Niewielu z was zapewne wie, że Boris Johnson zanim wszedł do polityki był dziennikarzem „The Times” i „The Daily Telegraph”. Próbował swoich sił również jako dziennikarz motoryzacyjny. Bardzo ciekawa jest jego opinia na temat Ferrari F430: „Całe hrabstwo Hampshire leżało na plecach z rozłożonymi nogami i czekało na przyjazd niesamowitego włoskiego ogara”. 

Myślę, że jesteśmy zgodni, aby trzymał się polityki.

Miłość do elektryków?

Jeszcze jako burmistrz Londynu, Boris Johnson bardzo chętnie zasiadał za sterami bezemisyjnych aut. Stąd też przy okazji premiery Tesli Roadster - pierwszego elektrycznego supersamochodu obecny premier Wielkiej Brytanii dostał możliwość testu tego wspaniałego auta. Zazdrościmy.

Samochód bardzo przypomina Lotusa. Jak przekonuje Tesla, fakt, że auto zostało skonstruowane właśnie w fabryce Lotusa jest przypadkiem. Roadster jest arcydziełem motoryzacji i z pewnością wiele osób - w tym Boris Johnson - ostrzy sobie na niego zęby. 

Kolejnym elektrykiem, którym jeździł premier Wielkiej Brytanii, jest Nissan Leaf. Czemu akurat to auto? Historia sięga czasów, w których Johnson był burmistrzem Londynu. Stolica Wielkiej Brytanii jest jedną z największych i najbardziej zakorkowanych aglomeracji na świecie. 

Kilka lat temu w Londynie podjęto kroki w celu zredukowania ogromnej ilości CO2. Nissan przedstawił projekt, który Johnson zaakceptował, a było nim umieszczenie wielu stacji do ładowania pojazdów elektrycznych w całym Londynie. Ówczesny burmistrz otrzymał w prezencie jednego Nissana Leaf’a.

Na mocy zmian wprowadzanych w stolicy, Toyota po podpisaniu umowy z Urzędem Transportu Miejskiego w Londynie przekazała dziesięć modeli Mirai. Johnson odbył podróż do Japonii kilka lat temu, w celu negocjacji warunków kontraktu. Spotkała go wówczas niezwykła przyjemność poprowadzenia Toyoty Mirai. Nieoficjalnie mówi się, że jedna z nich znajduje się w jego garażu.

Jeśli nie wiecie, Mirai jest luksusową limuzyną Toyoty napędzaną wodorem. To bardzo rzadkie auto, którego cena zaczyna się od 66 tys. funtów. W Polsce jednak istnieje niewiele miejsc, w których „zatankujemy” Mirai.

Nie będziemy tworzyć politycznych elaboratów, jednak Boris Johnson zdaje się egzekwować w praktyce swoje postulaty na temat bycia eko … A wy co myślicie o elektrykach premiera Wielkiej Brytanii?