Są wśród nas tacy, którzy plakat z Lamborghini  Aventador SVJ Roadster zamienili na realny egzemplarz w garażu. Bez dwóch zdań gratulujemy. Są jednak i tacy, których droga do motoryzacyjnych marzeń jeszcze się nie zakończyła, albo jest po postu krótsza… To dla was przygotowałem mały przegląd najciekawszych hothatchy, które miały swoje premiery w minionym roku. Każdy z nich zasługuje na uwagę. I każdy fan motoryzacji znajdzie tu coś dla siebie.

Renault Megane RS Trophy

To mocniejsza wersja ulubieńca fanów szybkiej jazdy. Samochód pozostał typową „przednionapędówką”, ale układ jezdny musi poradzić sobie z mocą aż 300 KM. Producent zastosował w tym modelu mechanizm różnicowy o zwiększonym tarciu, tak zwaną „szperę”, która rozdziela moc na poszczególne koła uwzględniając ich przyczepność. Auto otrzymało dodatkowo tylną oś skrętną, na czym zyskała nie tylko zwrotność na parkingu, ale i trakcja w zakrętach. To auto zostało stworzone, by w tygodniu jeździć nim do pracy, a w sobotę poszaleć na torze. Z tego zadania wywiązuje się nad wyraz dobrze. Dwusprzęgłowa skrzynia biegów DCT pozwala na spokojną jazdę w korku, by w ułamku sekundy zmienić tego hatchbacka w kulę ognia. Fantastyczna trakcja i precyzja prowadzenia łączą się tu z wywołującymi dreszcze grzmotami generowanymi przez układ wydechowy. Fotele doskonale podtrzymują ciało i są na tyle wygodne, by odbyć w nich kilkusetkilometrową podróż. Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to nieco przestarzale już multimedia i niezbyt intuicyjna ich obsługa. Ta w nowym Clio jest o wiele lepsza i z pewnością doczekamy się jej także w większym Megane.

BMW M135i

O tym samochodzie mogliście przeczytać już tydzień temu w obszerniejszym materiale, ale skoro mowa o szybkich Compactach, nie mogłem go pominąć. BMW od zawsze kojarzone jest ze sportem. Formuła 1, wyścigi długodystansowe, DTM. To dziedzictwo ma odzwierciedlenie w normalnym życiu, a samochody spod znaku „M” licznie reprezentują markę na ulicach także polskich miast. W większości występują jednak w nadwoziach coupe czy czterodrzwiowych liuzyn, a ostatnio nawet SUV-ów (SAV w nomentkaturze BMW). Na rynku pojawiła się jednak nowa seria 1, która od początku dostepna jest jako 306 konna wersja M135i. Samochód ma napęd na wszystkie koła i fantastyczna trakcję. Jest bardzo szybkie, ale tez łatwe w prowadzeniu. To taki samochód, w którym możesz być mistrzem kierownicy, bo technologia pomaga ci być dobrym i nie chce cię zabić. Wykonanie i materiały wykończeniowe są tu na najwyższym poziomie, bo to przecież wciąż BMW, a nowa architektura inżynieryjna sprawiła, że mieszczą się w nim 4 dorosłe osoby wraz z weekendowym bagażem. Osiągi? Pierwsze 100 km/h pojawia się na liczniku po 4,8 sekundy, a prędkość maksymalna została ograniczona elektronicznie do 250 km/h. BMW M135i jest bardzo szybkie i bardzo łatwo się je prowadzi. Może nawet trochę zbyt łatwo…

Abarth 695 Rivale

Co prawda ten samochód nie jest klasycznym hatchbackiem, to jednak nie mogłem odmówić sobie umieszczenia go w tym zestawieniu. Fiat od zawsze specjalizował się w produkcji małych samochodów i to do tego stopnia wryło się w pamięć klientów, że chyba żaden z większych modeli nie odniósł rynkowego sukcesu. Oczywiście poza rodzimym 125p i cudownym, kultowym 131 Mirafiori. W Turynie widać zdają sobie sprawę z tego faktu, a po ulicach co chwilę przemyka kolejna „pięćsetka”. Jest jednak auto, które jest niekwestionowanym królem wszystkich fiatów 500. To jego produkcją zajmuje się Abarth, a nazwa handlowa to 695 Rivale. 180 KM pod maską tej pchełki i sztywne zawieszenie sprawiają, że mamy do czynienia z fun carem, obok którego nikt nie przejdzie obojętnie. Rozsuwany, brezentowy dach czyni z nadwozia ciekawe cabrio, a sportowego sznytu dodaje ciekawe malowanie, efektowne felgi i napompowane błotniki. To nie tylko auto do kochania, ale i do bardzo szybkiej jazdy. Osiągi ograniczone zostały nieco poprzez bardzo specyficzną konstrukcję skrzyni biegów. To skrzynia manualna, ale sterowana automatycznie. Nie wchodząc w szczegóły techniczne, napiszę tylko, że aby czerpać pełną przyjemność z jazdy Abarthem, potrzeba czasu i przyzwyczajenia, ale zdecydowanie warto, bo 695 Rivale jest jednym z najfajniejszych samochodów, jakimi jeździłem w zeszłym roku.

MINI John Cooper Works

Tego malucha nie trzeba nikomu przedstawiać. Od 1959 roku jest ikoną sportu i synonimem auta, które daje pierwotną radość z jazdy. W XXI wieku oczekujemy od samochodu już czegoś więcej niż tylko 4 kół i mocnego silnika, ale nowe MINI wciąż przypomina o radości jaką daje jazda samochodem. 231 KM dla niektórych może wydawać się niewielką mocą jak na hothatcha, ale to nie moc, lecz jej stosunek do masy pojazdu ma największy wpływ na wrażenia za kierownicą. I tu MINI pokazuje, jak powinno się produkować sportowe maluchy. Nie wiem, jak udało się im odrodzić tę pierwotną radość prowadzenia, ale grunt, że to działa. John Cooper Works jeździ jak szalony. Jest niewiarygodnie zwrotny i bardzo szybki. Jest do tego ostentacyjnie głośny i cały czas prowokuje, by wcisnąć „gaz do dechy”. W przypadku tego samochodu trudno mówić o przesadnej wygodzie. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że inżynierowie podczas pracy zapomnieli o komforcie, ale za to właśnie kocham MINI. Ono niczego nie udaje. Jest małe, ciasne i bardzo szybkie. A jeśli komuś brakuje komfortu i mocy, to w salonie zdecydować się może na 300-konne MINI Clubman. Będzie szybko i komfortowo. A jeśli czytasz ten tekst z obrzydzeniem i w masce antysmogowej (choć jeśli dotrwałeś do tego miejsca, to zapewne tak nie jest) to w już w marcu do salonów trafi w pełni elektryczne MINI Cooper SE o mocy 184 KM. Będzie równie ekscytująco, ale już żadna wiewiórka nie upuści swojego orzecha.

Ford Fiesta ST2

Na koniec samochód, bez którego żadne zestawienie nie miałoby sensu. Jeśli myślimy hothatch, to przed oczami staje nam kilka kultowych już modeli, a wśród nich Ford Fiesta ST2. Legitymuje się mocą jedynie 200 KM, ale to bardzo wydajny agregat, wywołujący uśmiech, gdy tylko budzi się do życia. Zaskoczeniem może być fakt, że półtoralitrowy silnik benzynowy Eco Boost ma tylko 3 cylindry, ale Ford udowodnił już w przypadku Focusa, że opanował do perfekcji niełatwą sztukę łączenia osiągów z trwałością podzespołów. Fiesta ST2 jest jednym z lepiej, jeśli nie najlepiej prowadzącym się samochodem w swoim segmencie. Jest w nim bardzo dużo dojrzałości i czuć w nim, że kierownica faktycznie połączona jest z kołami. Ford jest mistrzem w budowaniu układów jezdnych i moja opinia nie jest odosobniona. Znam nawet kilku dziennikarzy, którzy mają bądź mieli Fiestę ST prywatnie (ten co miał, jest już stary i ma chore plecy, dlatego przesiadł się do SUV-a). Nowa Fiesta zachowała wszystko to, za co kochaliśmy jej poprzedniczki, czyli precyzję prowadzenia, sztywne zawieszenie i doskonałą przyczepność. Tak bardzo drwi z praw fizyki, że w ciasnych, szybkich zakrętach podnosi jedno z tylnych kół… Do tego brzmi bardzo poważnie, zupełnie nie jak radosny szczeniak. Doskonale sprawdzi się w mieście i na krótkich dystansach. Jesteście szczęściarzami, jeśli będziecie mogli połykać nią dolnośląskie serpentyny.

Szybkich samochodów wciąż przybywa i to wbrew wszystkim EKO trendom. Cześć z nich z pewnością będzie ewoluować w kierunku hybryd, a nawet elektromobilności, ale póki co, wciąż możemy cieszyć się motoryzacją, którą kochamy najbardziej. Na pewno w tym zestawieniu brakuje wielu klasowych przedstawicieli hothatchy. Ale jeśli ma to być mój subiektywny wybór aut tego segmentu, to tak on właśnie wygląda.