Ursynowskie blokowiska, w połowie lat 90-tych. Kilku chłopaków zafascynowanych MTV i rapem zza wielkiej wody zakłada skład Mistic Molesta, jako wyraz młodzieńczego buntu przeciwko szarej rzeczywistości. Wtedy nie wiedzą jeszcze, że ich muzyka odmieni polską scenę hip-hopową a oni sami staną się głosem młodego pokolenia. Póki co plan jest prosty: składać rymy, kleić bity i… dobrze się bawić.

Na ich pierwszą płytę - „Skandal” - nie trzeba było długo czekać. Chuligański rap w ich wykonaniu trafia na półki sklepowe i od razu staje się hitem! Molesty słuchali wszyscy, a ich teksty stały się dla młodych ludzi wyznacznikiem wartości moralnych. Zdolne dzieciaki dorosły, a ich drogi się rozeszły. Jak teraz dają sobie radę na muzycznym rynku i w życiu? Co pozostało z dawnych ideałów? Czy wiedzieli, że tak będzie? Film dokumentalny „Skandal. Ewenement Molesty” to wehikuł czasu, który przenosi nas do lat, gdzie wszystko było proste a kumple byli kimś więcej niż rodzina.

Rok 1995 był bardzo ważny dla kultury hiphopowej w Polsce. Ukazały się debiutanckie płyty Liroya i Wzgórza Ya-Pa-3, a wytwórnia SP Records wydała wtedy składankę hiphopową, na której znalazł się utwór między innymi słynnego Kalibra 44 . Gdzieś w tym samym czasie dwóch młodych ludzi szukało pomysłu na siebie, a raczej – szukało go w muzyce, bo Włodi i Vienio nie brali pod uwagę innej drogi. Na początku był wspomniany duet, Piotr „Vienio” Więcławski oraz Paweł „Włodi” Włodkowski – chłopaki z Warszawy, którzy postanowili przełożyć swoje ławkowe i osiedlowe doświadczenia na uliczną poezję. Zawsze był z nimi Marek „Kaczy” Andrasik. Pierwsze kroki Molesty (wtedy zwanej Mistic Molestą) mają więc charakter wybitnie uliczny – tematyka pisanych tekstów oscylowała wokół konfliktów z prawem, palenia marihuany i oczywiście Warszawy i jej dzielnic. Dla wielu osób było to coś zupełnie nowego, dla innych – zbyt radykalnego. O ile już wcześniej w publicznym dyskursie zwrócono w Polsce drobną uwagę na obecność hip-hopu, to dopiero składnik zwany „Molestą” sprawił, że pojawiła się nowa, trudna do zignorowania siła. Formacja coraz pewniej stąpała po polskiej scenie hip-hopowej.

„Skandal” w 1998 roku. Gościnnie swoje zwrotki dograli do niej Tomasz Chada, grupa Warszafski Deszcz, a także Robert „Wilku” Darkowski oraz Tomasz „Pelson” Szczepanek. Płytę wyprodukował DJ 600V, czyli Sebastian Imbierowicz, znany w Warszawie producent i promotor kultury hip-hop. Krytycy nie wiedzieli, jak mają się wgryźć w tę formę ekspresji: szorstką niczym krawędź chodnika, napisaną pewną ręką osiedlowego bywalca osiedlowych ławeczek, ale również gniewną, skąpaną w czymś, co wyczuwalne było przez osoby, którym włos jeżył się na karku, kiedy słyszeli tego typu relację z pierwszej ręki. Szukałem polskich wykonawców, trafiłem na Molestę, która wybijała się na ich tle przede wszystkim autentycznością – mówił po latach Imbierowicz. – Słyszałem opinie o ich braku obycia, ale przecież każdy wie, że piękno w sztuce (w tym, oczywiście, w muzyce) nie bierze się z wykształcenia, ale z potrzeby serca.

I chociaż późniejsze płyty chłopaków, jak na przykład nagrany w 1999 roku „Ewenement”, to również udane, bardzo szczere zwierzenia z blokowego życia i dorastania, sama Molesta przechodziła metamorfozę. Z czasem przyszło poczucie nieuchronności zmian wewnątrz, ale i na zewnątrz zespołu. Potrzeba solowych projektów kiełkowała w każdym ze składów, a bardzo uważni fani – na podstawie solowych projektów i gościnnych występów – mogli domyślić się, że już w pierwszej dekadzie XXI wieku w Moleście pojawiały się pęknięcia. W 2015 roku zadebiutował nowy singiel „Teraz”, który miał zapowiadać następną płytę, ale w 2016 Vienio poinformował media, że Molesta się rozpadła. Dopiero 4 lata póżniej na ekrany kin wchodzi film dokumentalny o pierwszej, przełomowej płycie zespołu. Przy tej okazji rozmawiamy z jego twórcami.

Bartosz Paduch (ur. 24 stycznia 1979 r. w Gdańsku) – reżyser i scenarzysta. Zdobył doświadczenie między innymi jako drugi reżyser na planie filmu fabularnego „Czarny Czwartek - Janek Wiśniewski padł”. W 2014 roku nakręcił głośny film dokumentalny „Totart – czyli odzyskiwanie rozumu”. „Skandal. Ewenement Molesty” kontynuuje jego zainteresowanie relacją „muzyka – przemiany społeczne w Polsce”.

ELLE MAN: Minęło ponad dwadzieścia lat od premiery albumu „Skandal”. Jak myślisz, to odpowiedni dystans czasowy, aby w końcu zrobić film o kamieniu milowym w historii polskiego hip-hopu?

Tego typu produkcje powinny rzecz jasna powstawać wcześniej, bo nie opowiadają wyłącznie o kulturze hip-hop, ale o nas samych i czasach, które warto albo poznać, albo sobie o nich przypomnieć. W tym przypadku jednak dwadzieścia lat to idealna cezura czasowa. Czasami mam wrażenie, że za mało zajmujemy się w Polsce tematami bliskimi podwórka, bo najważniejsza dla dokumentu są zawsze historia oraz losy ludzkie.

W takim razie kiedy i jak wpadłeś na ten pomysł?

Moja przyjaciółka, producentka Gosia Małysa, z którą zdarzyło mi się wcześniej współpracować, poznała Maćka Ostatka przy produkcji filmu o zespole Kult i poleciła mu moją osobę. Maciej szybko się ze mną skontaktował i powiedział, że wraz ze swoim kolegą, Kacprem Jaroszyńskim, chcą zrobić film dokumentalny o wydaniu płyty „Skandal”. Zaintrygował mnie ten pomysł dlatego, że zupełnie nie wiedziałem, jak można byłoby to opowiedzieć. Znałem tę płytę z młodzieńczych lat, chociaż sam raczej siedziałem wtedy w klimatach gitarowych, jak grunge czy hardcore. Pochodzę z Gdańska, znałem ludzi z tamtejszej sceny hiphopowej, DJ-skiej czy kultury skate, ale przyznam szczerze, że trochę się tej Molesty w młodości bałem. Kojarzyli mi się z zadymą, spuszczeniem łomotu, kapturami. Raczej się z tym nie utożsamiałem, ale właśnie z tego powodu postanowiłem się nad tym projektem jeszcze zastanowić. Przesłuchałem porządnie „Skandal” jeszcze raz i stwierdziłem, że jest to po prostu zarąbista płyta.

Odnalazłeś w niej swój temat?

Dokładnie. Drugą sprawą, która mi się objawiła, była dokumentalna strona tej płyty. To relacja z pierwszej linii ulicznego frontu, jedyna, jaką dotychczas znaliśmy – opowiadana tak, jak chłopaki potrafili, czyli przez soczysty i dosadny rap. I tylko dzięki muzyce możemy się teraz dowiedzieć, jak wyglądało ówcześnie życie młodych ludzi na osiedlach. Wierzę w prawdziwość tej relacji, ale dzisiaj wymaga ona szerszego kontekstu. Obudowanie tego komentarzem i świeżym spojrzeniem, opowiedzianym po latach, było dla mnie dobrym pretekstem, aby wejść w tę „niewiadomą”. Pomyślałem, że najlepszą drogą będzie zderzenie młodzieńczych lat oraz początków kariery z tym, co się dzieje w ich życiach teraz. Opowieść zaczęła wynurzać się z tego sama, wystarczyło jej delikatnie pomóc.

Szukałeś więc historii schowanej między ursynowskimi blokami?

Tak, bo historia Molesty rozwija się równolegle z historią polskiej transformacji. Uwielbiam anegdotę Włodiego o tym, że szedł ze skrętem w kieszeni i przestraszył się sporego konwoju policji, a dopiero później dowiedział się, że było to miejsce, w którym zabito wtedy generała Papałę. Molesta zaciekawiła mnie jako pokolenie, które zostało wrzucone w wir historii, ale nie siedziało z rękoma w kieszeni, tylko postanowiło coś zrobić. To nie był odgórnie sterowany ruch i należy o tym pamiętać.

Trudno było chłopaków skłonić do zwierzeń?

Nakładają się tutaj dwie sprawy – specyfika środowiska raperskiego, a także trudności wynikające z osobistej historii Molesty. Uliczny, warszawski rap to świat zamknięty, oparty na zasadach nieufności wobec mediów. Sporo musiałem się napracować, a nawet płacić swoiste frycowe, czyli słuchać drobnych przytyków, że „jestem panem z telewizji”, aby mieć szansę zrobić to po swojemu. Wiedziałem, że to wszystko jest niezbędne, a oni powoli przełamywali swoje opory. Skumali chyba, co udało nam się zrobić dopiero po obejrzeniu pierwszej wersji. To, że historia między nimi też różnie się potoczyła, powoli przestało mieć dla wszystkich znaczenie. Dotarło do nas, że tutaj nie chodzi wyłącznie o Molestę, ale o całe ich pokolenie i polski hip-hop. W podziękowaniach na końcu znalazło się miejsce dla wszystkich, którzy pomogli przy produkcji tego dokumentu i jest to również historia o nich.

Myślisz, że mainstream w Polsce w końcu oddaje należny szacunek hip-hopowi?

Tak, ale powoli. Ważne jest, by korzystać z wiedzy tych, którzy są już w odpowiednim wieku, aby móc sobie pozwolić na tego typu podsumowanie. Ludzie wychowani na hip-hopie dochodzą w końcu do głosu, a dyskusja staje się pokoleniowa, choć w obrębie wciąż tego samego gatunku muzycznego. Ich opiniotwórczość pozwala na ciekawe rozważania, ale cieszę się, gdy konfrontują się ze sobą różne pokolenia.

Wpisuje się w to również sentyment za latami dziewięćdziesiątymi. Poprzedzająca je dekada już przestała być modna w budowaniu nostalgii.

To bardzo naturalny proces artystyczny, a jeszcze ciekawiej się robi, kiedy spoglądamy dzisiaj na kulturę, która w tamtych czasach była undergroundowa. Obecnie już taka nie jest, a przynajmniej nie w takim stopniu jak w latach dziewięćdziesiątych, ale wtedy była wyraźnie w opozycji do systemu. Interesowało mnie przeistoczenie tego świata, przefiltrowanie go przez rynek. Z tego powodu właśnie jest to również film o rynku muzycznym w szerszym tego słowa znaczeniu. A także o tym, jak chłopaki stojące pod blokami i tworzące tego rodzaju muzykę mieli wpływ na poglądy i społeczeństwo obywatelskie. Zrobili to przecież spontanicznie, wyłącznie dzięki swojemu zorganizowaniu. Wkurzało mnie zawsze, że historia nam bliższa zazwyczaj opowiadana jest w filmach dokumentalnych poprzez wielkie figury tamtych czasów, o których ciągle się mówi: papież, politycy lub aktorzy, kiedy nie rozumiem, czemu nie pokazuje się doświadczenia narodowego poprzez ludzi, którzy ówcześnie nie zakorzenili się w masowej świadomości Polaków. Molesta jest świetnym przykładem takich osób. Wrażliwi, bo tego wymaga tworzenie dźwięków, wersów i rymów, undergroundowi, a przede wszystkim potrafiący wyrazić swoje lęki, marzenia i frustracje.

Vienio, właściwie Piotr Więcławski (ur. 24 stycznia 1977 r. w Warszawie) – polski raper, wokalista, autor tekstów, DJ i producent muzyczny, a także reżyser i dziennikarz radiowy. Znany przede wszystkim z wieloletnich występów w składzie Molesta Ewenement.

ELLE MAN: Jaka była twoja reakcja, gdy zapytano cię, czy wystąpisz w filmie dokumentalnym o początkach Molesty?

Do mnie przyszedł bezpośrednio Bartek Paduch. Wcześniej pracowałem z Maćkiem Ostatkiem przy warsztatach związanych z hip-hopem, więc chłopaki mieli do mnie kontakt. Zaczęliśmy rozmawiać. Bartek robił podchody i najpierw spytał, czy to się może udać, czy w ogóle jesteśmy w stanie z resztą Molesty to zrobić. Postawiłem Bartkowi jeden warunek, mówiąc: „słuchaj, ale ja nie będę tego za ciebie robił. Sam musisz się zgłosić do reszty i ich w to zaangażować, rozumiesz?”. Takie było więc jego zadanie i chrzest ognia. To on musiał ich do tego zachęcić, zaprezentować swoją osobę i aby to w ogóle miało jakikolwiek sens – zdobyć naszą sympatię. Spotykaliśmy się kilka razy, aż zakomunikował mi, że wszyscy są chętni, a potem porządnie się do tego zabrał. Zaimponował mi tym, muszę przyznać.  

Wpuściliście go na swój Ursynów. Musiał płacić jakieś frycowe, wkupić się szczególnie w łaski?

Myślę, że dzięki niemu wszyscy w końcu zrozumieli, że po dwudziestu latach od rozpoczęcia pewnego ważnego etapu w naszym życiu nadszedł czas, aby zrobić jakieś podsumowanie, tym bardziej, że w tym filmie nie chodzi tylko o nas, ale o całe pokolenie. Historia zatacza swoje koło, a dokument pozwolił nam wspólnie syntezować te dwie minione dekady, co było – jako dla osoby będącej wewnątrz tego wszystkiego – ciekawym i nieco surrealnym doznaniem. Poczuliśmy, że jesteśmy na to gotowi i ciekawi, co z tego wyjdzie.

Czy w latach dziewięćdziesiątych choćby trochę podejrzewałeś, że w przyszłości staniecie się taką legendą polskiego hip-hopu? Obiektem  podsumowań i analizy?

Szczerze mówiąc: nie sądzę, aby przeszło mi to przez myśl, ale dosyć mocno to zrozumiałem po obejrzeniu filmu Bartka. To uniwersalna historia o tym, że świat oraz ludzie przechodzą ciągłą przemianę, ale czasami bardzo trudno jest je zauważyć i dopiero po jakimś czasie rysuje się pełny obraz tej metamorfozy. Dzieje się to często wbrew opinii fanów, którzy chcieliby, aby wszystko pozostało bez zmian, a tak się po prostu nie da. Nie można siedzieć całe życie na tej samej ławce, ludzie zakładają rodziny, biznesy, dochodzą codzienne, zwyczajne sprawy, które też są elementem egzystencji jakiegokolwiek twórcy kultury. Mam wrażenie, że jest to film o zmianach. Drugim, ale też sporym bohaterem tego dokumentu są lata dziewięćdziesiąte.

Miałeś taki „strzał przeszłości”, który uderzył cię w twarz? Uruchomiliście obrazy i miejsca zatarte w pamięci?

Cholera, jak się okazało, o wielu sprawach zupełnie zapomniałem i dopiero proces powstawania filmu przebudził mój umysł. Serio. Ja naprawdę wymazałem z pamięci obrazy bazarów stojących pod Pałacem Kultury, sex-shopów, stoisk z pirackimi płytami. Pamiętam, jak sam przegrywałem kompakty pożyczone od młodego Fisza, który natomiast miał je od Kazika Staszewskiego. Potem takie kasety zgrane z kompaktów były na wagę złota, ale nie znaliśmy innego sposobu, aby poznawać zagraniczny rap. Dzisiaj wszyscy mamy Spotify w telefonie, a ten błyskawiczny dostęp do muzyki to coś oczywistego dla użytkownika kultury. Tymczasem my musieliśmy szukać płyt, kupić kasetę, poświęcić czas na prawidłowe przegrywanie, a potem pilnować, aby ten cudem zdobyty materiał nie został wciągnięty przez zużytego walkmana.

Pytając różne osoby, co sądzą o powstaniu tego filmu, okazuje się, że zainteresowanie jest ogromne. To, co wtedy robiliście, jest dzisiaj wręcz sprawą pokoleniową.

Myślę, że ojcowie z synami na sali kinowej to będzie częsty widok (śmiech). Nie spodziewałem się, że zostaniemy tłem do snucia refleksji o latach dziewięćdziesiątych i wydaje mi się, że to byłoby również interesujące, gdyby zamiast Molesty wkleić tam jakąś kapelę punkową albo nawet jazzową. Patrząc na to z lotu ptaka widzę historię chłopaków, którzy postanowili złączyć siły i robić coś, co kochają, wbrew szarzyźnie za oknem. I mało tego – niewiele kapel potrafi spędzić ze sobą dekadę, a nam udało się przez dwadzieścia lat wspólnie tworzyć coś, w co bardzo mocno wierzyliśmy.

Udostępniliście reżyserowi coś z prywatnych archiwów?

Nawet sporo. W pewnym okresie istnienia zespołu miałem kamerę i zabierałem ją na większość najważniejszych wydarzeń, nie tylko koncertów. Film składa się więc z materiałów, które normalnie leżałyby sobie na małych taśmach w domu. To bardzo łakomy kąsek dla miłośników Molesty. No i zrobiliśmy ogłoszenie wśród fanów między innymi na Facebooku, że szukamy materiałów wideo z koncertów. Kiedyś nie było tak, że każdy miał w dłoni telefon i nagrywał koncert w jakości 4K, ale zdarzało się, że ktoś przyszedł na Molestę i nagrywał coś za pomocą swojego sprzętu, za pozwoleniem organizatorów lub bez pozwolenia. Te materiały pozwoliły stworzyć naprawdę fajny kolaż autentycznych chwil oraz miejsc. Po złożeniu tego w całość zrozumiałem, że taka podróż była mi potrzebna.

Włodi, właściwie Paweł Włodkowski (ur. 5 marca 1976 r. w Warszawie) – polski raper i producent muzyczny, a także przedsiębiorca. Zaliczany do prekursorów nurtu ulicznego rapu w Polsce. Paweł Włodkowski znany jest przede wszystkim z wieloletnich występów w zespole hip-hopowym Molesta Ewenement.

ELLE MAN: Jak była twoja reakcja, gdy zapytano cię, czy uda się zrobić ten film?

Sceptyczna, bo jestem ostrożny, gdy słyszę o produkcjach, które traktują o historiach zespołów i muzyce, szczególnie, gdy robi je ktoś spoza środowiska. Takie kombinowanie zazwyczaj ma dużą szansę na niepowodzenie, choć nie zawsze. Tutaj okazało się, że dobrym wyborem było wpuszczenie do tego projektu kogoś, kto nie jest w nim tak bardzo zakochany. Bartek Paduch musiał zdobyć nasze zaufanie, bywał z nami w miejscach, które mają dla nas znaczenie. Niby nic szczególnego to nie było, ale element „kredytu zaufania” był dla mnie ważny.

Co się zmieniło w Twojej perspektywie w trakcie pracy nad „Skandalem. Ewenementem Molesty”?

Zauważyłem, z jakim zaangażowaniem ekipa podeszła do tego projektu. Gdy zaczął się klarować pomysł na całość, pojawiły się próbne zdjęcia, a Bartek tłumaczył, co tak naprawdę próbuje osiągnąć poprzez film, zrozumiałem, że moje obawy być może wcale nie są tak bardzo uzasadnione.

Tym bardziej, że jesteście tłem, a to epoka wysuwa się na równorzędny plan wśród bohaterów filmu.

O tak, mocno to na mnie podziałało i sam przeniosłem się do lat dziewięćdziesiątych dzięki materiałom archiwalnym z koncertów, programów telewizyjnych, ale również backstage'u. Po złożeniu tego w całość przyszło chwilowe poczucie nostalgii, przed którym czasami na co dzień się wzbraniamy. Udostępniliśmy Bartkowi Paduchowi sporo materiałów z własnej szuflady, chociaż trudno to do czegokolwiek porównać, bo nigdy nie pracowałem przy czymś podobnym. Niektóre z tych materiałów leżały na dnie naszych szaf albo wyparliśmy je z pamięci, więc sam proces kompletowania tego budził naszą pamięć. Wychowaliśmy się w czasach, kiedy nie rejestrowało się każdej sekundy życia, więc te nagrania miały dla nas – jak się okazało – dużą wartość.

Cieszysz się z tego, że hip-hop stał się przedmiotem analizy dotyczącej przemian w Polsce?

Nie wiem, czy się cieszę, ale chyba czuję satysfakcję. Doświadczałem czasów, w których kultura hip-hop była marginalizowana, a bardzo kreatywni ludzie musieli przedzierać się przez ignorancję otoczenia, ale potem na szczęście zaczęło się to w pewnym stopniu zmieniać. Pamiętam, że dziennikarze na początku naszej drogi nie mieli bladego pojęcia, o czym mają z nami rozmawiać, a poważni filmowcy oddzielali grubą krechą tak zwaną, cokolwiek by to znaczyło, kulturę wyższą od sztuk audiowizualnych. Traktowano nas jako parafrazę muzyki afroamerykańskiej, kiedy zalążki tego, co później można było nazwać rapem, formowały się równolegle w Nowym Jorku, Paryżu czy nawet w Koninie. Czuję więc satysfakcję, że to już oczywistość i nie trzeba nikomu tego tłumaczyć, a film może zająć się przede wszystkim historią i robi to bardzo dobrze. Rap sobie poradził. Nie sposób ignorować tego, co zamiata listy przebojów. Żaden rockowy i popowy zespół nie może się równać dzisiaj z popularnością rapu, warto więc szukać alternatywy w samej kulturze i sposobie opowiadania o niej. Dokument „Skandal. Ewenement Molesty” jest właśnie taką próbą.

Film ma swoją premierę 2 października 2020. Zwiastun obrazu obejrzysz tutaj: 

ZOBACZ: „Brzuchomówcy”: Vienio wydał książkę o tematyce kulinarnej. Wśród rozmówców Wojciech Mazolewski

CZYTAJ TEŻ: Ryan Gosling po raz kolejny zagra kaskadera. Tym razem w filmie od twórcy „Johna Wicka”

Krzysztof Zalewski w nowym ELLE MANIE: Wychodzę i śpiewam swoje [WYWIAD]