Wiele miejsc na całym świecie, których przychody w dużej mierze są oparte na turystyce z niecierpliwością czekało na dzień, w którym będą mogli otworzyć się na turystów. Niektóre z nich mogły to zrobić w ograniczonym zakresie – z zastrzeżeniem, że przybywający turyści będą przestrzegali obowiązujących norm sanitarnych. I okazało się, że nie wszyscy z nich to rozumieją.

Ostatnio głośno zrobiło się o przypadkach niewłaściwych zachowań na Bali, których dopuścili się odwiedzający tę wyspę influencerzy. Ich przewinienia były różne: instagramer z Rosji wjechał motocyklem z molo wprost do morza, dwie influencerki namalowały sobie maski na twarzy i tak „zabezpieczone” robiły zakupy, a pewna para nagrywała film porno na górze, która dla miejscowych ma duże znaczenie religijne. Takich sytuacji było oczywiście więcej, dlatego przedstawiciele władz wyspy postanowili publicznie dać wyraz swojemu niezadowoleniu.

Tak, obcokrajowcy zostawiają u nas pieniądze, ale ich zachowania narażają lokalnych mieszkańców na niebezpieczeństwo. Czy nie mogliby mieć trochę więcej empatii? (...) Kluczem do ożywienia Bali jest niska liczba nowych zakażeń COVID-19. Ale każdy obcokrajowiec, który ma swoich followersów w sieci, tworzy materiały na temat łamania protokołu sanitarnego i zostawia w ten sposób przekonanie w głowach innych ludzi, że Bali nie jest bezpieczne.

– powiedział Niluh Djelantik – jeden z miejscowych polityków.

Kary, które są nakładane na osoby nie stosujące się do miejscowych przepisów wydają się nie być skuteczne. „Guardian” informuje, że w tym roku ukaranych zostało 346 turystów, a 60 z nich zostało deportowanych z wyspy. Przyjezdni muszą się także liczyć z karami finansowymi, i to dziesięciokrotnie wyższymi wobec tych, które obowiązują miejscowych. Za złamanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa sanitarnego grozi mandat w wysokości miliona rupii, co przekłada się na około 260 złotych. Dla influencerów z setkami tysięcy, a niekiedy milionami obserwujących – żadne pieniądze.