Na początek krótka deklaracja dla naszych najbardziej zaniepokojonych czytelników – dalej kochamy mocne auta spalinowe, które zachwycają nas brzmieniem swoich silników. Prawda jest jednak taka, że runek motoryzacji się zmienia i czas się do tego przyzwyczaić. Samochody elektryczne zajmują coraz istotniejsze miejsce w świadomości kierowców i choć polska infrastruktura wymaga jeszcze sporo poprawy to statystyki pokazują, że każdego roku sprzedaje się coraz więcej aut na prąd. Czy to zły trend? Nie da się tego jednoznacznie określić. Wszystko, co możemy zrobić jako miłośnicy motoryzacji to oczekiwanie od producentów coraz lepszych rozwiązań, które sprawią, że kupno „elektryka" nie będzie wiązało się z całą listą kompromisów i niedogodności. Właśnie dlatego modele elektryczne pojawiają się i będą się pojawiać coraz częściej na łamach naszych Moto Piątków!

Audi e-tron – dźwięki ciszy

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie uśmiechnął się pod nosem na dźwięk warczącego silnika na niskich biegach. Ta charakterystyczna symfonia malutkich wybuchów i mruknięć to jedno z ulubionych miłośników motoryzacji i zaraz jeden z największych „ubytków" klasycznych aut elektrycznych. W Audi e-tronie wrzucacie odpowiednie przełożenie, naciskacie pedał gazu i wszystko, co słyszycie to... wiadomości radiowe. O ile jesteście się na nich w stanie skupić, bo auto potrafi wcisnąć was w fotel. Przejażdżkę elektrycznym modelem niemieckiego producenta polecałbym szczególnie sceptykom, którzy z ironią patrzą na podawane przez producenta wartości dotyczące przyspieszenia. Jestem gotów się założyć, że kpiarski uśmieszek szybko przerodzi się w zadowolenie, a to nawet w podziw. 

W pełni elektryczny układ napędowy nowego Audi e-tron Sportback to dwa silniki elektryczne, które oferują łączną moc do 408 KM i momentem obrotowym na poziomie 664 Nm dostępnych od razu. Audi e-tron Sportback przyspiesza od 0 do 100 km/h w 5,7 sekundy i może rozwinąć maksymalną prędkość 200 km/h. Nieźle jak na „elektryka", nie? Warto też wspomnieć o specjalnych systemach regulowania wysokości nadwozia, która sprawiają, że aerodynamiczność pojazdu plasuje go w czołówce maszyn na rynku. 

Jeśli tak jak ja, jesteście wielkimi fanami trafionych dźwięków i dobrego nagłośnienia z pewnością docenicie poziom wygłuszenia e-trona. Audi postarało się, żeby zamknięcie za sobą drzwi było jednoznacznym odcięciem od świata pełnego bodźców i wejściem w sferę podróży i komfortu. Dla sprawdzenia pełnych możliwości „dźwiękowych" auta polecam przeprowadzenie eksperymentu. Wyjedźcie e-tronem poza miasto, najlepiej w ustronne miejsce, gdzie nie spotkacie innych samochodów i wyłączcie wszystkie powiadomienia, które chce wysyłać wam auto, łącznie z asystentem kierowcy. Dla wzmocnienia efektu, wyciszcie też radio. Szybko zorientujecie się, że przejażdżka bardziej zaczyna przypominać spacer w lesie niż siedzenie w jakimkolwiek pojeździe. A może to nowa opcja na kontakt z naturą w deszczowe i mroźne dni? Czas to przemyśleć. 

Audi e-tron – gadżety albo zasięg. O to jest pytanie

Gdy dowiedziałem się, że będę miał możliwość przetestowania nowego e-trona w mojej głowie szybko pojawił się obawa. Nie dotyczyła ona możliwości ładowania auta w Warszawie, ani nawet trudnych warunków, które panowały w ostatnich dniach w stolicy. Sen z powiek zdejmowała mi zupełna nowość na rynku, czyli wirtualne lusterka. Nasłuchałem się tylu miejskich legend o tym jak bardzo różnią się one w obsłudze od tradycyjnych lusterek. Ciasne warszawskie ulice, mała widoczność i auto za kilkaset tysięcy złotych w rękach. Lekki stres. Całe szczęście (moje, nie wasze) do testów otrzymałem wersję z tradycyjnymi lusterkami bocznymi, a konieczność nauczenia się wirtualnej nowości mogłem przełożyć na lato. 

O tyle ile w przypadku samochodów spalinowych wszystko obraca się wokół mocy i spalania, to w kwestii aut elektrycznych wyrazem, który elektryzuje (sic!) wszystkich jest „zasięg". Trudno się dziwić. Polska infrastruktura dla samochodów elektrycznych, choć poprawia się każdego dnia, wciąż pozostawia wiele do życzenia. No więc porozmawiajmy o zasięgu. Według producenta w przypadku Audi e-trona wynosi on mniej więcej 440 kilometrów, a jego akumulator może pomieścić 95 kWh.

Bardziej zaznajomieni z rynkiem samochodów elektrycznych użytkownicy pewnie zadadzą sobie pytanie dlaczego auto z takimi akumulatorem nie może jechać dalej? Wszystko za sprawą naprawdę wielu systemów, które mają ułatwić i uprzyjemnić naszą podróż. W samym kokpicie dla kierowcy i pasażerów dostępne są trzy ogromne ekrany, które z pewnością zużywają sporo energii. Czy można je wyłączyć i zwiększyć zasięg? Można. Auto zostało wyposażone w specjalny tryb oszczędny, który podnosi liczbę kilometrów, które możemy przejechać kosztem ograniczenia funkcji. Ale po co mielibyśmy to robić? Czy przejażdżka autem premium nie polega właśnie na tym, żeby zaskakiwało nas ono komfortem i ułatwieniami? Pozwólmy Audi, pozostać Audi. 

Audi e-tron – na azymut dobrego „elektryka"

No dobrze – przyszedł czas podsumowań i muszę powiedzieć, że kilka dni, które spędziłem w towarzystwie Audi e-trona sprawiło mi naprawdę dużo radości. Ta maszyna daje przyspieszenie, komfort i radość, a to wszystko, czego oczekuję od samochodów premium. Jeśli tak mają wyglądać w przyszłości samochody elektryczne to ja naprawdę nie mam nic przeciwko i z zapartym tchem czekam na odpowiedzi konkurencji. Miejmy tylko nadzieje, że polska infrastruktura rozwinie się na tyle, byśmy mogli ze spokojnym sercem korzystać z ich możliwości.