Niestety, jak dotąd potencjalni nabywcy zegarków z nowej linii nie dowiedzieli się zbyt wiele na temat czasomierzy, które powstaną w ramach ogłoszonej współpracy. Można mieć pewność co do tego, że zegarki pojawią się w sprzedaży jeszcze przed końcem 2021 roku. Podobnie jak samochody Astona Martina, nie będą dostępne dla wszystkich – biorąc pod uwagę fakt, że ceny produktów szwajcarskiego producenta zaczynają się od kwot pięciocyfrowych (a i sześciocyfrowe nie należą do rzadkości), ich grupa docelowa nie jest zbyt liczna.

Przedstawiciele obu firm stwierdzili, że taka współpraca to naturalna rzecz dla obu firm ze względu na łączące ich podobieństwa, wśród których wymieniono „bogatą historię i dziedzictwo, a także nieustanne oddanie dążeniu do najwyższej jakości połączonej z zaawansowaną technologią”.

Współpraca marek motoryzacyjnych z firmami zajmującymi się produkcją zegarków nie jest niczym nowym – w przeszłości do tego typu kolaboracji dochodziło wielokrotnie. Niedawno pojawiła się informacja o współpracy Tag Heuera i Porsche, a wcześniej na rynku pojawiały się między innymi owoce współpracy Breitlinga i Bentleya, Richarda Mille i McLarena oraz Panerai i Ferrari. Co ciekawe, zarówno Girard-Perregaux, jak i Aston Martin łączyli wcześniej siły z innymi markami – ci pierwsi z Ferrari, a drudzy z Jaeger LeCoultre.