Pacjenci, którzy przychodzą do mnie na terapię, uważają, że coś z nimi – albo z ich związkiem – jest nie tak, bo nie uprawiają seksu tak często, jak powinni. Jeśli nie martwią się częstotliwością, to trapi ich sprawność albo „sprzęt”, brak pociągu, uczucie, że nie są pożądani, lub fakt, że często woleliby masaż niż zrobić „to” z partnerem. Oczywiście seks nie jest dla nas tak naturalny, normalny czy prosty jak np. fruwanie dla ptaka. Niezliczone zaszłości z dzieciństwa mogą blokować pobudzenie i nasycić naszą seksualność niepokojem, lękiem, wstydem i zażenowaniem. Prawda jest taka, że życie erotyczne każdego człowieka jest równie niepowtarzalne jak linie papilarne. Każdy musi sam się w nim odnaleźć.

Ludzie oddają swoje ciała z wielkimi oporami i lękiem, a szczególnie trudne jest to w małżeństwie. Pomimo poczucia bezpieczeństwa, jakie stwarza bycie w stałym związku, niełatwo o „udane życie seksualne” (cokolwiek to oznacza) z osobą, z którą się jest związanym od lat. Cała masa poradników i rozmaitych gadżetów obiecujących ożywienie pożycia może jeszcze pogorszyć sytuację, jeśli nie zadziałają. A gdy gra w uciekającego i ścigającego odbywa się w sypialni, często prowadzi do impasu tak bolesnego, że zarówno ścigający (który próbuje zainicjować seks), jak i uciekający (który nie okazuje zainteresowania) boją się nawet położyć do łóżka.

Mam nadzieję, że kilka poniższych zasada pomogą ci pozbyć się „strażników seksualności”, zwłaszcza tych, którzy na stałe zajęli miejsce w twoim umyśle. Moje propozycje ułatwią ci też wyrwanie się z pewnych łóżkowych schematów. Jeśli którakolwiek z tych zasad wprawi cię w przygnębienie, po prostu ją zignoruj. W sprawach własnego ciała i tego, w jaki sposób chcesz je ofiarować partnerowi, ty jesteś najlepszym ekspertem.

Zasada nr 1: Nie mów „gra wstępna”

Określenie „gra wstępna” sprawia wyłącznie kłopoty, więc wyrzuć je ze swojego słownika seksualności. Sugeruje ono, że wszelkie pieszczoty, które nie są stosunkiem czy orgazmem, same w sobie nie mają żadnego znaczenia, a są jedynie wstępem do wielkiego finału.

Kto jest uprawniony do tego, by decydować, co jest wielkim finałem? Seksuolog Marty Klein powiedział: Wyobraź sobie, że idziecie z partnerem do luksusowej restauracji słynącej z pysznych deserów. Oboje ze smakiem zajadacie przystawki, sałatka jest wyborna, a danie główne rewelacyjne. Kiedy jednak przychodzi do zamawiania deseru, kelner oznajmia, że niestety się skończył. Przeżywacie wtedy gorzkie rozczarowanie, wasze poczucie wartości się obniża i dopada was dojmująca świadomość poniesienia porażki. Jeszcze przed chwilą rozkoszowaliście się posiłkiem i swoim towarzystwem, ale teraz dochodzicie do wniosku, że ta kolacja była do niczego. Wracacie do domu przygnębieni.

Klein mówi, że w podobny sposób ludzie oceniają swoje doświadczenie seksualne – na podstawie tego, co się dzieje (lub nie dzieje) na końcu. W niektórych ankietach dotyczących seksualności pojawia się pytanie, jak często ludzie „to robią”. Pomijana jest złożoność intymności fizycznej i rozkoszy erotycznej. Część ludzi dość łatwo osiąga orgazm, ale uprawiają seks w sposób mechaniczny lub bezosobowy. Inni rzadko przeżywają orgazm lub nie lubią penetracji, ale uwielbiają intymność, erotyzm i fizyczną bliskość z partnerem. Przepadają za całowaniem się, przytulaniem, obejmowaniem się we śnie i świetnie bawią się w łóżku, niekoniecznie koncentrując się na stosunku czy orgazmie. Jak to ujął jeden z moich znajomych szczęśliwych w małżeństwie: Gdybym się zafiksował na tym, że za każdym razem muszę przeżyć orgazm, stałoby się to moją wielką obsesją i nie pozwoliłoby mi cieszyć się cudownym seksem z żoną.

Wiele par łączy silna więź erotyczna, nawet jeśli mężczyzna nie może utrzymać erekcji, kobieta nie próbuje za wszelką cenę mieć orgazmu albo kiedy jeden z partnerów (lub oboje) dotyka poważna choroba lub kalectwo. Stwórz własną, elastyczną, luźną definicję tego, co dla ciebie oznacza „uprawianie seksu”. Nie przyjmuj innych definicji „prawdziwego” czy „udanego” seksu.

Zasada nr 2: Eksperymentuj

Susie Bright, autorka poradników seksualnych, zauważa, że dorośli często infantylnie reagują na nowe praktyki seksualne – zupełnie jak dziecko, które dostaje na obiad warzywo, jakiego jeszcze nigdy nie jadło:

  • Ależ to obrzydliwe!
  • Kochanie, przecież nigdy nawet tego nie próbowałaś!
  • Nie szkodzi. I tak mi się to nie podoba!

Nie wolno zmuszać się do czegoś, co cię odstręcza, choć czasami warto zgodzić się na eksperyment – zwłaszcza jeśli masz kochającego i wyrozumiałego partnera. Elizabeth, jedna z moich pacjentek, nie cierpiała seksu oralnego. Sama myśl o nim wydawała się jej tak obrzydliwa, że kobieta z miejsca wykluczała takie praktyki. Nie byłby to wielki problem – niektórzy mężczyźni wręcz z ulgą przyjęliby taką postawę – gdyby nie to, że seks oralny był, według jej partnera, niezwykle istotny dla udanego życia erotycznego i poczucia bliskości. Mąż wciąż powtarzał, że jej niechęć do seksu oralnego to dla niego wielki zawód. Co zrozumiałe, denerwowało go również to, że to zawsze on poruszał ten temat.

Elizabeth nigdy nie pomyślała, że to ona powinna zacząć rozmowę i spróbować zrozumieć, jak wielką przykrość sprawia partnerowi. Po paru latach coś w tej sprawie ustalili: już nigdy nie będą o tym rozmawiać, a mąż Elizabeth starał się przeboleć tę stratę.

Pewnej nocy Elizabeth się przyśniło, że mąż uprawia seks oralny z inną kobietą. Mówił kochance, jak wiele to dla niego znaczy. - Kiedy się obudziłam, coś się we mnie zmieniło – powiedziała mi Elizabeth. – Poczułam głęboki smutek na myśl o tym, że wprowadziłam tę żelazną regułę. A ponieważ to był mój sen, może ja byłam tą kobietą – i powinnam przynajmniej spróbować nią być na jawie.

Początkowo Elizabeth zmuszała się do seksu oralnego. Nigdy nie zaliczyła go do ulubionych pieszczot, ale ku zdumieniu kobiety zaczął jej sprawiać pewną przyjemność, z czasem coraz większą. A ponieważ jedno pociąga za sobą drugie, stopniowo zaczęli coraz śmielej i z większą wyobraźnią eksperymentować w łóżku. Nie czekaj na taki przełomowy sen i już teraz zrozum dwie prawdy pozornie ze sobą sprzeczne:

  • W seksie nie zmuszaj się do niczego, na co absolutnie nie masz ochoty. 
  • Próbuj (dla siebie i twojego partnera) robić nowe rzeczy, których wolałabyś nie robić.

Żaden ekspert ci nie powie, którego dnia wykorzystać jedną z tych rad. Ale z pewnością pamiętanie o nich, ciekawość i otworzenie się na coś nowego przyniosą ci same korzyści.

Zasada nr 3: Uznaj swoje fantazje seksualne za coś normalnego

Każda twoja fantazja seksualna dotycząca partnera jest normalna. Małżonkowie często są skłonni zrobić „wszystko”, by zwiększyć podniecenie lub przeżyć prawdziwą ekstazę. Nikt nie doświadcza orgazmu, kiedy wyobraża sobie, że spaceruje z partnerem po plaży w blasku księżyca. Partner może być twoim najlepszym przyjacielem, którego kochasz najbardziej na świecie, ale nie musi to oznaczać, że to o nim fantazjujesz, gdy próbujesz się podniecić lub mieć orgazm.

Do seksu trzeba dwojga, ale do przeżycia orgazmu wystarczy jedna osoba, której na tym zależy. Niektórzy nie muszą fantazjować, gdy oddają się rozkoszom. Inni podczas uprawiania seksu otwarcie opowiadają partnerowi o swoich fantazjach. Jeszcze inni myślą o zewnętrznych pokusach lub snują fantazje tak dziwne i szalone, na jakie tylko pozwala im wyobraźnia.

Tematyka twoich fantazji nie musi się w żaden sposób łączyć z tym, czego rzeczywiście pragniesz. Możesz doprowadzić się do orgazmu, wyobrażając sobie, że twoja dentystka przywiązuje cię do fotela i zmusza do seksu, ale gdyby w realnym życiu taka sytuacja mogła się wydarzyć, uciekałbyś, gdzie pieprz rośnie. Twoje fantazje nie świadczą też o tym, jak bardzo kochasz swoją partnerkę. Pochodzą z podświadomości i nie mają nic wspólnego z twoją zdolnością do miłości i bliskości. Nie są oznaką nielojalności wobec partnera i nie oznaczają, że jesteś zboczeńcem. Fantazje to po prostu fantazje.

9 podstawowych zasad udanego związku [CZĘŚĆ 2] już wkrótce na elleman.pl

Artykuł jest częścią książki Harrier Lerner pt. „Sto zasad udanego związku”

Książka ta to prawdziwa skarbnica życiowych, praktycznych porad, dla par, które w relacji ze sobą chcą zachować zdrowy rozsądek, odwagę i radość. Jedna z najbardziej popularnych i uznanych amerykańskich terapeutek małżeńskich podpowiada, jak poradzić sobie z większością problemów pojawiających się w stałym związku.

Harriet Lerner - jedna z najbardziej popularnych i uznanych amerykańskich terapeutek małżeńskich. Jest szanowanym naukowcem w dziedzinie psychologii kobiety i rodziny, autorką bestsellerowych poradników i wielu innych poczytnych książek, które wyszły w łącznym nakładzie ponad pięciu milionów egzemplarzy. Jako psycholog kliniczny prowadzi prywatną praktykę, jest też cenioną mówczynią, konsultantką i organizatorką warsztatów.