Choć określenie „miejsca nawiedzone” najczęściej kojarzy się z licznie rozsianymi po naszym kraju mniejszymi i większymi zamkami, to rzekome duchy kryjące się w niegdysiejszych siedzibach możnych są zazwyczaj wymysłami ich obecnych zarządców, pragnących przyciągnąć do siebie turystów. W naszym kraju nie brakuje jednak miejsc pozornie mniej okazałych, ale wywierających często o wiele mocniejsze wrażenie, niż wspomniane zamki.

Totenburg

Totenburg to wybudowane w latach 1936-1938 przez nazistów mauzoleum, które miało upamiętniać śmierć 170 tysięcy Ślązaków poległych podczas I wojny światowej, ofiary wypadków w kopalniach i lokalnych bojowników ruchu narodowo-socjalistycznego. Na tym jednak funkcja wałbrzyskiego budynku się nie kończyła. Oficjalnie budynek nosił nazwę „Schlesier Ehrenmal”, czyli „śląskie mauzoleum”, ale określano (i nadal określa się) go mianem Totenburga, czyli „grodu śmierci”. W tym miejscu organizowane były nazistowskie uroczystości, gromadzili się tu także zafascynowani okultyzmem członkowie SS (choć trudno znaleźć dowody, które by to stuprocentowo potwierdzały). Wewnątrz prostokątnego budynku znajduje się dziedziniec, na którego środku stała niegdyś kolumna – na jej wierzchołku płonął ogień, a u podstawy miała cztery postacie lwów z otwartymi paszczami. Obecnie budynek jest pozbawiony symboliki związanej ze zbrodniczym systemem, ale stanowi pomnik trudnej i niejednoznacznej historii tego regionu.

Kaplica czaszek

Znajdująca się w będącej częścią Kudowy-Zdroju dzielnicy Czermna kaplica jest najprawdopodobniej najbardziej upiornie wyglądającym zabytkiem w naszym kraju. Ściany i sklepienie wnętrza barokowej kaplicy pokrywa około 3 tysięcy ciasno ułożonych czaszek i kości ludzkich, ofiar wojen oraz epidemii chorób zakaźnych. Kolejne około 20-30 tysięcy szczątków ludzi umiejscowiono w krypcie pod kaplicą. Jej pomysłodawcą i twórcą jest ksiądz Wacław Tomaszek, który w drugiej połowie osiemnastego wieku pełnił w Czermnej funkcję proboszcza i pewnego dnia przypadkiem natknął się na ludzkie szczątki, pogrzebane płytko nieopodal kościoła. Były to kości ofiar wojen na ziemi kłodzkiej, prawdopodobnie z czasów wojny trzydziestoletniej, prusko-austriackiej i szerzących się po niej epidemiach cholery w XVII i XVIII w. Kaplica jest dostępna dla zwiedzających, ale raczej tych o mocniejszych nerwach.

Bromierzyk

Wieś, która dorobiła się miana „najbardziej nawiedzonej w Polsce”. Miejsce to podobno przyciąga do siebie samobójców (stąd niekiedy można spotkać się też z określeniem „wieś wisielców”), a same nawiedzenia są tak silne, że nawet w dzień można tu usłyszeć niepokojące odgłosy, których z pewnością nie wydają z siebie leśne zwierzęta. W rzeczywistości Bromierzyk jest jednak opuszczoną wsią na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego (można o nią zahaczyć wybierając się na wycieczkę rowerową z Warszawy), która została mocno doświadczona przez historię – w tej okolicy toczono walki zarówno podczas powstania styczniowego, jak i drugiej wojny światowej. Dziś trudno dopatrzeć się pozostałości po domach i budynkach gospodarczych – o tym, że niegdyś mieszkali tu ludzie, świadczy niewielka kapliczka.

Szpital psychiatryczny w Owińskach

Ze względu na twórczość autorów kryminałów i filmów z gatunku horrorów hasło „opuszczony szpital psychiatryczny” z miejsca wywołuje pewne nieprzyjemne skojarzenia. W tym konkretnym przypadku są one jak najbardziej uzasadnione, bo placówka w leżących kilkanaście kilometrów na północ od Poznania była świadkiem przerażających wydarzeń. Po wybuchu drugiej wojny światowej zajęli ją Niemcy, którzy w ramach tak zwanej akcji T4 zamordowali około 1100 pacjentów szpitala, a następnie utworzyli w niej filię obozu koncentracyjnego Groß-Rosen. Po wojnie mieścił się tu Młodzieżowy Zakład Wychowawczy, ale on niemal dwudziestu lat budynek stoi opuszczony. Wątek tragicznych wydarzeń tego miejsca pojawił się w twórczości Stanisława Lema („Szpital Przemienienia”) oraz Jakuba Małeckiego („Przemytnik cudu”).

Kłomino

Kłomino to najbardziej znane opuszczone miasto w Polsce. Opustoszało w 1992 roku po tym, jak mieszkający tu żołnierze Armii Czerwonej wrócili do swojego kraju. O ile znajdujące się nieopodal Borne Sulinowo zostało ponownie zaludnione, o tyle Kłomino pozostawiono same sobie. Miejsce z czasem niszczało, a do czasów obecnych przetrwało zaledwie kilka budynków, które w każdej chwili mogą się zawalić. Problematyczny jest też sam dojazd do Kłomina. I choć w tym miejscu nie doszło (o ile wiadomo) do tragicznych wydarzeń, to opuszczone budynki na żywo robią duże wrażenie.