Gdyby zapytać, czy aktor serialowy ma szansę uwolnić się od roli, z którą identyfikowała go cała Polska, to na myśl przychodzisz właśnie Ty.

Mam kłopot z takim definiowaniem uwalniania się. Zenek, mój bohater, posłużył mi do sprawdzania, jak daleko mogę przed kamerą pozwolić sobie na jakiś pomysł, wygłup, na rozciąganie prawdopodobieństwa. Ten mój poligon doświadczalny trwał dwa lata, ale telewizja robi powtórki i Zenek wgryzł się w świadomość widzów. Dzisiaj są inne możliwości niż „Złotopolscy”. Są HBO, Canal+, Showmax, Netflix, polscy producenci czują na plecach presję światowych produkcji z doskonałą obsadą. Uważam, że scenarzyści potrafią napisać interesującą historię, bazując na polskich doświadczeniach. Nasz rynek na to czeka. A my wciąż gonimy. Dostajemy za mało czasu, żeby spełnić oczekiwania. Mało czasu na przygotowanie, na pisanie, na kompletowanie obsady, na refleksję.

Ale jeżeli pomysł zażre, no to się cieszymy.

Jeśli zażre, to pojawia się kolejna presja: „Musimy to wypuścić jesienią”, „Musimy to wypuścić na wiosnę”, „Musimy to wypuścić w nową ramówkę”. Wiem, że presja bywa inspirująca, ale nie chcę, żeby to było regułą. Mam doświadczenia producenckie, przygotowywałem „Wesele”, „Dom zły”, produkcje reklamowe, rozumiem, że trzeba pogodzić potrzeby klienta, producentów i twórców, trzeba zrobić coś, co zażre i zainteresuje widza, nawet jeśli to ma być tylko opowieść o tym, jak rozwijać rolkę papieru toaletowego.

„Wesele” i „Dom zły” tworzyły historię polskiego kina.

Dlatego że dobrze wykonaliśmy swoją pracę. Przy realizacji „Pod powierzchnią” zebrała się kompetentna grupa ludzi i to mnie najbardziej zachęciło do udziału w tym projekcie: Borys Lankosz, z którym nigdy wcześniej nie pracowałem, operator Bogumił Godfrejow, który praktycznie cały czas kręci za granicą, Łukasz Simlat, Magda Boczarska i oczywiście Marysia Kowalska, z którą mam tam najwięcej scen do zagrania.

I temat bardzo na czasie, bo zderzamy się na co dzień z udawaniem lepszego życia, przynajmniej w sieci. Udajemy przed samymi sobą. Dziewczyny nie robią sobie selfie bez makijażu i sztucznego uśmiechu.

A jeżeli robią, to dlatego że chcą demonstracyjnie iść pod prąd. Wszyscy są kreatorami. Niektórzy uważają, że nie są w systemie, ale nie da się z tego wyłączyć. Ludzie dobrze skomunikowani sami z sobą, kierujący się jasnymi wartościami nie muszą udawać.

Kiedy grasz, pamiętasz o swoich wartościach?

Natura tego zawodu pozwala je naciągać do granic. To mnie pociąga. Faceta, którego gram w „Pod powierzchnią”, Bartka Gajewskiego, dyrektora liceum, który okazuje się kimś innym, niż się wydaje, próbuję obronić. Czy się uda? Jeszcze tego nie wiem.