Koronawirus bardzo namiesza w branży medialnej. To wydaje się dziś już pewne. Pytanie tylko, w którą stronę pójdzie ten chaos? Już teraz z porozrzucanych klocków zarysowują się pewne niewyraźne kontury. Zacznę jednak od pozytywów. Szalejąca epidemia choroby, która dla niektórych jest śmiertelna, oznacza, że w mediach na pierwszy plan wróciły informacje, które są faktycznie istotne i potrzebne. Chcemy wiedzieć, jaka jest liczba chorych, jakie są symptomy choroby, co znaczy bycie w kwarantannie, w końcu - jak wrócić do Polski z dalekich podróży, ale z codziennego życia ekspaty… Relacje o tym, jakimi inwektywami obrzucali się posłowie, które gwiazdy za chwilę zostaną rodzicami, kto się z kim zaręczył i kto z kim rozstał spadają na dalsze pozycje w kolejności publikowania newsów. Media zyskują zatem na swojej ważności. Przypominają sobie o swojej roli, o swoim oryginalnym zadaniu. 

Po drugie, wierzę w to, że czas epidemii osłabi zjawisko hejtu. Że w mediach społecznościowych będziemy się wspierać – dodawać sobie otuchy, wymieniać się praktycznymi informacjami.  Że będziemy czuli się wspólnotą – nawet jeśli jedyną kwestią, która nas obecnie jednoczy, jest wspólny wróg - koronawirus.  

Idźmy dalej. O ile dla dziennikarzy zajmujących się tematyką zdrowotną epidemia oznacza ogromny nawał pracy – relacje z pola walki z chorobą i edukowanie społeczeństwa w zakresie profilaktyki, o tyle dla redaktorów z pozostałych dziedzin jest bólem głowy. Wiele dziedzin zamiera – polityka parlamentarna i kampanijna, sport, kultura, życie gwiazd, przez co dziennikarze opisujący te kwestie muszą mocno przeorientować swoją pracę. Porzucić to, na czym znają się najlepiej i pomagać kolegom po fachu w informowaniu obywateli o epidemii. Albo przez jakiś czas relacjonować jak koronawirus wpływa na dziedziny, którymi się zajmują. 

Niestety, jeśli stan nadzwyczajny będzie się przedłużać, część projektów medialnych stanie przed widmem zamknięcia. Bo nie będzie o czym mówić, pisać, dyskutować z ekspertami, czego pokazywać. Bo wycofywać się będą reklamodawcy. Bo w przypadku mediów papierowych, nie będzie miał ich kto kupić, co z resztą widzimy już dziś: pozamykane sklepy, empiki, salony prasowe, ludzie siedzący w domach, niejednokrotnie w przymusowych kwarantannach. 

W obecnym czasie najlepsze samopoczucie mogą mieć włodarze filmowych serwisów streamingowych. Miliony widzów próbuje poprawić sobie nastrój i uciec od bieżących problemów, oglądając kolejne tytuły z oferty Netfliksa, HBO GO czy Playera. Nawet jeśli za kilka miesięcy skończy się dopływ świeżo wyprodukowanych seriali, to internetowe wypożyczalnie można wzbogacić o kolejne pozycje z gatunku klasyki kina. Jakaż to piękna katastrofa, gdy towarzystwa podczas zarazy dotrzymuje nam bohater ulubionego serialu.   

---------

Andrzej Grabarczuk – dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej. Woli pytać, niż udzielać odpowiedzi – może dlatego jego specjalnością są wywiady. Zaliczył romans ze światem akademickim, co zaowocowało doktoratem z kulturoznawstwa i książką pt. „Celebrytyzacja polityki w Stanach Zjednoczonych” (przewidział Trumpa, nim ten został prezydentem). Gdy zmęczy go ganianie po premierach, ucieka na rodzinną Lubelszczyznę.