To bardzo popularne nadwozie w latach 90-tych ubiegłego wieku określało status swojego właściciela. Sedan kojarzył się jednoznacznie z limuzyną, dlatego wielu kierowców marzyło, by takim autem jeździć. W pierwszej dekadzie XXI wieku auto z „doklejonym” kufrem zeszło z pierwszego planu, a jego miejsce zajęły podwyższone kombi nazywane SUV-ami. Dziś sedan przeżywa swoje odrodzenie, ale producenci konsekwentnie omijają tradycyjną nomenklaturę, używając nazw Limuzyna, czy Gran Coupe.

BMW M235i Gran Coupe – Limuzyna, coupe i gran turismo po niemiecku

Monachijczycy, podobnie jak konkurenci ze Stuttgartu swoją wojnę o klientów prowadzą na dwóch i więcej frontach. Najważniejszy to ten, którego bohaterami są modele, których nazwy zaczynają się literą „X”, ale nie mniej ważne bitwy staczają na froncie klasycznym. Modele serii 3, 5 i 7 to absolutna klasyka i historia firmy, z której wciąż chętnie czerpią klienci, ale obok tradycyjnych limuzyn BMW ma w ofercie auta określane mianem Gran Coupe. Najnowszym dzieckiem bawarskiego koncernu jest seria 2 Gran Coupe, łącząca cechy sportowego coupe z użytecznością sedana.

Całkiem niedawno miałem okazję przetestować „Dwójkę” z mocnym, 306-konnym silnikiem benzynowym, automatyczna skrzynią biegów Steptronic i napędem na wszystkie koła xdrive. Nie będę ukrywał, że najbardziej lubię auta, których nie trzeba zbytnio zachęcać do jazdy, a M235i dało mi dokładnie to, czego oczekiwałem od BMW. Auto jest niezwykle zrywne, a pierwsze 100 km/h osiąga po niecałych 5 sekundach (4,9 s), a prędkość maksymalna została ograniczona do 250 km/h. Do tego samochód prezentuje się po prostu obłędnie! Mocno wystylizowany sedan, przepraszam, Gran Coupe jest mniejsza kopią równie cudownego M8 Gran Coupe, który skradł moje serce bez reszty, szczególnie pod względem wizualnym. M235i zachowuje się na drodze jak przyklejony.

Niestety, za sprawą napędu xdrive można zapomnieć o wygłupach, od tego jest nieśmiertelne M2, ale chętnie zabrałbym Gran Coupe na tor i sprawdził granice jego przyczepności. Układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, zawieszenie przyjemnie sztywne, a hamulce zdają się w ogóle nie męczyć. Tę radosną charakterystykę dopełnia aktywny układ wydechowy, który w trybie Sport wydaje z siebie bardzo groźne dźwięki.

Mercedes A180d – mistrz oszczędzania i porządku

Pewnie zdziwiliście się, że po ostrym wstępie z szalonym BMW przedstawiam Mercedesa ze skromnym, półtoralitrowym dieslem. Gwiazda ze Stuttgartu ma przecież ofercie wyczynowe modele sygnowane logo AMG, które są w stanie przyjąć wyzwanie na światłach od każdego konkurenta. CLA AMG 45 S 4Matic Plus dysponuje przecież mocą 421 KM i przyspiesza do 100 km/h w 4 sekundy! Mercedes jednak w świadomości klientów funkcjonuje przede wszystkim jako limuzyna, a wielu tęskni za niezniszczalnymi „Beczkami” (W123) i „Baleronami” (W124). Mam nadzieję, że nie idę za daleko, ale wydaje mi się, że właśnie po to powstała Klasa A w odmianie limuzyna z ekstremalnie oszczędnym silnikiem wysokoprężnym.

Niewielki diesel o mocy 116 KM nie jest naturalnie demonem prędkości, ale nie o to w nim chodzi. A180d limuzyna ma być przede wszystkim komfortowym sedanem do spokojnego przemieszczania się. I to właśnie słowo komfort definiuje ten samochód. Fantastycznie wygodne i wyciszone wnętrze pozwala skutecznie rozluźnić się kierowcy i pasażerom, a w tym stanie nikt nie myśli o szybkiej jeździe. Komfort, to spokojne przemieszczanie się, komfort to brak stresu, także o tankowanie, bo jeśli nie będziecie przekraczać 120 km/h, silnik spali poniżej 4 l/100 km, a przypominam, że mówimy o sedanie (limuzynie) o długości ponad 4,5 metra i rozstawie osi 2729 mm! 1000 kilometrów na zbiorniku nie stanowi więc problemu i to nawet, jeśli ten zbiornik ma pojemność jedynie 43 litry.

Stwierdzenie, że A180d nie jest demonem prędkości jest naturalnie pewną przesadą z mojej strony, bo 10,6 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalna nieco ponad 200 km/h to wartości zupełnie przyzwoite. I teraz następuje zwrot akcji, bo w konfiguratorze nie ma już Klasy A z tym silnikiem. Motor 1,5 116 KM zastąpiony został dwulitrowym o tej samej mocy. Silnik nie jest już tak spektakularnie oszczędny, ale jego pojemność bardziej pasuje klientom marki. Bo co mielibyście odpowiedzieć kumplom zapytani o serce waszego Mercedesa?

Audi A3 sedan – technika i idealne proporcje

Zapytany o najładniejszego sedana, zawsze odpowiadałem, że jest nim Audi A3. Zawsze, czyli do momentu, gdy pochodzący z Polski Parys Cybulski zaprojektował nadwozie Audi A6. Od tej chwili mam dwa ulubione sedany i są nimi właśnie te dwa modele z Ingolstadt. Co sprawia, że samochód jest ładny lub nie? Spytałem o to pana Parysa, a ten bez wahania odpowiedział, że najważniejsze są proporcje nadwozia.

Obydwa samochody mają w sobie coś takiego, że nie można przejść obok nich obojętnie i o ile większy z braci jest bardziej dystyngowany, to A3 Limousine kierowany jest do młodszych kierowców. Zadziorne, ostre linie nadwozia nadają małemu Audi sportowego charakteru, a gama silnikowa powinna zadowolić wszystkich (może zdecydowaną większość). Na jednym końcu skali stoi bowiem auto z trzycylindrowym motorem o pojemności jednego litra i mocy 100 KM, na drugim zaś ekstremalne RS3 generujące diabelskie 400 KM! Ten pierwszy z pewnością przypadnie do gustu spokojnym kierowcom, drugi… no cóż, drugi przypadnie do gustu wszystkim…

Pomiędzy nimi stoi jednak A3 z silnikiem 1,5 TFSI generującym moc 150 KM. To znana z wielu marek i modeli Grupy Volkswagen jednostka, bardzo lubiana przez kierowców za swoją uniwersalność. Audi A3 Limousine jest bowiem całkiem zrywne i przyspiesza do 100 km/h w 8,4 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 232 km/h! Silnik jest także fantastycznie elastyczny, bo moment obrotowy 250 Nm dostępny jest w zakresie 1500 – 3500 obrotów na minutę, a do tego nie jest przesadnie łasy na paliwo. To co do mnie przemawia w nowym A3 jest także wnętrze. Deska rozdzielcza z dużym ekranem centralnym i fantastycznie wygodne fotele połączone z surowym i ostrym technicznym designem. Podoba mi się mięsista i gruba kierownica, doskonale leżąca w dłoniach i dobrej jakości materiały wykończeniowe. Napęd w Audi przenoszony jest na koła przednie, ale precyzyjny układ kierowniczy i sportowo zestrojone zawieszenie potrafią dać mnóstwo frajdy z jazdy tym bardziej, że dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna DSG świetnie nadąża za temperamentem nowoczesnego silnika.

Alfa Romeo Giulia Veloce – i wtedy wchodzi Ona, cała…

No właśnie, jaka jest nowa Alfa Romeo Giulia? Przede wszystkim jest na wskroś włoska, dlatego pełna jest tych fantastycznych sprzeczności, za które kochamy Włochów, Włoszki i kraj, który zamieszkują. Giulia Veloce to nieco usportowiona wersja włoskiego sedana, choć usportowiona, to chyba nie jest najlepsze określenie, bo auto wręcz ocieka sportowym charakterem. Nisko zawieszone, postawione na ogromnych kołach nadwozie zdaje się być narysowane ręką Michała Anioła. Ponętne, śródziemnomorskie krągłości i nienachalny seksapil sprawiają, że oglądają się za nią nie tylko przechodnie, ale także inni kierowcy.

Auto nie jest jednak pozbawione psikusów, jakimi obdarzył je stwórca. Łopaty zmiany biegów są tak wielkie, że mogłyby służyć jako saperki do okopywania namiotu podczas pandemicznych wakacji, a żeby włączyć kierunkowskaz trzeba nałożyć przedłużki palców, tak daleko trzeba sięgnąć do manetek. Po podniesieniu klapy bagażnika uzyskujemy dostęp szerokości wrzutni do skrzynki pocztowej. Nie ma szans, by zmieścić w nim dużą walizkę podróżną, choć, jeśli jakimś cudem uda się wam ją wepchnąć, nie zmieścicie w bagażniku nic innego, bo kufer do najbardziej ustawnych nie należy. Wnętrze, choć pięknie zaprojektowane, kryje w sobie tworzywa, skład chemiczny których przechowywany jest w sejfie gdzieś głęboko pod ziemią. Na szczęście plastiki, których będziecie dotykać są miękkie i przyjemne w dotyku, a górną część kokpitu wyłożono skórą.

Wszystkie mankamenty znikają jednak po przekręceniu kluczyka. Nie ważne , czy wybierzecie wersję benzynową, czy wysokoprężną będziecie chcieli jeździć po mieście w nieskończoność słuchając z głośników „Love i Portofino” w wykonaniu Andrea Bocellego. Dodam do tego wybitne prowadzenie i czucie auta, czyli coś, czego nie znajdziecie w większości dzisiejszych samochodów. O tym jak działa miłość do włoskiej motoryzacji niech świadczy fakt, że przeszło 3 tygodnie po oddaniu testowego egzemplarza wciąż myślę o Giulii, dlatego w najbliższych Moto Piątkach pojawi się obszerniejszy test pięknej Włoszki.

Volkswagen Arteon – sedan inaczej

Pierwsza generacja Arteona została bardzo przychylnie przyjęta na rynku. Zmiana nazwy (poprzednik nosił nazwę Passat CC) miała wyodrębnić model na rynku i zaakcentować jego bardziej luksusowy charakter. Niemcom udało się to połowicznie, bowiem pod śmiało zaprojektowaną karoserią ukrywało się wnętrze Passata. Na szczęście Volkswagen postanowił naprawić swój błąd i 2 tygodnie temu pokazał gruntownie odświeżone auto, które wreszcie zachwyca w każdym calu.

Po pierwsze zmieniono identyfikację modelu i LED-owe światła do jazdy dzienne świecą teraz na całej szerokości masywnego, chromowanego grilla. Indywidualne jest także wnętrze. Deska rozdzielcza jest wreszcie inna niż w Passacie, dlatego od dziś możemy wreszcie mówić o kompletnie różnych modelach, bowiem Arteon jest dłuższy, szerszy, wyższy, mam większy rozstaw osi, kół, jest niżej zawieszony od Passata. Już nikt wsiadając do Arteona nie poczuje się, że kupił Passata w przebraniu.

Arteon nie jest naturalnie sedanem. Tylna klapa otwiera się razem z szybą dając świetny dostęp do przestrzeni bagażowej, znalazł się jednak w tym tekście, bo wraz z liftingiem stał się bardziej atrakcyjny, a marce z Wolfsburga potrzebny był powiew świeżości w segmencie dużych limuzyn. Moje pierwsze spotkanie z nowym Arteonem trwało zaledwie kilka godzin, wystarczyło to jednak by wydać opinię na jego temat. Niemcy wykonali kawał fantastycznej pracy i udowodnili, że znają się na produkowaniu samochodów. Moim zdaniem mają wreszcie w swojej stajni samochód, który może odebrać część klientów segmentu premium, w szczególności tych, którym niekoniecznie zależy na prestiżu idącym za marką. Auto świetnie wygląda, jest wygodne i doskonale się prowadzi. Dodatkowym smaczkiem są bezramkowe drzwi, których próżno szukać w klasycznych sedanach.

Okazuje się, że producenci wcale nie zapomnieli o sedanach i poza oczywistymi modelami, jak flagowe limuzyny wiodących marek premium, serwują nam smaczne i nowoczesne wariacje na temat klasycznej linii nadwozia. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że u progu trzeciej dekady XXI wieku czeka nas jeszcze kilka niespodzianek, a SUV nie będzie jedynym rodzajem nadwozia w ofercie wielkich graczy.