Większość z nas porusza się autem w miastach i na krótkich odcinkach, dlatego też lepiej jest, jeśli samochód zachowa kompaktowe rozmiary. Ale czy auto do jazdy do pracy i wożenia dzieci do szkoły na zajęcia dodatkowe musi być nudne? Oczywiście, że nie… Powiem więcej, takie auto powinno być ładne, zadziorne, w jaskrawym kolorze - tak, by jako element miejskiej dżungli wnosiło do naszego życia coś ciekawego. I wygląda na to, że 5 takich samochodów udało mi się znaleźć!

Nissan Juke – kwintesencja mody przez duże „M”

O tym samochodzie mógłbym napisać powieść i sprzedać ją w ogromnym nakładzie. Jeśli miałbym wybierać samochód do miasta, to byłby to mój pierwszy wybór. W tym zestawieniu nie jest ani najbardziej przestronny, ani najszybszy. Moim zdaniem, a to przecież mój subiektywny ranking, Juke najbardziej pasuje do dzisiejszego wzorca samochodu miejskiego. Ma fantastyczną linię nadwozia i już po pierwszych kilometrach czułem, że skupia na sobie wzrok innych kierowców, ale i pieszych. Oglądają się za nim głównie kobiety, co uznaję za dobry znak, szczególnie, że to ja siedziałem za kierownicą, a jak już wspomniałem przy okazji mojego rankingu zeszłorocznych premier, obecna generacja jest pierwszą, za kierownicą której bez problemu może pokazać się facet. Moim kolorem jest co prawda burgundowy z czarnym dachem, który w odpowiednim świetle zmienia się w obłędny śliwkowy (tak, znam więcej niż tylko trzy kolory podstawowe!), ale zdaję sobie sprawę, że najczęściej wybieranym będzie pomarańczowy Fuji Sunset. Na tę chwilę auto dostępne jest z jednym silnikiem, co zdecydowanie ułatwia wybór. Jednolitrowy motor o mocy 117 KM nie jest może demonem prędkości, ale czy do miasta potrzebujemy wyścigówki? Fantastyczne jest za to wnętrze wykończone Alcantarą. Jest tak miłe w dotyku, że chciałoby się nim stać w korku godzinami, tym bardziej, że na pokładzie znajduje się system audio Bose z głośnikami w zagłówkach przednich dających efekt szerokiej sceny muzycznej. Nissan Juke ma także bardzo duży - jak na tę klasę - bagażnik o pojemności 422 litrów. Jeśli jesteście technologicznymi freakami, zainteresuje was z pewnością możliwość współpracy multimediów ze smartfonem. Dzięki specjalnej aplikacji będziecie mogli przesłać trasę do nawigacji zanim wsiądziecie do auta, a także znaleźć swój samochód, jeśli zbytnio zaszalejecie na zakupach. Bywa przydatne w centach handlowych i na dużych parkingach.

Renault Captur – jeśli w weekendy uciekasz z miasta

Ten samochód jest najgroźniejszym konkurentem dla Nissana Juke, choć tak szczerze powinienem napisać, że jeśli zabrakłoby Nissanów, to Renault Captur byłby moim drugim wyborem do miasta. To auto jest bliźniakiem technologicznym japońskiego crossovera, ale producent postarał się, by był kompletnie inny i poza nazwą nie miał nic wspólnego z poprzednią generacją. To auto kompletne, bardzo dojrzałe i niezwykle przemyślane. To także jedyne auto w tym porównaniu, którym wybrałbym się w dłuższą trasę. Ma obszerne wnętrze, które wygodnie pomieści 4 dorosłe osoby i ogromny bagażnik, który jednym ruchem można powiększyć do niebotycznych w tej klasie 536 litrów! Oczywiście wiąże się to z utratą miejsca na nogi pasażerów siedzących na tylnej kanapie, ale nawet standardowe 420 litrów robi wrażenie. Auto dostępne jest z kilkoma silnikami, z których optymalnym wydaje się 1.3 TCe o mocy 130 KM, koniecznie z automatyczną skrzynią biegów. Auto w tej konfiguracji jest bardzo zwinne i nie męczy się na trasie nawet z kompletem pasażerów. Dla często podróżujących alternatywą będzie półtoralitrowy diesel o mocy 116 KM, który praktycznie nie zużywa paliwa! Wynik w okolicach 3 l/100 km nie jest wielkim wyczynem. Captur otrzymał także nowe multimedia, które zapewniają łączność ze smartfonem.

Citroen C3 Aircross – tam, gdzie ulice mają dziury

To kolejny po Capturze francuski maluch godny polecenia do miejskiego użytku. Ze względu na swoją radosną „twarz” jest autem innym niż wszystkie. Wygląda trochę jak pluszowa maskotka z wielkimi oczami, którą chciałoby się przytulać. Dostępny jest w kilku jaskrawych kolorach, z których najciekawsze to „Spicy Orange” i „Rouge Pepper”. Ciekawie wygląda także w kolorze białym, pod warunkiem, że wzbogacimy go o opcjonalne kolorowe dodatki, takie jak obwódki reflektorów, listwy, lusterka, a nawet dach w innym kolorze. Pod maską Citroena C3 Aircross najlepiej sprawdzi się trzycylindrowy silnik 1.2 Pure Tech o mocy 110 KM. To bardzo dynamiczna i oszczędna jednostka, wielokrotnie nagradzana przez niezależnych ekspertów. Ale uważajcie na wersję z automatyczną skrzynią biegów. Jest genialnie komfortowa, ale traktowana mocno prawą stopą, lubi wybić. Tyle że nie kupuje się Citroena, by jeździć nim w rajdach. I choć nie jestem w stanie odeprzeć argumentu zdobycia przez Sebastiena Loeba wraz z Citroen Total World Rally Team 9 tytułów Mistrza Świata w Rajdach WRC, to i tak będę się trzymał swojej wersji. Nawet po morderczym rajdzie Wielkiej Brytanii francuski kierowca ze swym pilotem Danielem Eleną wyglądali na najbardziej wypoczętych w całej stawce. Jeśli w waszym mieście remonty nawierzchni są dopiero w planach, to nie wyobrażam sobie, żebyście nie kupili tego Citroena.

Jeep Renegade – jeśli twoim miastem jest… las

No chyba, że mieszkacie na Dzikim Zachodzie, albo w zachodniej Syberii. Wtedy jedynym słusznym wyborem wydaje się Jeep Renegade. Jako jedyny w stawce dostępny jest z napędem na wszystkie koła. Co prawda wersja Longitude kosztuje odrobinę ponad 100 tysięcy złotych, ale jeśli wciąż uważacie, SUV to samochód w teren, to nie możecie go nie nabyć. On swoje dziedzictwo ma wymalowane na twarzy i to dosłownie. Wszędzie znajdziecie odwołania do historii i pierwszych Jeepów walczących o naszą wolność na wszystkich frontach II Wojny Światowej. Sam wygląda jak mały czołg i siedząc za kierownicą, poczułem się jak by był na wojnie. Mała, pionowo ustawiona szyba przednia i długi płaski dach sprawiły, że od razu zacząłem nucić „Deszcze niespokojne” i brakowało mi tylko psa, bo pozostałych trzech pancernych znalazłem bez najmniejszego problemu. Można go nawet zamówić w wersji ze zdejmowanym metalowym szyberdachem, a 180 KM sprawi, że nie nic i nikt nie będzie was w stanie zatrzymać. Renegade dostępny jest w także w ciekawych konfiguracjach kolorystycznych z żółtym włącznie, ale ja wybrałbym go w wojskowym, zielonym macie Matte Green. Jedynie bagażnik mógłby być większy. Na co dzienne zakupy wystarczy, ale jeśli dostaniecie powołanie do służby, będziecie w stanie zapakować do niego niewiele więcej niż zapasowe onuce, menażkę, saperkę i scyzoryk Victorinox.

Volkswagen T-Cross, czyli haute-couture po niemiecku

Jeśli ma być obiektywnie, to naprzeciw aliantów w sprawnych jeepach stali Niemcy. Jak pamiętacie z serialu „Allo, Allo!” pułkownik Gruber poruszał się po francuskiej prowincji swoim małym czołgiem. Ale czy niemiecka motoryzacja może być modna? Ostatnimi znanymi mi modnymi Niemkami były Claudia Schiffer i Heidi Klum, ale ja przecież wolne wieczory spędzam w garażu, więc się nie znam. Jest jednak na rynku niemieckie auto, które można uznać za modne. Bo przecież Marlene Dietrich też była modna, uchodziła za wzór szyku i elegancji. Zaryzykuję więc i do swojego porównania wkomponuję Volkswagena T-Cross. To bardzo ułożone i praktyczne auto, ale jeśli chcecie zaszaleć, możecie zamówić go z pakietem Energetic Orange, który obejmuje nie tylko felgi w moim ulubionym cytrusowym kolorze, ale także przeszycia foteli i deskę rozdzielczą. Przyznacie sami, że to istne szaleństwo w porównaniu z tym, do czego przyzwyczaili nas producenci z kraju leżącego między Renem i Odrą. Jeśli chodzi o silnik, to moim typem jest naturalnie 1.5 TSI. Nie zużywa więcej paliwa niż 115-konny 1.0 TSI, a zapewnia osiągi iście sportowe. Jest przy tym dobrze wyciszony, a sprężyste zawieszenie nadąża za możliwościami silnika.

Moda jest crossoverem

Na rynku dostępnych jest jeszcze kilka aut, które z pewnością mogłyby znaleźć się w tym porównaniu. Nie mogę zakończyć tego tekstu bez wymienienia kilku z nich. Są nimi Fiat 500X, który jako przedstawiciel włoskiej szkoły designu z pewnością byłby dobrym pretendentem do miana najmodniejszego oraz Toyota C-HR. To auto nie znalazło się w tym porównaniu tylko dlatego, że poniżej kwoty 100 tysięcy złotych kupicie jedynie podstawową wersję Comfort z benzynowym silnikiem 1.2 Turbo. Dobrze wyposażone wersje hybrydowe z nowym silnikiem Dynamic Force o mocy 184 KM przekraczają z nawiązką założony budżet. Na rynku pojawił się także nowy Peugeot 2008, który z pewnością zamiesza na rynku, ale jeszcze nim nie jeździłem, a opisywanie katalogu nie byłoby wobec was uczciwe. Widać jednak, że Francuzi są mocni nie tylko w modzie tekstylnej, ale także w tej użytkowej i z pewnością, gdybym nie ograniczał się ceną, mógłbym z modelem DS3 Crossback zamknąć całe porównanie w ramach samochodów pochodzących z jednego kraju.