To brzmi trochę jak schizofrenia, bo przecież rynek SUV-ów i crossoverów powstał dlatego, że klienci nie chcieli jeździć nisko zawieszonymi, świetnie prowadzącymi się samochodami, często z mocnymi silnikami i sportowymi osiągami. SUV-y powstały po to, by łatwiej było znaleźć swój samochód wystający ponad inne na parkingu przed supermarketem i by z fasonem wysadzić dzieci pod szkołą. Miały być autami dla ludzi sukcesu, ucieleśnieniem wyższego statusu społecznego. Nikt nie oczekiwał od SUV-a własności terenowych, bo ich kierowcy nie mieli w planach zjeżdżania z asfaltu. Napęd na wszystkie koła nie należy dziś do opcji obowiązkowych, a niektórzy producenci nawet takiego rozwiązania nie oferują.

Jak więc wyróżnić się z tłumu i pokazać światu, że nam się w życiu udało? Musimy sprawić sobie sportowego SUV-a. Co to znaczy „Sportowy SUV”? No cóż, dyscyplin sportu jest wiele od lekkoatletyki, przez boks i wschodnie sztuki walki, po zapasy i podnoszenie ciężarów. Są sporty indywidualne i dyscypliny drużynowe. Sportowy SUV musi mieć wielki i mocny silnik, adaptacyjne zawieszenie, precyzyjny układ kierowniczy. Musi być ostentacyjny i wulgarny, by każdy z daleka mógł dostrzec jego muskularne kształty. W dzisiejszym zestawieniu poznacie najlepszych z najlepszych, prawdziwą ligę mistrzów. Ci zawodnicy hołdują tylko jednej zasadzie: Albo grubo, albo wcale.

Audi RSQ8 – właściciel Pucharu zdobywców Pucharów

Sportowy SUV Audi to najsłabsze auto w zestawieniu, bo legitymuje się mocą „jedynie” 600 KM. Potężny moment obrotowy równy 800 Nm pozwala mu jednak walczyć z konkurencją na równych zasadach. W sprincie do 100 km/h nie odstaje od rywali na krok osiągając wynik 3,8 sekundy. Nasz zawodnik okazuje się także niezrównany w biegach długodystansowych, ponieważ pierwotnie ograniczoną do 250 km/h prędkość maksymalną, po krótkim treningu karty kredytowej i dokupieniu Pakietu RS Dynamic Plus, podnieść można do kosmicznych 305 (słownie: trzysta pięć) km/h! Czy może być coś bardziej absurdalnego (w pozytywnym znaczeniu) niż widok ponad 5-metrowego kolosa w barwach soczystej zieleni mrugającego na sportowe bolidy na lewym pasie autostrady? Rzeczywiście ciężko to sobie wyobrazić, ale za naszą zachodnią granicą takie rzeczy dzieją się każdego dnia.

Jednak ja zadaję sobie pytanie, w jaki sposób ten ogromny SUV jest w stanie utrzymać się w pasie przy takiej prędkości? Audi postawiło poprzeczkę niezwykle wysoko i niczym słynny tyczkarz Serhij Bubka, który z wynikiem 6,14 m od przeszło 25 lat jest właścicielem rekordu świata w skoku o tyczce na otwartym stadionie (rekordy halowe się tu nie liczą), broni swojej pozycji i technologicznych patentów. Audi z modelem RS6 ma na koncie tytuł najszybszego kombi, więc miano najszybszego SUV-a było jedynie kwestią czasu. Konsekwencja jest wielką cnotą marki z Ingolstadt, więc jestem pewny, że nie raz usłyszymy o spektakularnych projektach czterech pierścieni.  

BMW X6M Competition – Bokser wagi ciężkiej

Zapytacie pewnie dlaczego w tym zestawieniu zamiast X7 M50d, czy X7 M50i jest mniejszy X6M? Model X7 jest rodzinnym autobusem i prezesowską limuzyną w jednym. To dżentelmen na kołach, dystyngowany i wyniosły. Poza tym w tym zestawianiu mówimy o zawodnikach Golden League, Top of the Top, a X7 M50i rozwija „jedynie” 530 KM, a X7 M50d „dychawiczne” 400. O osiągach nawet nie będę pisał, bo są po prostu żenujące. Jeśli X7 miałby być sportowcem, to raczej na emeryturze. Co innego model X6M. Bazowe 600 KM w wersji Competition podkręcono do 625 KM, które wraz z momentem obrotowym 750 Nm wyrywa ogromne cielsko z miejsca, by po 3,8 sekundach pędzić już 100 km/h. Prędkość maksymalna została ograniczona do 250 km/h, ale za kilka dodatkowych euro możecie dołączyć do elitarnego klubu posiadaczy auta będącego w stanie pojechać nawet 290 km/h.

BMW X6M Competition wychodzi na ring, by chwilę po pierwszym gongu zafundować rywalowi ciężki knockout. Jest mistrzem kończenia walk przed czasem, dlatego gdy zobaczycie go w tylnym lusterku, grzecznie zjedźcie mu z drogi, bo jeśli zbytnio go wkurzycie, odgryzie wam ucho. Jest panem sytuacji. Brutalnym, silnym i bezwzględnym. Jego imię to skuteczność, ale finezja jest mu obca. BMW X6M nie stroni jednak od luksusu, a w jego wnętrzu poczujecie się naprawdę bezpiecznie. Najlepsze materiały, włókno węglowe i odważne kombinacje kolorystyczne pakietu Individual pozwolą wam oswoić swojego osiłka i nauczyć dobrych manier. Jak byście go jednak nie ubrali, w głębi serca pozostanie wojownikiem, który w jednej chwili ściągnie koszulkę i stanie do kolejnej walki.

Mercedes-AMG GLE 63 S 4MATIC+ – sprinter z płaskostopiem

AMG znane jest z szalonych projektów i budowy spektakularnych samochodów przeznaczonych do niczym nieograniczonej zabawy na torze. Niemiecki producent przyzwyczaił nas do produkcji nietuzinkowych, czasem oderwanych od rzeczywistości modeli, ale dzięki takiemu właśnie podejściu prawdziwi fani motoryzacji mają jeszcze do czego wzdychać. Połączenie liter AMG z liczbą 63 i nazwą modelu od dziecka powodowało u mnie przyspieszone tętno i spłycony oddech. I nagle pojawia się on: majestatyczny, niczym wykuty z marmuru, posągowy AMG GLE 63 S 4Matic +. W tym zestawieniu nie jest najmocniejszy, ani najszybszy, ale moc 612 KM i moment obrotowy 850 Nm stawiają go na równi z resztą stawki. Auto przyspiesza w 3,8 s do 100 km/h, a prędkość maksymalna ograniczona została do 280 km/h. Parametry techniczne każą jednak przypuszczać, że auto ma potencjał, by pojechać jeszcze szybciej, ale może faktycznie lepiej trzymać bestię na krótkiej smyczy.

AMG znane są z tego, że szybko rozprawiają się oponami, szczególnie tymi, na tylnej osi. Żywiołem aut z Affalterbach jest pokonywanie zakrętów bokiem w kłębach siwego dymu i nie inaczej będzie z AMG GLE 63 S, tylko w przypadku tego SUV-a płoną również opony na przedniej osi. Auto niszczy gumy ekspresowo, ale kto by się tym przejmował. To trochę tak, jakby mistrz świata w biegu na 400 m Wayde van Niekierk, w trakcie finałowego biegu musiał zmienić buty i mimo to wygrał, a po biegu wskoczył do koła i zrobił rekord świata w rzucie młotem. Bo tak. I zgadzam się na te wszystkie napędzane elektrycznymi silnikami wynalazki, byleby Mercedes mógł dalej produkować swoje nieprzyzwoite samochody.

Jeep Grand Cherokee Trackhawk – Steven Seagal, czyli karate i wolnoamerykanka w jednym

Kto wymyślił SUV-y? Odpowiedź jest oczywista: Amerykanie! A z czym kojarzy się amerykańska motoryzacja? Z ogromnym silnikiem V8 o przerażającej mocy i soczystym brzmieniu. Co należało więc zrobić, by wyróżnić amerykańskiego SUV-a z tłumu innych amerykańskich SUV-ów? Znów dobra odpowiedź! Należało dać mu silnik o jeszcze większej pojemności, jeszcze większej mocy i zmienić go w Muscle Cara, siejącego postrach wszędzie, gdzie się pojawi. Grand Cherokee SRT Trackhawk jest jak Steven Seagal na dopalaczach, który w niecałe 4 sekundy dopadnie do twojego gardła, szybkim kopniakiem pozbawi cię oddechu, położy na łopatki i tylko dobry refleks pozwoli ci na natychmiastowe odklepanie i zakończenie walki.

Pod maską tego olbrzyma pracuje doładowany kompresorem 8-cylindrowy agregat o pojemności 6,2 l i mocy 707 KM!!! Na stronie producenta przeczytacie opis: „Doładowany silnik 6.2 HEMI V8 z systemem kontroli startu i rezerwą momentu obrotowego…”, proszę tylko bez żartów. Z rezerwą momentu obrotowego? Dlaczego z rezerwą? Ja nie chcę rezerwy, ja chcę cały moment! Teraz! Włączcie więc system kontroli startu i poczujcie się jak wystrzeleni z armaty przez 875 Nm momentu obrotowego. 3,7 sekundy do 100 km/h i ¼ mili w 11,4 sekundy to wartości wręcz niedorzeczne i trudne do opisania. Po pierwsze dlatego, że siła wgniatająca w fotel odbiera na chwilę oddech, a po drugie huk silnika zagłusza myśli. Dopiero po dłuższej chwili będziecie w stanie wydusić z siebie jakieś słowa i gwarantuję wam, że nie będzie to „dwunastozgłoskowiec”, ani inna perła romantyzmu. Ten samochód nie powinien w ogóle powstać, a jednak istnieje i niesie sztandar „Stars and Stripes” sławiąc imię swojego kraju.

Porsche Cayenne Turbo S e-hybrid Coupe – Hi-Tech na bieżni

Na pytanie, czy można szybciej, precyzyjniej i wydajniej on zawsze odpowie, że tak i że to tylko kwestia nastawienia, optymalizacji ćwiczeń i samokontroli. Prawda leży jednak znacznie głębiej. Porsche Cayenne Turbo S e-hybrid Coupe to jeden z tych sportowców, za którymi stoi sztab inżynierów, speców od dynamiki ruchu, diety, wydajności i wydolności. Jest mistrzem świata, mistrzem olimpijskim i sportowcem XXI wieku. Jest ulubieńcem tłumów i obiektem westchnień rywali. Jako pierwszy pokazał, że elektromobilność może być fascynująca, a silnik elektryczny nie musi kojarzyć się jedynie z ekologią. Ten samochód jest jak Usain Bolt i Robert Lewandowski w jednym. Ma na koncie wszystkie rekordy i nieważne, czy w sprincie na 100, w biegu na 400 metrów, czy slalomie pomiędzy obrońcami w polu karnym, zawsze jest najlepszy. Ultra mistrz wspomagany najnowocześniejszą techniką.

680 KM i niebotyczne 900 Nm momentu obrotowego potrafią rozpędzić 2,5-tonowe auto do absurdalnych 295 km/h! Sprint do 100 km/h trwa 3,8 sekundy, a 160 km/h pojawi się na liczniku po 8,5 sekundy. To oznacza, że w myśl nowych przepisów prawa o ruchu drogowym stracicie prawo jazdy nim policzycie do dziesięciu! Czysty obłęd. Porsche Cayenne ma także drugie oblicze. Potrafi być opanowane i subtelne jak rumuńska gimnastyczka. Gdy zajdzie potrzeba, umie bezszelestnie i z gracją poruszać się po drodze, a dzięki elektrycznemu silnikowi nie emituje do atmosfery nawet grama CO2. Jest tak ekologiczny, że MKOL mógłby zorganizować dla niego Igrzyska Olimpijskie na lodowcach Islandii, a po imprezie nie zostałby nawet najmniejszy ślad.

Każdy z prezentowanych samochodów należy do absolutnej ekstraklasy i bez względu na to, które wybierzecie dla siebie, będziecie zadowoleni. W tym zestawieniu nie ma jednoznacznego zwycięzcy, czy oczywistego przegranego. Każde z nich jest też inne i prezentuje różne wartości. Najlepiej byłoby mieć je w garażu wszystkie naraz i korzystać z każdego według dnia tygodnia, humoru, czy pogody. Sportowe SUV-y są pokazem możliwości inżynierów i efektem technologicznego wyścigu zbrojeń. Ciekawy jestem, czym zaskoczą nas jeszcze konstruktorzy, bo przecież „apetyt rośnie w miarę jedzenia”.

ZOBACZ: AUTA Z DUSZĄ: Aston Martin, czyli auta tworzone w białych rękawiczkach [ZDJĘCIA]

CZYTAJ WIĘCEJ: Robin Rogalski w ELLE MAN: Krok do Formuły 1 [WYWIAD]

WIĘCEJ MOTO: Mazda 3 inna niż wszystkie. Dobrze jest się wyróżniać, ale trzeba to robić z klasą [MOTO PIĄTEK]