Jak zostałeś muzykiem?

Miałem dziewięć lat. Wyobrażałem sobie siebie z trójką kolegów, jak idziemy szkolnym korytarzem równym krokiem, a każdy z nas ma pod kurtką schowany syntezator. Na trzy cztery wyjmujemy te syntezatory i zaczynamy grać koncert. To była tylko wizja, ale na tyle silna, że dążyłem do zrealizowania jej. Od dziecka marzyłem o boysbandzie. W tamtych latach byłem zakochany w... New Kids On The Block. Od tej pierwszej wizji pragnienie muzyki narastało. Jako dwunastolatek zasłuchiwałem się w hip-hopie. Zacząłem oczywiście od Liroya, Kazika, potem odpłynąłem w inną stronę. Pokochałem muzykę elektroniczną, reggae i dub. Stąd pewnie została mi chęć eksperymentowania, bo dub to czysty eksperyment i zabawa dźwiękiem. Dobijałem się do różnych wytwórni, próbowałem sił, ale wciąż zderzałem się z odmowami. Wreszcie trafiłem do Camey Records, umówiłem się na pracę, ale i tak większość rzeczy, które przygotowałem, trafiła do szuflady. Słyszałem, że to, co robię, nie sprzeda się, a radiostacje tego nie puszczą.

Wciąż pełna ta szuflada?

Nie, kilka z tamtych utworów sprzedałem zespołowi Afromental. Ale wtedy załamałem się. Bo naprawdę chciałem postawić na muzykę. Musiałem tworzyć totalnie popowe, taneczne rzeczy, aby spełnić oczekiwania mojego wydawcy i po prostu wyżyć. Źle wspominam tamten czas, bo robiłem coś zupełnie wbrew sobie. I to nie mogło zadziałać. Odszedłem i skupiłem się na swoim drugim fachu, grafice komputerowej.

A przecież miałeś być nauczycielem...

No tak, uczyłem się na nauczyciela. Byłem w studium nauczycielskim, ale po dwóch latach i napisaniu połowy pracy licencjackiej wymiękłem. Zaczęły się mocne objawy mojej nerwicy lękowej i odpuściłem. Wtedy też podjąłem decyzję, że choćbym nie wiem w jak strasznej był sytuacji, będę robił własną muzykę. I zacząłem ten plan realizować. Pracowałem jako grafik, by mieć na przeżycie, a jednocześnie tworzyłem. Bywało ciężko. Czasem nie miałem co jeść. Dałem się nawet namówić koledze DJ-owi, by grać z nim na weselach. Choć zaczęło mi się lepiej wieść, czułem pogardę wobec samego siebie, mimo iż nie chodziłem głodny. To trwało trzy lata. Ale nie poddałem się i stworzyłem nowy projekt muzyczny, Xxanaxx. I tu już całkowicie popuściłem wodze fantazji. Usłyszał to znajomy i powiedział, że jest dziewczyna występująca w „X Factor”, której wokal by niesamowicie pasował do mojej muzyki. Ten „X Factor” trochę mnie zniechęcał, bo nie chciałem znowu robić rzeczy tak bardzo komercyjnych, ale uznałem, że spróbuję. Wokal zawsze dobrze robi utworom. Spotkałem się z Klaudią, młodziutką dziewczynką, która nie miała pojęcia o tym, czego od muzyki chce, ale była pewna, że nie interesują jej radiowe przeboje. A gdy zaczynaliśmy pracę, radiostacje naprawdę grały średnią muzykę. Teraz jest o wiele fajniej, ale to zaledwie od kilku lat.

I nagraliście „Disappear”...

Tak. W ciągu kilku tygodni miał kilkanaście tysięcy odsłon [dziś ponad 2 miliony – AP], co dla nas było szokiem. I się zaczęło. W tym roku dostaliśmy Fryderyka za album roku w kategorii elektronika. Kilka razy pojawił się temat twojej choroby.

Mając CHAD (choroba afektywna dwubiegunowa, dawniej cyklofrenia), bywasz szczęśliwy i spełniony?

Mając tę chorobę, nigdy nie jesteś zadowolony w pełni ze swojej pracy i życia. Choćbym robił coś naprawdę dobrze, zawsze będę to deprecjonował. Oczywiście w fazie manii, na tym drugim biegu- nie, bywasz królem świata. W moim przypadku zmiany potrafią następować dość szybko – cztery w roku, ale też cztery w godzinę. Co oznacza, że pisząc utwór, będę zachwycony, a chwilę później będę uważać, że to dno

Mam nadzieję, że wtedy nie kasujesz tych prac...

Nie, nauczyłem się rozumieć te cykle. Kiedyś kasowałem lub wyrzucałem do śmieci. Teraz zostawiam i wracam do nich w innym nastroju, z innym nastawieniem. Wiesz, wtedy odkrywasz je na nowo. Z dystansu, bo nie pamiętasz kontekstu, w jakim powstały. Pracujesz z utworem, który już nie jest twój, bo nie masz tamtych uczuć. A jednak jest twój. Tyle że nadajesz temu nową jakość.

Kiedy zachorowałeś?

Na studiach zaczął mi się zespół lęku napadowego. Przez kilka miesięcy nie wychodziłem z domu. Kiedy opuszczałem dom, natychmiast dostawałem „udaru”, „zawału” i czułem, że zaraz umrę. Często dzwoniłem po pogotowie. Nie rozumiałem, co się dzieje. Bałem się tego. Nie wiedziałem jeszcze, że w tle czai się choroba dwubiegunowa. Nie wiedziałem też, że kiedy się ją ma, to zaczyna się rzeczy, ale już ich nie kończy. Nie dokończyłem licencjatu ani szkoły.

Kiedy trafiłeś do lekarza?

Zacznijmy od nerwicy. Tak, tak, mam cały pakiet. Chodziłem do wszystkich możliwych lekarzy i badałem się na wszystko. Byłem przekonany, że choruję na jakąś ukrytą straszną chorobę, której nikt jeszcze nie odkrył, a lekarze mnie oszukują i zawarli spisek. Wreszcie neurolog powiedział mi tak: „Michał, z Tobą wszystko jest w porządku, to psychosomatyczne. Idź do psychiatry”. W drodze do psychiatry miałem taki napad lęku, że wylądowałem w szpitalu, gdzie podano mi relanium. A to jest coś bardzo mocnego. Kiedy trafiłem po relanium do psychiatry, ten zbadał puls i okazało się, że jest bardzo wysoki. Spojrzał mi w oczy i spokojnie powiedział, że na pewno będę żył. I to mnie jakoś uspokoiło. Dostałem leki. Po lekach jednak mój stan się pogorszył, co jest częste na początku przyjmowania, więc odpuściłem. Nie brałem ich i uznałem, że poradzę sobie sam.

Odważnie.

Głupio. Po trzech latach, właśnie w czasie studiów, wszystko wróciło. Dostałem na pół roku zwolnienie ze szkoły. I już potem nie wróciłem. Ale wtedy już rozumiałem, że leki są konieczne, i słuchałem lekarza.

Zmieniłeś jakoś styl życia?

Próbowałem wszystkiego: jogi, mindfulness. Przeczytałem „Potęgę podświadomości” Murphy'ego, która tak zachwyca wiele osób. To jednak było nie dla mnie. Komuś może to pomagać, mnie nie. Wiem, że ludziom pomaga wiara, ale ja jestem niewierzący. Po prostu zaufałem lekarzom. Leczyłem się, choć z czasem zauważyłem, że popadam w euforyczne nastroje, na zmianę z depresyjnymi. Mam wtedy full energii, pracuję po nocach i czuję się świetnie. A potem przychodzi dół. Miałem 25 lat, kiedy postawiono ostateczną diagnozę: cyklofrenia. Na szczęście nigdy nie byłem hospitalizowany, a w stanach manii nie wydaję wszystkiego, co mam (a ludzie tak robią). Na pewno ciężko jest chorować na CHAD, ale jest jedna jasna strona. Te górki nastrojów są świetne. Czuje się wtedy niesamowicie, dużo wtedy tworzę, chłonę każdą chwilę, a wszystko wokół jest wspaniałe.

W dołkach też tworzysz?

Tak, i potem, paradoksalnie, te utwory bardzo mi się podobają. Są nostalgiczne, ckliwe, delikatne. Wiem, że gdyby nie fazy depresyjne, te utwory by nie powstały. Choroba jest częścią mnie. Trzeba ją po prostu uznać i zaakceptować. Pogodzić się z tym, że będzie z nami do końca życia. Mam 37 lat i od kilkunastu lat wiem, że moje życie nie będzie nigdy wyglądało jak u przeciętnego człowieka. I jestem z tym pogodzony.

Wiesz, dlaczego zachorowałeś?

Mam za sobą bardzo trudne dzieciństwo. Mój ojciec był alkoholikiem. Jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika). Podobno często takie doświadczenia prowadzą do nerwic i CHAD. Wcześnie poczułem ulotność życia. Miałem osiem lat, kiedy mama przechodziła ciężką operację serca i wisiała nad nami wizja jej śmierci. Miałem dwanaście lat, gdy umarła moja ukochana babcia, która pokładała we mnie wiele nadziei. I wreszcie, jako dziesięciolatek znalazłem swojego ojca, który się powiesił. Dziecko nie powinno przeżywać takich rzeczy.

Musiałeś szybko dorosnąć...

Niestety. Do tego jeszcze bieda, której zaznaliśmy w domu przez picie ojca. Pamiętam, jak ukradłem koledze w szkole długopis, który miał włącznik w kształcie bucika. Wszyscy takie mieli, a ja nie. Marzyłem o nim, nie chciałem być gorszy. Dziś rekompensuję sobie dzieciństwo, kupując mnóstwo gadżetów, co totalnie wnerwia moją żonę. Moja niska samoocena pochodzi z dzieciństwa. Dorastając, próbowałem udawać silnego faceta, ale w środku byłem słaby i czułem się gorszy.

Jak jest z miłością, kiedy człowiek czuje się tak jak Ty? Jak Ci się udało pokochać? Otworzyć się? Zaufać?

Mojej żonie jest trudniej, bo ja i moja choroba to ciężki orzech do zgryzienia. Musi radzić sobie z moimi wahaniami nastrojów. Codziennie rano czuję się słabo. Kiedy pokazuję jej muzykę, którą robię, oczekuję nieustannego „wow”. Kiedy ona reaguje spokojnie, pozytywnie, ale bez szaleństwa, od razu podejrzewam, że zrobiłem chałę, i się obrażam. Ciężko za mną nadążyć. To dla niej wyzwanie, nie dla mnie. Ja zatracam się w uczuciach. Gdy chorujesz na CHAD, to zakochanie nie jest zwykłym zakochaniem. Ty latasz! To więcej niż przyjemność. Zachłystujesz się miłością!

Niesamowicie szczerze opowiadasz o chorobie...

Zrozumiałem, że to pomaga innym, nie kryję się więc z tym. Ja oswoiłem swoją depresję, umiem z nią żyć, o niej mówić, czuję się dobrze. Jestem przykładem, że da się z tym żyć, tworzyć, kochać. Badania pokazują, że przypadków depresji i rozmaitych zaburzeń psychicznych jest coraz więcej. Dlatego właśnie powstał projekt #podrugiejstronielustra – inicjatywa społeczna, której celem jest pomoc osobom dotkniętym zaburzeniami takimi jak choroba afektywna dwubiegunowa, nerwica lękowa (oraz inne odmiany nerwic, fobii i natręctw) i uzależnienia (te od substancji psychoaktywnych oraz hazardu czy social mediów). Na stronie podrugiejstronielustra.org piszę po prostu: „Jeśli zdarza Ci się umierać na zawał serca bądź co drugi dzień mieć wszelkie somatyczne objawy udaru mózgu, to jesteś we właściwym miejscu. Jeśli z poczucia bycia wszechmogącym popadasz w apatyczny autodestrukcyjny nastrój, przyjdź do nas. Może dzięki opowieści kogoś z grupy dostrzeżesz swoje lustrzane odbicie?”. Do projektu powstał klip i utwór „Lost”, w którym udział wzięły m.in.: Maffashion, Julia Wieniawa, Gabi Drzewiecka, Olga Jankowska. Ważny temat. Dla wszystkich.

ZOBACZ: Krzysztof Piątek gwiazdą wrześniowego ELLE MANA. Co w środku?

Michał nieustannie pracuje. Już czekają gotowe cztery albumy. Premiera pierwszego, o tytule „Cyan”, odbędzie się na jesieni. W przygotowaniu jest rockowo-popowa płyta Baranovskiego, a także Marzeny Ugornej (miks bluesa i elektroniki). Xxanaxx też jeszcze powróci.

WYWIAD Z ATARI WU pochodzi z najnowszego numeru magazynu ELLE MAN >>>

ZAMÓW PRENUMERATĘ ELLE MAN TU >>>