Nie da się ukryć, że Amsterdam jest pięknym miastem. Odwiedzających je turystów zachwyca widok niezliczonych kanałów, kusi obecność De Wallen, nazywanej zwyczajowo „Dzielnicą Czerwonych Latarni” oraz szereg innych atrakcji. A także – nie ma sensu tego ukrywać – marihuana. I nie jest to jedynie obiegowa opinia, a wynik ankiety przeprowadzonej na zlecenie władz - ponad połowa turystów wieku od 15 do 35 lat przyznaje, że możliwość legalnego nabycia marihuany to główny powód, dla którego zdecydowali się odwiedzić holenderską stolicę.

Coffee shopy nie dla turystów

Taki stan rzeczy nie podoba się władzom miejskim na czele z Femkę Halsemą – pierwszą kobietą-burmistrzem tego miasta. Pani Halsema jeszcze przed pandemią otwarcie twierdziła, że skojarzenie z turystyką narkotykową nie jest dobrą rzeczą dla miasta. I nie chodzi o powód, dla którego turyści odwiedzają holenderską stolicę, ale również ich ilość – w Amsterdamie na stałe mieszka około miliona ludzi, ale rocznie odwiedzało ją nawet osiemnaście milionów. Pandemia koronawirusa oczywiście znacznie zmieniła ten stan rzeczy, a władze postanowiły wykorzystać ten okres na przygotowanie się do wprowadzenia zmian w prawie.

Burmistrz Amsterdamu i popierające ją organy (do których należą między innymi policja) chce w ten sposób osiągnąć jednocześnie dwa cele: sprawić, aby holenderska stolica przestała się kojarzyć jako miejsce, do którego przyjeżdża się po to, aby móc bez przeszkód korzystać z dobrodziejstw narkobiznesu (a zamiast tego przyciągać do siebie jako interesujące miasto z zabytkami i innymi atrakcjami), a także dać miastu odetchnąć. Przytoczona akapit wcześniej liczba turystów stawia Amsterdam w czołówce najchętniej odwiedzanych miast na świecie, obok między innymi Wenecji.

Regulacje dotyczące sprzedaży marihuany należą do kompetencji samorządów - zakaz, nad wprowadzeniem którego zastanawia się Amsterdam, obowiązuje na przykład w Maastricht i Den Bosch. Jeszcze nie wiadomo, kiedy planowane zmiany wejdą w życie.