając przy tym o zdrowym rozsądku.