Albert Dyrlund zmarł w wyniku obrażeń jakich doznał po upadku z góry Seceda w Val Gardena, gdzie pracował nad nowym filmem. Duńczyk stojąc na szczycie, spadł 656 stóp (ok. 200 metrów) w przepaść. Jak poinformował włoski nadawca Rai, na miejsce zdarzenia natychmiast został wysłany śmigłowiec ratunkowy. Niestety, mimo starań, życia mężczyzny nie udało się uratować. „Jesteśmy pogrążeni w głębokim żalu, ale chcielibyśmy, żeby jego fani dowiedzieli się o wypadku” - potwierdziła jego matka w rozmowie z serwisem TV2. Vibe Jørger Jensen zaapelowała jednocześnie o uszanowanie czasu żałoby i prywatności rodziny.

 

Dyrlund cieszył się dużą popularnością w mediach społecznościowych. Instagramowy profil 22-latka obserwowało ponad 230 tys. osób, natomiast jego kanał na YouTube, na którym zamieszczał swoje teledyski i skecze komediowe, subskrybowało 175 tys. użytkowników. W 2018 roku Dyrlund wystąpił w wielokrotnie nagradzanym filmie komediowym „Team Albert”, opowiadającym historię licealisty, który w ciągu jednego dnia chce zostać gwiazdą YouTube.

„Sommer” to jedna z ostatnich produkcji Alberta:

Tragiczna śmierć 22-latka poruszyła cały świat i ponownie wywołała dyskusję o zbyt dużym ryzyku podejmowanym przez youtuberów oraz influencerów, którzy zrobią wszystko dla kilku chwil sławy, subskrypcji i lajków. Przypomnijmy, że to kolejny taki przypadek w ciągu ostatnich tygodni. Na początku lipca popularna instagramerka z Hong Kongu weszła na krawędź wodospadu, skąd chciała sobie zrobić zdjęcie. Niestety, poślizgnęła się i spadła. Sophia Cheung zmarła w wyniku rozległych obrażeń.